Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarnohora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarnohora. Pokaż wszystkie posty

6 września 2013

Ukraina: Czarnohora (Petros)

Siódmy dzień ukraińskiego snu. Dziś miała mieć miejsce zemsta oraz odwet za porażkę jaka nastąpiła 24 sierpnia 2011 roku. Tamta wycieczka przez wzgląd na "wybuchową" pogodę oraz troje turystów, którzy samowolnie odłączyli się od grupy miała naprawdę dramatyczny przebieg. Najpierw walczyliśmy o przeżycie w trakcie intensywnej burzy na stromych stokach Petrosa. Później, drżeliśmy o los starszych kolegów, którzy zdobyli szczyt w tym żywiole i jednocześnie do następnego poranka nie było z nimi żadnego kontaktu. Dziś pogoda była zamówiona i nie dopuszczaliśmy innego scenariusza jak zdobycie kolejnego ukraińskiego dwutysięcznika. 

Miejsce: Karpaty Ukraińskie (pasmo Czarnohory) 

Trasa: Hrebla  Koliby  Przełęcz Kakaradza (Połonina Hołowczeska, 1540 m)  Petros (2020 m)  Połonina Seryliwka  Połonina Szumnieska (1590 m)  Połonina Menczul (1238 m)  Połonina Dżordżewa Prełuka  Kwasy

Długość trasy: 22,5 km

Pogoda: dobra

Widoczność: bardzo dobra

Przy opracowywaniu retrospekcji natrafiłem na problem, z którym chyba nigdy wcześniej się nie spotkałem. Otóż nie wiem, w którym miejscu rozpoczęliśmy swój marsz. Mogę stwierdzić, że na pewno było to gdzieś między Koźmieszczykiem, a Połoniną Hołowczewską. Musiałem zatem wyjąć kilka map Czarnohory, które posiadam i dokładnie wszystko odtworzyć. Wszystko przez to, że ponownie - tak jak pod Bliźnicą - skorzystaliśmy z podwózki gruzawikami. 

gruzawik - nasza przepustka do świata czarnohorskiego Petrosa
Bez tego pojazdu nasza misja byłaby arcytrudna, bowiem do przejścia byłoby prawie 40 km. Warto wspomnieć, że autokar ze względu na stan dróg i mostów nie mógł dojechać do Koźmieszczyka, toteż przesiadka z autokaru do gruzawików nastąpiła już w Łazeszczynie. Po około 20 minutach jazdy dojechaliśmy do wspomnianego już Koźmieszczyka, z którego wybiegają szlaki w kierunku Petrosa oraz Howerli (2061 m). Tam nastąpiła krótka przerwa na uzgodnienie szczegółów. Nastąpiły mocne negocjacje, bowiem to jak wysoko mieliśmy zostać wywiezieni miało być uzależnione od ilości posiadanej gotówki. Widocznie wcześniejsze ustalenia nie były wiążące i Ukraińcy zażądali więcej.
1-3) w drodze na przełęcz
Na szczęście ruszyliśmy i dojechaliśmy całkiem wysoko. Dzięki temu zaoszczędziliśmy kilka kilometrów żmudnego podejścia w gęstym lesie. Tym samym okazje do popełniania widokowych fotografii nadarzyły całkiem szybko. Zapowiadał się kapitalny dzień pod kątem pogody. Z poziomu okolicznych miejscowości Petros wydawał się bardzo odległy natomiast teraz był już na wyciągnięcie ręki. Po niespełna godzinie marszu osiągnęliśmy Połoninę Hołowczewską wraz z Przełęczą Kakaradza. Ciekawostką jest to, że w języku huculskim słowo kakaradza oznacza owczy kał. Nie wiem czy jest to informacja, bez której wasze życie było gorsze, toteż może przejdziemy do widoków rozpościerających się z przełęczy.

Petros (2020 m)
wystający czubek zza linii lasu to Howerla (2061 m)
Przełęcz Kakaradza jest głębokim wcięciem między Petrosem, a Howerlą. Tutaj grzbiet Czarnohory wygląda trochę inaczej niż między Howerlą, a Popem Iwanem. Tamte wierzchołki dzieli 18 km podczas których nie schodzi się poniżej 1750 m n.p.m. natomiast między Howerlą, a Petrosem jest 9 km, z czego spora część to głębokie i wydłużone siodło, które dobrze widać z perspektywy okolicznych szczytów Gorganów. To sprawia, że Petros choć jest dopiero czwartym najwyższym szczytem Ukrainy to jednak jest on o wiele lepiej rozpoznawalny niż chociażby wyższy Brebeneskuł (2037 m). Pod tym kątem możemy stwierdzić, że Petros jest podobny do tatrzańskiego Krywania. Odstający od reszty, a przez to charakterystyczny i przykuwający uwagę.

