26 września 2012

Ukraina: Połonina Krasna (Syhłański)

Gdyby ktoś zapytał mnie, co cenię w ukraińskich Karpatach najbardziej, co jest ich kwintesencją - odpowiedziałbym bez wahania, iż połoniny. Będąc pośród nich i doświadczając ich piękna człowiek samoistnie ulega magii i zakochuje się. Myślę, że to dobre określenie, bowiem w połoninach zza naszej wschodniej granicy po prostu nie sposób się nie zakochać. Dzisiejsza retrospekcja niech będzie odpowiedzią dlaczego tak właśnie jest... 

Region: ukraińskie Zakarpacie

Pasmo: Połonina Krasna

Cel: Najwyższy szczyt Połoniny Krasnej

Trasa (patrz mapka): górna część wsi Kołoczawa w dolinie rzeki Bradulovec  Przełęcz Przysłop (926 m)  Połonina Krasna [szczyt (1522 m)  szczyt (1563 m)  Syhłański (1564 m)]

Pogoda: cudowna

Widoczność: bardzo dobra

Na początek mapka, na której dokładnie można prześledzić trasę:

najwyższe partie Połoniny Krasnej ujęte na mapie wyd. Compass z 2011 roku
Pierwsze wnioski? Po dwóch dniach ponownie zagościliśmy w Kołoczawie. Ponadto, już na oko widać, że w porównaniu do wycieczki na Strimbę, dziś czekała na nas o wiele dłuższa trasa. Nie było więc mowy o jakimkolwiek postoju w Kołoczawie na choćby chwilowe zwiedzenie jednego z pięciu ówczesnych muzeów. Autokar pojechał więc w górę wsi docierając najdalej jak tylko się da. Warto wspomnieć, że osoby podróżujące przez Ukrainę komunikacją publiczną dojadą maksymalnie do centrum Kołoczawy skąd do Przełęczy Przysłop jest jeszcze ok. 10 km. My na całe szczęście zaoszczędziliśmy większy kawałek tego dystansu.

1-2) pierwsze widoki po wyjściu z autokaru, 3-4) Koliba nad Kołoczawą
Niebo mówiło wszystko. Dziś żadnego deszczu nie będzie! Niby miałem za sobą tylko jeden pochmurny dzień bez widoków i górskich szczytowań ale w głębi czułem ogromne pragnienie aby znów zachwycać się pejzażami aż po horyzont. Ruszyliśmy więc szutrową drogą pośród ostatnich zabudowań Kołoczawy mijając m. in. okazałą knajpę będącą Kolibą nad Kołoczawą. Na architektonicznej mapie wsi jest to jednak wyjątek bowiem zazwyczaj sklepy ulokowane są w takich dziurach, że czasem nie sposób się zorientować, że mamy pod nosem możliwość kupna różnych produktów. Nie zmienia to oczywiście faktu, że miejsc do uraczenia się piwem w Kołoczawie nie brakuje.

Przerzućmy jednak wszechobecny - wręcz legendarny - smaczek ze złocistego napoju na złocisty szlak, który prowadził pełną barw ścieżką, niekiedy wzdłuż głównego potoku płynącego doliną.

1-9) na żółtym szlaku z Kołoczawy na Przełęcz Przysłop
Właśnie takie urozmaicone szlaki lubię. W Polsce poprzez rozwój cywilizacyjny już dawno zostałaby ta droga zaasfaltowana natomiast tutaj mogłem cieszyć oczy obfitością przyrody zaś stopy brakiem twardego podłoża. Mówiąc nieco abstrakcyjnie, doświadczałem takiej radosnej niepewności. Nie wiedziałem bowiem co spotka mnie za zakrętem. Może ujrzę stado pędzących krów, może bastion błota wymuszający poszukiwania objazdu, a może tak rzekę, której nie przebrnie się bez dalekiego skoku. Krokami, kroczkami i susami wspinaliśmy się malowniczym szlakiem żółtymi dochodząc w międzyczasie do ciągu polan, na których usłyszeliśmy charakterystyczny dźwięk dzwonków.

