Czy pamiętacie szkolną lekcję geografii, na której uczyliście się najwyższych oraz najbardziej znanych szczytów górskich? Najwyższa góra Polski? Rysy! - odpowiadała całym chórem klasa. Do dziś pamiętam jak na pytanie o najwyższe bieszczadzkie wzniesienie odpowiadałem: Tarnica. Upłynęło kilka lat, szkoła się skończyła i jak to niekiedy bywa okazało się, że wiedza wyniesiona ze szkolnych ławek nie do końca odpowiadała rzeczywistości. Na przykład z matematyki dowiedziałem się, że jednak istnieje pierwiastek kwadratowy z liczby ujemnej (oczywiście należy go odpowiednio zapisać). Cóż za zdziwienie temu towarzyszyło skoro przecież przez dobrych 9 lat nauki tego przedmiotu w wymiarze po 5 h tygodniowo nauczyciele twierdzili inaczej. Dobra, to trochę kiepski przykład wszak mamy tu podróżować a nie rachować! Wróćmy więc do Tarnicy. Co zatem jest z nią nie tak? Otóż tak naprawdę nie jest to najwyższy szczyt Bieszczadów. To słynne wśród polskich turystów pasmo rozciąga się również na terenie Słowacji i Ukrainy, a tam jest taka góra co się zowie Pikuj - wyższa od Tarnicy o ponad 60 metrów i właśnie dziś się na nią wdrapiemy... W drogę!
Region: granica obwodu lwowskiego i zakarpackiego (kilkanaście km na południowy-wschód od polskich Bieszczadów)
Region: granica obwodu lwowskiego i zakarpackiego (kilkanaście km na południowy-wschód od polskich Bieszczadów)
Pasmo: Bieszczady Wschodnie
Cel: Pikuj (ukr. Пікуй)
Trasa (patrz mapka): Szczerbowiec (ukr. Щербовець) - Pikuj (1408 m)
Biłasowica (ukr. Біласовиця)
Trasa (patrz mapka): Szczerbowiec (ukr. Щербовець) - Pikuj (1408 m)
Pogoda: zmienna
Widoczność: gdy była najbardziej potrzebna - nie zawiodła nas
Autokar miał wczoraj dużo chwil aby od nas odpocząć, toteż liczyliśmy, że zebrał sporo sił na kolejne wojaże po niełatwych do pokonania ukraińskich ciągach komunikacyjnych (bo drogą to ciężko czasem nazwać). Te przewidywania okazały się słuszne, bowiem początek naszej wędrówki przypadł na wieś, do której asfalt nie dociera. Powolutku, po wertepach ale jednak dojechaliśmy do Szczerbowca (Szerbowca). Czas wyjąć mapę i prześledzić to co nas czeka:
![]() |
| Trasa naszej wędrówki prowadziła od Szczerbowca do Biłasowicy |
| główna droga prowadząca przez wieś |
Chętnych na wycieczkę w masyw Pikuja muszę ostrzec, bowiem zaznaczony na mapie (wyd. Ruthenus z r. 2010) żółty szlak jest po pierwsze bardzo słabo oznaczony (praktycznie tylko w lesie), a po drugie jego przebieg jest zupełnie inny niż na przedstawionym fragmencie mapy. Otóż z Pikuja wg mapy prowadzi on do turbazy w miejscowości Husne-Wyżne. Nie jest to prawdą, ponieważ - o czym przekonaliśmy się osobiście - sprowadza on do Biłasowicy. Tak nawiasem mówiąc to mapa wyd. Compass pt. Użański Park Narodowy z 2011 r. również przedstawia mylnie przebieg tego szlaku także nie dajcie się zmylić!
W Szczerbowcu ujrzeliśmy całkowicie zachmurzone niebo. Co gorsza, masyw Pikuja skryty był w gęstej chmurze. Przejmowanie się takimi rzeczami już na samym początku dnia, podczas którego przecież sytuacja może milion razy ulec zmianie nie jest w naszym stylu, toteż przerzuciliśmy swą uwagę na wioskę, którą przemierzaliśmy.
Szczerbowiec został założony przez chłopów w 1612 roku. W połowie XVII wieku wieś liczyła 19 domów, a także szczyciła się drewnianym kościołem. W historii tego miejsca było kilka budynków sakralnych w różnych zakątkach wsi lecz ich byt zawsze unicestwiał pożar. Obecnie, we wsi stoi murowana cerkiew św. Ducha zbudowana w 1882 roku.
| 1-3) w Szczerbowcu, 4) pogoda nie nastrajała optymizmem |
Przy cerkwi nastąpił postój na konsultacje mające na celu obranie dobrej drogi. Gdyby aura była słoneczna to właściwie od samego początku cel naszej wędrówki byłby widoczny. Gdy jednak szykowała się wędrówka w chmurze, grupa musiała trzymać się blisko siebie.

| 1-5) urok ukraińskich wsi |
Póki co cieszyliśmy wzrok drzewami uginającymi się pod ciężarem mnóstwa owoców, a także barwnymi przydomowymi ogródkami. Same domostwa również przykuwały uwagę, bowiem podejrzewam że w Polsce to nawet w skansenach nie ma takiego zagęszczenia drewnianych budynków co tutaj. Tutejsi widząc tak liczną grupę również spoglądali na nas z zaciekawieniem. Swoją drogą, jak Ci ludzie potrafią przetrwać te długie i mroźne zimy?! Nie mniej, znów staliśmy częścią tego wyjątkowego, niespotykanego nigdzie indziej klimatu.