1-3) ciężka wspinaczka z przełęczy na wierzchołek
Widoki z przełęczy zwiastowały prawdziwą ucztę dla oczu i duszy. By jednak w pełni cieszyć się z wycieczki, musieliśmy osiągnąć szczyt co okazało się niemałym wyzwaniem. Z przełęczy na Petrosa mamy co prawda tylko 2 km ale za to prawie 500 m przewyższenia. To sprawia, że zbocze jest naprawdę strome. Nie mogłem chwilami złapać tchu. Przyczyny tego stanu były co najmniej dwie. Z jednej strony widoki zapierały dech w piersiach, a z drugiej wspinaczka tak nachylonym stokiem wymagała postojów czasem co kilka minut.

5 września 2013

Ukraina: Czarnohora (Howerla + Jezioro Niesamowite)

Howerla – ukraińskie Rysy czyli retrospekcja poświęcona wyprawie na najwyższy szczyt naszych wschodnich sąsiadów.
Dokładnie tym cytatem rozpocząłem retrospekcję poświęconą Howerli, na którą po raz pierwszy miałem przyjemność wspiąć się 22 sierpnia 2011 roku. Od tamtej pory minęły dwa lata i kilkanaście dni. W najważniejszej kwestii nic nie uległo zmianie, ponieważ nadal to Howerla jest najwyższym wierzchołkiem Ukrainy. Postaram się jednak sprawdzić czy od tamtego czasu coś się na szczycie bądź w jego okolicy zmieniło. W drogę!

Miejsce: Karpaty Ukraińskie (pasmo Czarnohory) 

Cel: Korona Beskidów

TrasaParking pod Płajem - Zaroślak (1226 m)  Mała Howerla (1762 m)  Howerla (2061 m)  Breskuł (1911 m)  Pożyżewska (1822 m)  Dancerz (1850 m)  Turkuł (1933 m)  Jeziorko Niesamowite szlak turystyczny żółty Zaroślak - Parking pod Płajem

Długość trasy: 16,5 km

Czas przejścia netto: 9 h

Przewyższenia: 1400 m

Pogoda: dobra

Widoczność: bardzo dobra

Czy dwa lata to dużo? Zależy gdzie, bowiem mieszkając w mieście ciągłych inwestycji i remontów przez dwa lata może wydarzyć się niemal wszystko. Takie właśnie mam odczucie spacerując po modernizującym się oraz rozbudowującym się wciąż Krakowie. Na Ukrainie jednak, gdzie na prowincji czas się zatrzymał, dwa lata mogą minąć jak jeden dzień, podczas którego nic specjalnego się nie wydarzy.

Właśnie takie odczucie mogliśmy mieć próbując dojechać do Zaroślaka. Czy droga  prowadząca tamże została wyremontowana? Oczywiście nie, nadal są to wertepy, przez które dojazd do Czarnohory zajmuje długie godziny. Co więcej, ponownie autokar nie mógł dojechać pod samo schronisko. Ostatni fragment pokonaliśmy zatem pieszo, na szczęście nie był to przydługawy odcinek. 

schronisko w Zaroślaku
z Zaroślaka na Howerlę prowadzą dwa szlaki turystyczne
W Zaroślaku również niewiele się zmieniło. Te same kramy, to samo schronisko, a nawet te same drogowskazy prowadzące na szczyt. W przeciwieństwie do Świdowca, w którym byliśmy wczoraj, tutaj nie trzeba pokonywać ponad tysiąca metrów przewyższenia ażeby dostać się na grań połonin. To tworzy ciekawy kontrast, gdzie na Bliźnicę z Jasini jest prawie 20 km, a z Zaroślaka na Howerlę ledwie kilka, a całą wspinaczkę najsprawniejsi turyści zamkną w czasie dwóch godzin. To sprawia, że szczyt jest dość oblegany, a jego pierwszeństwo na liście najwyższych wierzchołków kraju dodaje tylko popularności.