1-5) uroki żółtego szlaku z Kołoczawy na Przełęcz Przysłop
Na górze błękit, w dole zieleń wzbogacona odcieniami żółci - wszystko w idealnych proporcjach. Wytrawne oczy odnalazły kilka grzybków. Przełęcz była już blisko. Potok wysechł, a ścieżka odbiła się od dna doliny. Dźwigając się ku górze ujrzeliśmy niezwykle malownicze pejzaże z połoninami w tle. Chcieliśmy jak najszybciej znaleźć się w objęciach Połoniny Krasnej.

1-3) uroki żółtego szlaku z Kołoczawy na Przełęcz Przysłop
Przełęcz okazała się szerokim, trawiastym siodłem, gdzie oprócz drogowskazów ujrzeliśmy krzyż na kamiennym cokole. Ujmujące były otaczające dookoła połoniny! W dali Połonina Piszkonia z najwyższym Negrowcem, bliżej zaś nas cel - Połonina Krasna, do której mieliśmy już tylko kilka kilometrów. Ponadto tańczyły wokół nas obłoki i nie były to tylko te wysoko na niebie. Trudno nie zakochać się w takich krajobrazach choć tak naprawdę to co najpiękniejsze było jeszcze przed nami.

1-2, 4-8) widoki z Przełęczy Przysłop
Na Połoninę Krasną wyprowadziła nas wąziuteńka, błotnista ścieżka. Cała grupa podchodziła w długim wężyku. Gdy jednak pokonaliśmy barierę lasu, przed naszymi oczami wyłoniło się morze traw. Już teraz ten bezkres połonin sprawiał niezwykłe wrażenie. Odwracając się za siebie, głębię widoków zasłaniały jeszcze korony drzew. Zza kołyszących się gałęzi widzieliśmy jednak, że już za chwil kilka ujrzymy coś fantastycznego.

1-2) w trakcie podchodzenia z Przełęczy Przysłop na Połoninę Krasną, 3) pierwsze widoki, 4-10) cudowne pejzaże z Połoniny Krasnej
Czy powyższe fotografie wymagają jakiegokolwiek komentarza? Oczywiście, że nie! Spójrzcie jak to wszystko się ze sobą wspaniale komponuje. Człowiek pragnie tylko patrzeć i patrzeć. Tak samo zrobiliśmy i my. Siedząc w połoninie cieszyliśmy więc oczy mimo tego, że dzień z gumy nie jest, a przed zmrokiem wypadałoby zejść do Kołoczawy. Dla mnie osobiście, ten dzionek mógłby trwać bez końca i choćbym spacerował po Krasnej tak długo to i tak opuścić tego miejsca bym nie chciał.

Tymczasem zbliżaliśmy się do głównego grzbietu Połoniny Krasnej, na którym ujrzeliśmy ogromnych rozmiarów... rury.

2) zagadkowe rury na jednym ze szczytów Połoniny Krasnej, 3-17) panorama obejmująca Połoninę Krasną oraz otaczające pasma
Co tam rury, te widoki wbijają w ziemię! Stałem zahipnotyzowany zadając tylko pytanie - w którą stronę spoglądać? Obiecuję, że w miarę dokładnie omówimy sobie te panoramy ale jeszcze nie teraz. Teraz z szeroko rozwartymi oczami patrzmy - z podziwem, z niedowierzaniem, że coś tak ślicznego w ogóle istnieje. Już nawet wiedza, czy widzimy Gorgany, czy pasmo Świdowca nie jest tak istotna w obliczu majestatu ukraińskich Beskidów. Widząc te zdjęcia sam nie wiem co o nich napisać - po prostu, nie da się...

No to może o rurach w telegraficznym skrócie. Otóż przez grzbiet Połoniny Krasnej biegnie gazociąg, którego budowa swego czasu wystawiła na próbę piękno tego miejsca. Obecnie, ta sterta rur jest jakby pozostałościami po tej inwestycji. Nie ulega wątpliwości, że nie dodają one uroku krajobrazom.

cel naszej wycieczki
Mając już ogląd na całą Połoninę Krasną, mogłem się zastanowić, który jej wierzchołek jest najwyższy. W oddali ujrzałem cycki - jeden z nich był jakby mniejszy ale za to zwarty, zaś drugi rozlazły i opasły. Jak to w górach często bywa, perspektywa potrafi zmylić człowieka toteż który z nich był Syhłańskim? Nawet na mapie widać, że obok siebie stoi góra o wysokości 1563 m, a na południe od niej Syhłański mający ledwie metr więcej. Im jednak byliśmy bliżej tym wszystko wydawało się coraz czytelniejsze.

