25 maja 2013

Beskid Niski (Pustelnia św. Jana)

Choć na trasie dzisiejszej wędrówki nie zdobędziemy żadnego wzniesienia, które miałoby chociaż 700 m n.p.m. to wcale nie będzie oznaczać to przeżyć nudnych i niewartych odnotowania w tym internetowym pamiętniku. Wprost przeciwnie! Beskid Niski jest bowiem idealny aby uświadomić sobie, że w górach nie chodzi wyłącznie o zdobycie jak najwyższego szczytu. Choć nie pokonaliśmy tamtego dnia żadnych stromizn, na myśl o których całe ciało spowijałaby gęsia skórka to przeżyliśmy za to kilka innych - moim zdaniem o wiele ciekawszych - epizodów. Niewysokie góry nie oznaczają bowiem braku widoków, a tych - jak przekonacie się niżej - wcale nie brakowało. Ponadto wielokilometrowa wędrówka lasem stwarzała możliwości do bliskiego obcowania z przyrodą, a Beskid Niski z racji na nikłą popularność wśród turystów jest ku temu idealny. Wstęp ten z widokami i pięknem przyrody należy też uzupełnić o zabytki natury sakralnej, których jest w tamtej okolicy na pęczki, a każdy z nich tylko czeka na odkrycie. Nie wiem jak Wy ale ja już nabrałem ochoty aby wyruszyć na szlak, toteż nie marnujmy czasu!

Pasmo: Beskid Niski (na wschód od Magurskiego Parku Narodowego)

Cel: odpoczynek z dala od miasta, zgromadzenie pozytywnej energii i radości

Trasa: Kąty  okolice Grzywackiej Góry  Łysa Góra (641 m)  Polana (651 m)  Chyrowa  Pustelnia św. Jana  Nowa Wieś (DK nr 9)

Pogoda: zmienna

Widoczność: średnia

Długa jazda odbiła się w Nas swoistym zniecierpliwieniem, bowiem oboje z Ju chcieliśmy jak najszybciej kontynuować podróż, którą wyznaczały biało-czerwono-białe znaki Głównego Szlaku Beskidzkiego. Asfalt zaś wydawał się ciągnąć w nieskończoność przez co najlepszym sposobem na przetrwanie dojazdu była rozwlekła drzemka. Wreszcie, zza okien zaczęły wyłaniać się charakterystyczne pagórki. Jeszcze tylko kilka kilometrów...

Rozkosznie krótko trwała ma rozłąka z Beskidem Niskim. Wspaniałym uczuciem jest wysiąść z autokaru i postawić stopy w objęciach malowniczych pagórków wypełnionych soczystą wiosenną zielenią. Choć minęło ledwie 35 dni, to gdy ujrzałem Kamień nad Kątami poczułem jakbym był tam wczoraj. Dziś już na niego wchodzić nie będziemy aczkolwiek jego towarzystwo umilało nam wędrówkę w trakcie jej początkowej fazy.

drogowskaz w Kątach
Kąty przez ten miesiąc nic się nie zmieniły co tylko potwierdzało, że życie tutaj toczy się o wiele wolniej i spokojniej aniżeli w wielkich aglomeracjach. Właśnie takich klimatów potrzebowaliśmy! Z wielką radością rozpoczęliśmy marsz, bo oboje czekaliśmy na ten dzień. Zwłaszcza Ju, która miała za sobą szereg - pomyślnie zdanych - egzaminów maturalnych. Nastał zatem czas zasłużonego wypoczynku, podczas którego szkolne i uczelniane stresy definitywnie znikły wskutek mocy płynącej z krajobrazów Beskidu Niskiego.

1-4) widoki rozpościerające się z Głównego Szlaku Beskidzkiego między Kątami a Grzywacką Górą
Na opisywanym odcinku wraz z Głównym Szlakiem Beskidzkim biegnie również szlak zielony. Gdy oba szlaki się rozwidlają warto wybrać wariant zielony, bowiem w przeciągu kilku minut doprowadza on do szczytu Grzywackiej Góry (567 m n.p.m.). Jest to miejsce bardzo atrakcyjne ze względu na usytuowanie krzyża milenijnego, który spełnia również funkcję wieży widokowej.

3) kaplica na szczycie Grzywackiej Góry
Poświęcenie milenijnego krzyża papieskiego miało miejsce we wrześniu 1999 roku. Rok później włączono go do miejsc odpustowych w diecezji rzeszowskiej. Z Kątów prowadzi do niego Droga Krzyżowa Miłosierdzia Bożego. Tuż obok krzyża znajduje się ponadto kaplica.
Z racji na pogarszające się warunki atmosferyczne, zostawiliśmy plecaki u podnóża wieży aby z lekkością wspiąć się po kilkudziesięciu schodach na platformę. Przyznam szczerze, że takiego pejzażu się nie spodziewałem. Widoki na wszystkie strony świata! Ze szczytu Beskidu Niskiego? Wydawałoby się to niemożliwe, a jednak!