w drodze na szczyt trzeba przedrzeć się przez pasmo kosodrzewiny
tak jak na stokach Bliźnicy, również i tutaj miały miejsce tragiczne wydarzenia
Nim jednak osiągniemy pasmo połonin, warto wspomnieć, iż z Zaroślaka na Howerlę prowadzą dwa szlaki. Różnią się tym, iż niebieski jest krótszy (a w konsekwencji bardziej stromy) zaś zielony łagodniejszy. Zazwyczaj więc na całą wycieczkę tworzy się zgrabna pętla. My takową zaliczyliśmy dwa lata temu zaś dziś mieliśmy w planach o wiele ambitniejszy cel. O tym jednak wspomnę później. 

Howerla, już niewiele zostało!
Na razie podchodziliśmy sobie szlakiem zielonym. Przed wkroczeniem w pasmo kosodrzewin, minęliśmy rozdroże, z którego wybiegał szlak żółty. Gdybyśmy się na niego skierowali to dostalibyśmy się w przeciągu dwóch godzin do Koźmieszczyka (miejsce podobne do Zaroślaka stanowiące dobrą bazę wypadową) mijając po drodze Połoninę Koźmieską. Ponadto w odległości 900 m (ok. kwadrans marszu) znajduje się cmentarz z I wojny światowej, do którego prowadzą biało-żółte kwadraciki. Z powodu długiej trasy jednak tam nie zajrzeliśmy.

1-8) widoki z Małej Howerli
Dalej jest już tylko lepiej, szybko nabieraliśmy wysokości, toteż z każdą upływającą minutą mieliśmy coraz szczerszą panoramę na okolicę. Zapowiadał się kolejny, upojny w widoki dzień. Trzeba jednak odpowiednio rozłożyć siły, bowiem Howerla sama się nie zdobędzie. Tutaj polecić mogę pośredni postój na Małej Howerli. Jest to wyraźne wypłaszczenie w północnym ramieniu Howerli. Od tego miejsca w przeciągu godziny osiąga się najwyższy szczyt Ukrainy. Licząc od Zaroślaka osiągnięcie punktu 2061 m nad poziomem morza zajęło nam ok. 2,5 h.

26 sierpnia 2011

Czarnohora (Rebra + Jeziorko Niesamowite)

Ostatni dzień spędzony w majestatycznych Beskidach Połonińskich zapisał się obficie w pamięci aparatu fotograficznego. Coś mi się wydaje, że bez kilkudziesięciu dodanych zdjęć się nie obędzie. To oznacza tylko jedno – następny fantastyczny dzień w najwyższym paśmie Ukrainy.

Zanim jednak o wydarzeniach z trasy, spostrzegawczy zauważyli, że gdzieś zaginął 25. dzień sierpnia. Nieprzypadkowo, ponieważ tego dnia sobie po prostu odpuściłem. Po wydarzeniach z Pietrosa, moje buty były doszczętnie mokre przez co nawet intensywne, wieczorne suszenie nie pomogło.

Wstając o poranku zjadłem śniadanko po czym wróciłem do pokoju i ległem w pościeli. Po kilku następnych sekundach spałem już jak kamień. Oznaką zmęczenia niech będzie fakt, że spałem niemal do 13. godziny.

Z perspektywy czasu, muszę przyznać, że popełniłem niewybaczalny błąd nie decydując się na udział w kolejnej wyprawie. Grupa zaliczyła bowiem Kostrzycę, skąd wedle wielu, rozpościerają się najpiękniejsze widoki na Czarnohorę. Widząc zdjęcia z tej eskapady, mogłem tylko otworzyć szeroko usta ze zdumienia i jednocześnie rozczarowania swoją postawą. Połoniny, bezchmurne niebo i cudowne słońce – nic dodać, nic ująć.

25. dzień sierpnia przyniósł także szczęśliwy powrót synów marnotrawnych. Z opowieści innych, dowiedziałem się, że gdy autokar ruszał o poranku w podróż, z naprzeciwka wyłoniła się znajoma trójka, której tak bardzo nam brakowało. Wszyscy odetchnęli z ulgą…

Reszta dnia minęła mi już na spacerach po Polanicy oraz szeroko pojętym, wakacyjnym „nic nie robieniu”. Co zaś przyniósł przedostatni dzień ukraińskiego snu? O tym poniżej.