Maszerując połoninami, serce wyrywało się z piersi rosnąc w siłę szczęścia. Dzięki pogodnemu niebu, siła pejzaży stała się jeszcze większa bowiem oświetlone połoniny stawały się jaśniejsze i jeszcze wyrazistsze. Byłem świadkiem ogromu gór. Otaczały mnie z każdej strony ciągnąc się wielokilometrowymi łańcuchami aż po horyzont. Czyżbym był w raju?

1-15) piękno Połoniny Krasnej wraz z panoramami szerokimi po horyzont
Droga prowadziła nas wprost na dwa najwyższe szczyty Połoniny Krasnej. Przez nieliczne obłoki przebijało się nie tak silne - wrześniowe - Słońce, dając spektakl opadających smug. Za plecami zaś ogromna połać połonin z niezwykle charakterystycznym - wręcz płaskim - wierzchołkiem wzbogaconym wieżą. Z mapy wydedukowałem, że jest to Topas ustępujący Syhłańskiemu o 16 metrów. Ale naprawdę, na widok takich połonin to aż chce się skakać i mruczeć ze szczęścia. Nawet gdyby Krasna nie była tak piękna jak jest, to przecież w oddali mieliśmy dziesiątki szczytów należących do Gorganów. Część z nich zalesiona, część kamienista a część również okryta połoninami. Ukraina jednak daje poczucie nieograniczonej wolności, toteż mogliśmy cieszyć się i jednym, i drugim.  

W pewnej chwili, zobaczyliśmy dziwny punkt, poruszający się po zboczu Syhłańskiego. Zatrzymał się na przełęczy między cyckami, o których nie dawno wspominałem. Z każdym krokiem byliśmy bliżej, toteż okazało się, że zagadkowym punktem jest ciężarówka. Mieliśmy zatem kilka opcji. Mogłaby to być jakaś straż choć do granicy nie było znów tak blisko. Mogliby to być znakarze wszak ukraińskie Karpaty poddawane są w ostatnich latach intensywnym oznakowaniom ścieżek czego efektem jest to, że mogliśmy się dziś wspinać szlakiem żółtym, zielonym a teraz czerwonym. Żadna z tych opcji nie okazała się poprawna ale żeby się o tym przekonać musieliśmy dojść do ciężarówki.

zagadkowy pojazd na zboczu Syhłańskiego
Zanim do tego doszliśmy, zdobyliśmy szczyt o wysokości 1563 m, który nawet na mapie nie miał przypisanej nazwy. Wznosząc się o kolejnych kilkadziesiąt metrów wzwyż, widoki stały się jeszcze rozleglejsze zaczynając obejmować m. in. góry Rumunii. Gdy inni raczyli się kanapkami, wraz z kilkoma osobami siedzieliśmy przy odpowiednio ustawionej (pokrywającej się z faktycznymi kierunkami świata) mapie szukając głównie szczytów Gorganów. To co "złowiliśmy" prezentowało się mniej więcej tak:


1-18) szczyty opisane w powyższych panoramach należą do Połoniny Krasnej (Topas, Klimowa, Gropa) oraz Gorganów (cała reszta)
Dobrze wiecie, że chciałbym teraz napisać: jak pięknie... Czasem jednak należy poczynić wyjątek, toteż od razu skupię się na tym co widzimy. Morze połonin widoczne na trzech pierwszych oraz trzech ostatnich zdjęciach wchodzi oczywiście w skład Połoniny Krasnej. Teraz dokładnie widzicie, że jest to wspaniałe pasmo pozwalające na wędrówki połoninami nawet przez 25 km non stop. "Ułatwia" to szlak czerwony (głównie na odcinkach leśnych doprowadzających do połonin) prowadzący głównym grzbietem z Kołoczawy do Ust-Czornej - długość tego odcinka wynosi 32 km. Wziąłem tu cudzysłów, ponieważ na takich połoninach ciężko o znaki wszak wszytko jest doskonale widoczne jak na dłoni.

Zyskaliśmy też dowód na ogromną rozległość Gorganów. Wyobraźcie sobie, że wszystkie góry od Kamionki przez Popadię i Sywulę aż po Steryszorę (przed II wojną światową funkcjonowało tam polskie schronisko) wchodzą w ich skład. Jak widać, nawet 2-tygodniowy urlop nie wystarczyłby aby wejść na wszystkie widokowe szczyty dzikich Gorganów.

