27 czerwca 2009

Tatry Wysokie (nieudany atak na Jagnięcy Szczyt)

Miejsce: Słowackie Tatry

Pierwotny cel: Jagnięcy Szczyt (2230 m)

Trasa (zrealizowana)Biela voda (parking) Dolina Kežmarskej Bielej vody Chata Pri Zelenom Plese Veľké Biele pleso (1615 m) Predné kopské sedlo (1770 m) Kopské sedlo Tatranská Javorina

Pogoda i widoczność: zmienna

Nie ma to jak zacząć wakacje w górach… tym bardziej, że dziś mieliśmy w planach zaatakować Jagnięcy Szczyt (2230 m). Na tę wycieczkę czekałem wiele tygodni – nic dziwnego, to przecież miał być mój najwyższy szczyt, jaki zdobyłem w mym krótkim, nastoletnim życiu.

Po trzech godzinach jazdy docieramy w okolice Tatrzańskiej Łomnicy. Pogoda nas nie rozpieszczała, właściwie to nastąpiło wręcz jej załamanie. Ulewny deszcz, a widoczność ograniczona do zaledwie kilku metrów (co za pech!).

Mimo trudności wyruszamy. Naszym celem staje się więc schronisko nad Zielonym Stawem Kieżmarskim. Spacer tą częścią trasy (szlakiem żółtym) zajął nam nieco ponad 2 h, mimo, iż na tablicach widnieją czasy o połowę dłuższe. W miarę podchodzenia deszcz stawał się coraz intensywniejszy, a szlak zamieniał się w jedną wielką kałużę. Mgła także nie ustępowała, a jedynym ciekawym zjawiskiem był potok Kežmarská Biela voda, który podczas takich ulew znacznie przybrał na sile. Zaprawdę siła natury jest potężna!

 1) początek trasy, 2) widoki (w tle powinniśmy zobaczyć m. in. Gerlach), 3) potok Kežmarská Biela voda

Docieramy do schroniska. Pora się osuszyć, a przede wszystkim coś zjeść. Schronisko jest wspaniale położone. „Góruje” nad niezbyt dużych rozmiarów Zielonym Stawem Kieżmarskim, a wokół otaczają go wspaniałe szczyty m.in.: Kieżmarski, Kołowy czy Jagnięcy. Sprawia to, że jest tam (co najmniej!) równie pięknie jak nad Morskim Okiem. Schronisko posiada zadaszony taras, na którym można podziwiać staw oraz okoliczne szczyty, które dziś pokryte były gęstymi chmurami. W samym budynku powalające są zaś ceny. Gorąca czekolada za 1,80€ (ponad 8 zł za napój podany w małej filiżance do herbaty) czy 100g frytek z ketchupem za 2,30€ (ponad 10zł) sprawia, że ceny te po prostu zniechęcają. Już w Morskim Oku jest o 20-30% taniej. Miejmy więc nadzieję, że kurs euro już nigdy nie przekroczy 4,50 zł.

Pogoda nie była dla nas łaskawa. Byliśmy zmuszeni do zrezygnowania z ataku na Jagnięcy mimo, iż przestało padać, ale gęste chmury pozbawiały sens tej wyprawy. Wyruszamy więc z powrotem do Tatrzańskiej Jaworzyny (lub jak kto woli Spiskiej Jaworzyny), ale to i tak nie był koniec wspinaczki. Na Wyżniej Przełęczy pod Kopą jesteśmy po godzinie drogi. Widok otwierał się tylko na Tatry Bielskie - tam chmury ustąpiły. Ogólnie pogoda się poprawiała. Widać było już kawałki niebieskiego nieba i pierwsze przebłyski słońca. Przy Przełęczy pod Kopą natrafiamy na zmrożone płaty śniegu, na których całkiem nieźle się bawiliśmy m. in. walką na miecze. Za oręże posłużyły kije turystyczne.

 Okolice Jagnięcego Szczytu widziane znad Wielkiego Białego Stawu
Przy schodzeniu naszym oczom ukazał się widok piękny, ale jednocześnie dość smutny. Otóż zza chmur wyjawił się Jagnięcy Szczyt. Mogliśmy go podziwiać w całej okazałości, szkoda tylko, że z takiej perspektywy. Gdybyśmy tylko przybyli do schroniska 2 h później, wtedy wszystko mogłoby wyglądać inaczej…

1-2) Jagnięcy Szczyt wraz z upływem dnia...

No cóż, pogoda w Tatrach to czysta loteria, trzeba się pogodzić…
Tatrzańska Jaworzyna wita nas pięknym słońcem. Wycieczka kończy się więc bardzo wcześnie, a do Krakowa (nieco zawiedzeni) dojeżdżamy po godz. 20.

Na pocieszenie, mogę tylko powiedzieć, że w te wakacje jeszcze nie raz wrócimy w Tatry. Plany na lipiec ambitne, tak więc wszystko przed nami. :)