Ludzie mają w zwyczaju zachwycać się nad różnego rodzaju pięknem. My znajdowaliśmy się właśnie w centrum takiego piękna, które miłośników wędrówek cieszy najbardziej - piękna natury. To naprawdę niesamowita sprawa. Kiedyś delektowałem się cudownymi widokami wyłącznie zza biurka komputerowego. Ewentualnie dochodziły do tego książki podróżnicze bądź przyrodnicze dokumenty w telewizji. Podejrzewam, że sporo osób tak ma właśnie teraz. I co sobie taki człowiek może przed ekranem komputera pomyśleć? "Piękne, niesamowite ale czy to istnieje naprawdę?" albo "Wspaniałe, szkoda że nie ujrzę tego nigdy na żywo". Nie można poprzestać tylko na tego typu myślach. Trzeba wyjść naturze na przeciw, bo ona swego piękna przed nikim nie chowa. Wystarczy tylko trochę czasu i samozaparcia. I właściwie można sobie zadać pytanie dokąd ten akapit zmierza? Otóż kiedyś takie choćby Widmo Brockenu czy panoramę z Rysów znałem tylko z Internetu nie wierząc, że kiedykolwiek tego doświadczę. Los potoczył się jednak pomyślnie, przez co mój bagaż wspomnień jest zaprawdę wielki. A teraz? Morze połonin - widok jak z bajki, który niegdyś znałem tylko z książek do geografii. Połonina Krasna ziściła moje kolejne marzenia. Nie bójmy się zatem podejmować realizacji marzeń - jakichkolwiek. Mój ukraiński sen trwał w najlepsze, toteż nie czekajmy już dłużej i kontynuujmy nasze zachwyty nad jedynym w swoim rodzaju pięknem dziewiczych, ukraińskich Karpat...
Region: ukraińskie Zakarpacie
Pasmo: Połonina Krasna
Trasa (patrz mapka): Syhłański (1564 m)
trawersem szczytów 1563 m i 1522 m
płn-wsch. ramię góry Topas (1512 m)
Kołoczawa
Pogoda: cudowna
Widoczność: bardzo dobra
Poprzednia część retrospekcji: Połonina Krasna cz. 1
| widok ze Syhłańskiego w kierunku Świdowca |
Trudno jest rozpocząć opowiadanie od punktu kulminacyjnego, bowiem jak tu później utrzymać wysoki stan euforii przez całą retrospekcję? Zazwyczaj jest tak jak w starożytnym dramacie, gdzie akcja rozwija się z aktu na akt. Tu, na przystawkę mamy danie główne i co najważniejsze nie jest to żaden dramat! Wyobraźcie więc sobie ów euforię panującą wśród uczestników grupy. Na twarzach wszystkich panowały szerokie uśmiechy od ucha do ucha, a głosy również przepełnione były radością. Aparaty nie miały wtedy łatwego życia - ich eksploatacja sięgała granic możliwości. Nic dziwnego, te widoki mówią same za siebie:
| 1-5) ostatnie ujęcia ze Syhłańskiego - tym razem w kierunku Gorganów (1-3) oraz Świdowca i dalszej częsci Połoniny Krasnej (4-5) |
Fotografie niech więc dopełnią naszemu uczuciu euforii. Syhłański ugościł nas pejzażami o promieniu kilkudziesięciu kilometrów rozciągającymi się we wszystkie strony świata. W takich chwilach czas płynie niemiłosiernie szybko przez co komendę o rozpoczęciu drogi powrotnej przyjąłem z niemałym szokiem. Takiego miejsca nie da się opuścić bez walki z oczami i duszą. Zawsze odczuwa się ten lekki niepokój czy aby kiedykolwiek jeszcze ujrzę coś równie wspaniałego? Gdy odpowiedź nie jest w stu procentach twierdząca to nogi zastygają, a oczy? One nadal patrzą, a dusza dalej chłonie...
| podczas naszej ukraińskiej wojaży nie zabrakło motywów patriotycznych |
Połoninę Krasną można pokochać jeszcze za jedną rzecz. Otóż widoki wcale nie kończą się wraz z chwilą rozpoczęcia zejścia ze szczytu. Tylko znów, jak tu dalej iść skoro człowiek wpada w osłupienie widząc, że przez kolejnych 10 km szlak prowadzi śliczną halą mieniącą się kolorami? Musiałem się więc przełamać, a ponadto kroku przyspieszyć, gdyż czoło grupy było już blisko szczytu, na którym spotkaliśmy pozostałości po budowie rurociągu.
| 1-3) szlak czerwony biegnie grzbietem Połoniny Krasnej |
Nasza mapka od poprzedniej retrospekcji ni w ząb się nie zmieniła ale i tak warto ją ponownie zamieścić abyśmy wiedzieli dokąd zmierzamy. Kto wie, przecież może niedługo zagościcie na Połoninie Krasnej! Tym bardziej, że na polskim rynku można kupić już drugie, zaktualizowane wydanie mapy Gorganów i Połoniny Krasnej uwzględniające dynamicznie rozwijającą się siatkę szlaków turystycznych.
![]() |
| cały czas połoninami, cały czas szlakiem czerwonym aż do Kołoczawy |
Ukraiński sen roku 2012 uświadomił mi, że im piękniejsza góra tym większe opóźnienie notuję w stosunku do innych uczestników. W nadgonieniu pomocny przydał się trawers szczytu o wysokości 1563 m. Minąłem wtedy zbieraczy jagód wyposażonych w specjalne grabki do ich szybszego pozyskiwania. Kto - lingwistycznie - czuł się na siłach, chętnie zamienił kilka słów. Swoją drogą, kilkudniowa praca w takim otoczeniu byłaby interesującym przeżyciem. Mówiąc jednak już poważnie, nie da się ukryć, że ludziom tym nie żyje się łatwo choć niesamowitym jest fakt, iż kogo byśmy z tutejszych nie spotkali to zawsze obdarzali nas szczerym uśmiechem.