Skoro już przy nich jesteśmy, to w trakcie mglistej wycieczki na Strimbę obiecałem Wam, że jeszcze ów górę zobaczycie. Z Połoniny Krasnej jest ona doskonale widoczna i co najlepsze - dostojnie prezentuje swe walory. Nikt więc nie może się teraz dziwić, że zaatakowaliśmy własnie ten szczyt mimo, że nie wchodzi on w skład Korony Beskidów. W tą zaś wchodzi Wielka Sywula - najwyższy szczyt Gorganów. Od Połoniny Krasnej jest oddalona w linii prostej o ponad 30 km. Na szczęście, tego dnia do widoczności nie mogliśmy mieć zastrzeżeń.

Dla uzupełnienia wiedzy, górki (a przede wszystkim oświetlone połoniny) między Steryszorą a Klimową wchodzą w skład pasma Świdowca. To pasmo jednak, omówimy dokładnie już ze szczytu Syhłańskiego (zostawimy sobie coś na deser), od którego dzieliła nas tylko przełęcz z ciężarówką (pamiętacie o niej w ogóle?).

najwyższy szczyt Połoniny Krasnej już blisko, niebieski punkcik na ścieżce to nasza zagadkowa ciężarówka
Tak sobie myślę czy napatrzyliśmy się na Połoninę Krasną? Nie? Ja też! Zatem popatrzmy jeszcze chwilę już bez zoomu (potrzebnego aby opisać czytelnie widoczne szczyty). Spójrzmy więc tak jakby były tam nasze oczy...


1-17) panorama 360⁰ widziana ze szczytu Połoniny Krasnej o wysokości 1563 m
Szybkim krokiem zeszliśmy do przełęczy, na której stała ciężarówka. Okazało się, że przyjechała tu na potrzeby transportu jagód. Gdyby bowiem bliżej przyglądnąć się części połonin to ujrzelibyśmy w nich tysiące małych owoców. Żyjąc w takich terenach ciężko o pracę, toteż każdy sposób na utrzymanie rodziny jest dobry. Warto wspomnieć, że taka eskapada w celu zbiorów nie jest jednodniowa tzn. nie zjeżdża się na nocleg do wsi położonych w dolinach.

1-2) ciężarówka, które systematycznie zapełniała się jagodami
Dosłownie kilka minut później - jako jeden z ostatnich - stanąłem na szczycie Syhłańskiego. Nastąpiła obowiązkowa uroczystość przybicia słupka z tabliczką a następnie ustawiła się kolejka w celu zrobienia pamiątkowych zdjęć. Co ciekawe, na szczycie znalazłem butelkę (oczywiście pustą) po wódce. Zapewne ktoś bardzo cieszył się ze zdobycia Syhłańskiego i koniecznie chciał to uczcić.

1) wierzchołek Syhłańskiego, 3-4) Klub Turystyki Górskiej "Wierch" pozostawił ślad po tej wędrówce 
Otaczało nas wszech miar bogactwo. Soczysty błękit urozmaicały liczne obłoki. Aura idealna do zabaw w skojarzenia na temat kształtu chmur. Nas bardziej interesowały góry, a jako, że byliśmy pewni ledwie kilku nazw szczytów, wszelkie spostrzeżenia przekazywane były w formie opisów. Nie brakowało zatem zachwytów nad "piramidkami" czy też "cyckami".

1-4) widok z Syhłańskiego w kierunku Gorganów
O Gorganach co nie co już sobie powiedzieliśmy. Nie dość, że morze gór to jeszcze morze lasów. Kolejne grzbiety porozcinane głębokimi dolinami nakładały się na siebie. Straciłem rachubę ile tego wszystkiego jest. Bezsprzecznie, Gorgany są wielce potężnym pasmem górskim.