Kraina: Huculszczyzna

Administracyjnie: obwód iwanofrankiwski (zachodnia Ukraina)

Pasmo: Czarnohora (Beskidy Połonińskie)

Trasa: Parking pod Płasem – Maryszewska – Szpyci Rebra (2001 m) Szpyci Przełęcz Turkulska Jez. Niesamowite Zaroślak Parking pod Płasem

Pogoda: cudowna

Widoczność: bardzo dobra

Autokar zawiózł nas w znajome miejsce. Ponownie znaleźliśmy na drodze prowadzącej do Zaroślaka. Zacząłem już dreptać w jego kierunku, aż tu nagle przewodnik wchodzi w zagajnik i pokazuje aby iść za nim. Wkroczyliśmy tym samym w gęsty las, podążając dziką oraz nieoznakowaną ścieżką.

Chwilę w nim brnęliśmy, przedzieraliśmy się niekiedy przez powalone drzewa jednakże nagrodą było pierwsze zetknięcie się z połoninami. Po prostu bajka! Szerokie łąki zaś w ich tle dumnie wznoszący się grzbiet Czarnohory. Patrząc na poniższe zdjęcia, wszelkie apoteozy przestają być potrzebne.





Salwy zachwytu ustały wraz z ponownym wkroczeniem w regiel. Spotkaliśmy tam biwakujących przy namiocie turystów mających w koszyku mnóstwo grzybów. Wymiana kilku uprzejmości zaowocowała kontynuacją marszu.

Następne wybicie ponad granicę lasu sprawiło, iż piękne widoki oczarowały nasze umysły. Gdzie bym się nie obejrzał, tam było coś urzekającego. Tu Howerla, tam Gorgany, a przecież jak zawsze, z każdym krokiem pejzaże stawały się rozleglejsze.



Pierwsze szczytowanie nastąpiło na szczycie o nazwie Szpyci. Nazwa pochodzi od ukraińskiego słowa o tym samym brzmieniu oznaczającego szpice. Nawiązuje do ostrych grzęd skalnych znajdujących się pod wierzchołkiem. Jak na Beskidy – widok niecodzienny.

7-13) słynne żebra skalne przy szczycie Szpyci

Tym samym znaleźliśmy znów na międzywojennej granicy polsko-czechosłowackiej. Oprócz słupków granicznych, jedynymi śladami cywilizacji były zniszczone drogowskazy turystyczne. Gdyby o nich zapomnieć przed sobą mielibyśmy wyłącznie połoniny. Czysta, nieskazitelna natura oraz widoki aż po horyzont.

1-11) widoki z okolic Szpyci, 9) drogowskazy na wierzchołku Szpyci, 12) czarnohorskie połoniny

W związku z palącym Słońcem, wszyscy tankowali wodę niemalże całymi litrami. Szpyci nie były też Mount Everestem naszych ambicji, toteż wybraliśmy się w niedługi spacer ku pobliskiej Rebrze. Po kilkunastu minutach, z dumą mogliśmy przekroczyć granicę 2000 metrów nad poziomem morza. Rebra pochodzi od ukraińskiego rebro tj. żebro. Nawiązuje ona do odkrytych warstw piaskowcowych, wyróżniających się na stokach góry. Na wierzchołku nastąpiło obowiązkowe, grupowe zdjęcie zaś po chwili niemal każdy siadał sobie na słupku z 1920 roku robiąc fotografie solowe na tle najwyższych szczytów Ukrainy.

1) słupek graniczny z okresu 20-lecia międzywojennego, 2-8) w trakcie podejścia na Rebrę
Z kłuciem w sercu musiałem udać się w dalszą podróż. Takich widoków łatwo się nie zostawia. Oprócz Zakarpacia i Pokucia, nawet Karpaty Rumuńskie wyłoniły się gdzieś w oddali.