1-9)  połoninne widoki z Syhłańskiego i prawdziwa wizytówka Połoniny Krasnej, 1) na ostatnim planie połoniny pasma Świdowca, 9) na ostatnim planie po środku Połonina Piszkonia
Widok z Syhłańskiego jest najlepszym dowodem na stwierdzenie zawarte we wstępie tej retrospekcji. Jak tu się nie zakochać mają dziesiątki kilometrów kwadratowych połonin pod stopami? Olbrzymie wrażenie robiła Połonina Krasna! Jedna hopa, potem druga, trzecia i czwarta hopka aż w końcu płaski Topas. Co więcej, wyglądało to niesamowicie bowiem ze wspomnianych połonin wyrastały kolejne. Słońce oświetlało przeto Połoninę Piszkonię nie mówiąc już o połoninnych partiach Strimby i Streminosa. Na Syhłańskim nie kończy się jednak Połonina Krasna. Idąc grzbietem dalej, osiągnęlibyśmy Gropę oraz Klimową zaś dalej czekałoby już zejście do Ust-Czornej.

Słońce było naszym sprzymierzeńcem. Gdy tylko oświetlało połoniny, te stawały się żółte lub żółte przez co bez problemu wypatrzyliśmy najwyższe wzniesienia pasma Świdowca oddalone o ok. 20-35 km. Zdjęcia tego nie oddadzą jednak uwierzcie w niezwykłość takiego widoku.


1-2) szczyty Świdowca (w tym najwyższa góra całego pasma - Bliźnica) widoczne z Syhłańskiego
Gdy sięgnę pamięcią do ukraińskiej wojaży z 2011 roku to również widzę Świdowiec z najwyższą Bliźnicą aczkolwiek od drugiej strony, ponieważ stałem wtedy na Howerli w paśmie Czarnohory. Łącząc te fakty, zacząłem myśleć czy aby więc nie widać najwyższych ukraińskich wzniesień. Ledwo ale jednak na lewo od Bliźnicy wyłoniły się na kilka minut dwie charakterystyczne górki. Jedna z nich musiała być Howerlą, a druga Petrosem tylko która z nich była którą? Nad odpowiedzią na to pytanie głowiliśmy się wiele minut. Wywiązała się nawet żywa dyskusja, bowiem mimo tego, że możliwości były dwie to znaleźli się zwolennicy jednej i drugiej, uparcie pozostając przy własnych przekonaniach.

szczyty Czarnohory oraz Świdowca widoczne z Syhłańskiego
W swoim archiwum mam aż kilkanaście zbliżeń na pasma Świdowca ale tylko na tym zdjęciu dostrzegłem Howerlę oraz Petrosa. Nie była to jedyna bomba tego dnia. Kolejne swe odkrycie poczyniłem teraz - pisząc w domu retrospekcję. Wszystko dzięki serii zdjęć z dużym przybliżeniem, na którym odkryłem... Karpaty Marmaroskie!

na ostatnim planie pasmo Karpat Marmaroskich, z prawej strony (również na ostatnim planie) ucięte zbocze Popa Iwana Marmaroskiego
Karpaty Marmaroskie leżą na granicy Rumunii i Ukrainy w odległości ok. 60 km od Połoniny Krasnej. Trochę szkoda, że nie mam takiego ujęcia trochę na prawo, bowiem wtedy ujrzelibyśmy najwyższy szczyt Karpat Marmaroskich w postaci Popa Iwana Marmaroskiego (1936 m). Na powyższym zdjęciu widzimy tylko fragment jego zbocza. Wyszło więc na to, że nie do końca byłem świadomy tego widoku. Oczy z pewnością widziały jednak instynkt nie wykazał się cechami łowcy pejzaży.

Z uwiecznionych widoków i tak jestem dumny. Na taką wycieczkę czeka się nieraz długimi miesiącami. Połonina Krasna jest zatem godna polecenia każdemu kto tylko ma możliwość się tam wybrać. Przy przyjaznej aurze wycieczka tam gwarantuje nieziemskie wrażenia i nieziemskie wspomnienia. Do nieziemskich rozmiarów urosła również ta retrospekcja, toteż dalszą część wędrówki możecie prześledzić pod tym linkiem:  Połonina Krasna - cz. 2 

Do napisania!

6 komentarzy:

  1. Oglądam te zdjęcia i czuję się, jakbym tam była...zazdroszczę wspaniałych widoków i przeżytych wrażeń. Niebo jest niesamowite. A opisy naprawdę przyjemnie się czyta! Freelia.pl fanem podróżniczych retrospekcji ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciągnie na tą Ukrainę. Kawał drogi z Krakowa, ale może kiedyś zobaczę na własne oczy tą dzicz:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Połoniny na Ukrainie są najwspanialsze

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do komentowania =)