1-12) panorama widziana z Rebry, 6 i 12) widoczne słupki graniczne z okresu międzywojennego
Wydeptana ścieżka pośród łąk alpejskich zaprowadziła nas do kolejnego osobliwego miejsca będącego punktem obowiązkowym dla każdego turysty. Tuż poniżej głównego grzbietu Czarnohory, na wysokości prawie 1800 m, znajduje się Jeziorko Niesamowite. Co ciekawe, ten polodowcowy twór, ma rację bytu jedynie dzięki opadom ponieważ nie wpływa ani nie wypływa z niego żaden strumyk. To niewielkie oczko wodne jest idealnym miejscem do opalania zaś Ci odważniejsi zdejmują swoje spocone ciuchy i z wielką radością pluskają się niczym dzieci. Pobliski teren jest jednym z głównych miejsc biwakowych, toteż napotkanie śmieci nie należy tutaj do trudnych wyczynów. Co gorsza, Jeziorko Niesamowite zarasta, zmniejszając swoją powierzchnię z każdym rokiem. Na zdjęciach doskonale widać pierwotny obszar występowania wód oraz przestrzeń zajętą przez rośliny.

1-10) między Rebrą a Jez. Niesamowitym, 11) Jeziorko Niesamowite widziane z głównego łańcucha Czarnohory
Powyższe spostrzeżenia rzuciły mi się w oczy od razu gdy tylko ujrzałem niebieski kolor na tle połonin i kosówek z głównego grzbietu. Jako, że nieuchronnie zbliżaliśmy się do zejścia, pozostawało mi już tylko odwrócić się w kierunku południowym i pożegnać się z tym wszystkim co widziałem na Howerli, Popie Iwanie oraz teraz. Mam nadzieję, że te niebotyczne panoramy będzie mi dane jeszcze kiedyś zobaczyć.

Być może trudno będzie w to uwierzyć ale od okolic Rebry, nasza grupa powiększyła swą liczebność. Nie był to efekt czyichś igraszek lecz po prostu przywałęsał się do nas piesek, który zamienił kilku młodych Ukraińców na nas. Minęła pierwsza godzina, potem druga, a on wciąż nam towarzyszył. Ponadto na głównym grzbiecie Czarnohory spotkaliśmy nawet polskiego księdza.


Przy jeziorku nastąpił dłuższy popas idealny na cieszenie się chwilą, którą wspominać będę przez całe życie. Przeciwieństwem uradowanej duszy była skóra. W tym przypadku sytuacja nie była już taka wesoła, bowiem wielogodzinne przebywanie na upale skutkowało niemiłym procesem pękania zaś na karku to skóra schodziła całymi płatami. Wszak człowiek to nie gad i skórę ma tylko jedną. Na przyszłe wakacje, koniecznie muszę zainwestować w przeciwsłoneczny krem.

Błogi odpoczynek w ślicznym miejscu – tylko na tym się skupiałem. Czas mijał mi dość szybko, toteż nie spodziewając się niczego usłyszałem że czas ruszać dalej. Warto podkreślić, że do Jeziorka Niesamowitego prowadzi perfekcyjnie oznakowany szlak żółty, mający swój początek w Zaroślaku do którego właśnie schodziliśmy.


Gdy wydawało się, że już nic nas nie zaskoczy, wtem nadciągnęły ciemniejsze chmury i usłyszeliśmy niepokojące grzmoty. Owe dźwięki przeszkodziły nam także na zakupach w Zaroślaku. Nie chcąc znów doświadczyć ulewy, ruszyłem szybciej ku autokarowi. Istotnie, deszcz zaczął padać ale na całe szczęście chmura obeszła nas bokiem dzięki czemu wciąż mogliśmy się cieszyć przyjazną aurą.

1-6) w trakcie zejścia do Zaroślaka
Jako, że nasz wyjazd zbliżał się ku końcowi, wieczorem nastąpiła uroczysta kolacja, na której frykasów było od groma. Każdy mógł zasmakować w czym tylko zapragnął. Posypały się również podziękowania, a dla chętnych czekał taneczny parkiet. Impreza przeniosła się potem do naszego pokoju, gdzie młodsza część grupy zaczęła bawić się w popularną mafię. Mnóstwo pozytywnych wrażeń dostarczyła też zagadkowa gra „na wprost, na krzyż”. Jeżeli mnie pamięć nie myli, to śmiechu miałem tego wieczoru za całe wakacje. Tym samym zrobił się nagle środek nocy, a i tak nikomu spać się nie chciało. Ostatnia ukraińska noc została zatem godnie pożegnana…

1-7) w trakcie zejścia do Zaroślaka, 5) stacja meteorologiczna/botaniczna na Polanie Pożyżewskiej