Dziś kolejna rowerowa retrospekcja z gatunku - rzekłbym - bardziej niszowych ze względu na to, że odkryjemy mniej popularne tereny niż choćby opisany niedawno Szlak Orlich Gniazd oraz Ojcowski Park Narodowy (link). Znajomość aglomeracji krakowskiej również okaże się niezbędna, toteż poniższy wpis kieruje szczególnie do mieszkańców Krakowa i okolic zaś dla miłośników rowerowych wędrówek spoza tego obszaru przygotowałem kilka skanów mapek, toteż każdy połapie się w tej krętej pętli.
Retrospekcja ta powstała wskutek dedukcji o rowerowych trasach, które serwuje nam Kraków. No bo gdzie by tu się wybrać na ciekawą wojaż? Nie ulega wątpliwości, że najpopularniejszą opcją są nadwiślańskie bulwary ciągnące się na przestrzeni kilku ładnych kilometrów. Bez nich czyhałaby istna katastrofa aczkolwiek często panujący na nich tłok jest tak wielki, że traci się przyjemność z jazdy. Ewentualnie, w ładny i ciepły dzień można dojechać nimi aż do Tyńca jednakże ile razy rok w rok można pokonywać tą samą trasę? Tymi samymi argumentami mógłbym opisać również Błonia.
No dobrze, spróbujmy zatem znaleźć coś ciekawego poza granicami miasta. Tu na pierwszy plan wysuwa się Puszcza Niepołomicka stwarzająca spore pole manewru dla miłośników rekreacyjnej jazdy. Wakacyjnych tudzież ciepłych weekendów jest jednak w roku co najmniej kilkanaście, toteż ciężko abym za każdym razem jeździł sobie do Niepołomic. To wszystko wymogło na mnie poszukanie odpowiednich alternatyw, a tych udało mi się znaleźć aż nadto. Weźmy bowiem pod lupę właśnie gminę Zielonki, w której infrastruktura rowerowa jest bogato rozwinięta. Nie znajdziemy tam płaskich tras znanych choćby z bulwarów ale za cenę nieco większego wysiłku dostaniemy wojaż pełną przygód i widoków a także ujrzymy wiele interesujących zabytków. W drogę zatem...
No dobrze, spróbujmy zatem znaleźć coś ciekawego poza granicami miasta. Tu na pierwszy plan wysuwa się Puszcza Niepołomicka stwarzająca spore pole manewru dla miłośników rekreacyjnej jazdy. Wakacyjnych tudzież ciepłych weekendów jest jednak w roku co najmniej kilkanaście, toteż ciężko abym za każdym razem jeździł sobie do Niepołomic. To wszystko wymogło na mnie poszukanie odpowiednich alternatyw, a tych udało mi się znaleźć aż nadto. Weźmy bowiem pod lupę właśnie gminę Zielonki, w której infrastruktura rowerowa jest bogato rozwinięta. Nie znajdziemy tam płaskich tras znanych choćby z bulwarów ale za cenę nieco większego wysiłku dostaniemy wojaż pełną przygód i widoków a także ujrzymy wiele interesujących zabytków. W drogę zatem...
Region: gmina Zielonki (Kraków graniczy z nią od północy)
Trasa: Kraków (Dworek Białoprądnicki
Witkowice)
Zielonki (stadion
centrum
kościół
szkoła)
Pękowice (7 km)
Trojanowice (10 km)
Korzkiew (zamek
kościół)
Dolina Korzkiewki (16 km)
Świńczów (18 km)
Owczary (21 km)
Dolina Garliczki (23 km)
Wola Zachariaszowska (25 km)
Garlica Murowana (27 km)
Fort Zielonki (30 km)
Fort Bibice (31,3 km)
Bibice centrum (32 km)
Kraków (park leśny Witkowice
Witkowice
Dworek Białoprądnicki)
Długość trasy: 38 km
Oznakowanie: dobre
Pogoda: bardzo dobra
Widoczność: dobra
Skąd można "zaatakować" gminę Zielonki? W sumie to niemal z każdego miejsca, ponieważ jest ona najbliżej położoną od centrum Krakowa gminą województwa małopolskiego - zaledwie 5 km w linii prostej. Mówiąc jednak bardziej serio, a przede wszystkim bardziej szczegółowo, dobrym do tego miejscem okazał się Dworek Białoprądnicki. Po pierwsze, łatwo do niego trafić (obok wszak droga krajowa), toteż zmotoryzowani rowerzyści, bez problemu zostawią tam swoje auta. Po drugie, rozpoczyna się tu (dokładnie na skrzyżowaniu ulic Białoprądnickiej oraz Górnickiego) czarny szlak rowerowy, który w mig doprowadzi nas do głównej pętli.
| 1-2) początek naszej trasy --> skrzyżowanie ulic Białoprądnickiej i Górnickiego nieopodal Dworku Białoprądnickiego |
Na zwiedzanie Dworku Białoprądnickiego czasu już nie było aczkolwiek wypada wspomnieć, że ten - w obecnej formie klasycystyczny - dworek z 1 poł. XIX wieku, kryje w swych zrębach pozostałości pałacu - letniej rezydencji biskupów krakowskich. Bywali tu Jan Kochanowski oraz Mikołaj Rej.
Wyruszając w kierunku ul. Górnickiego, po swojej prawicy mamy park T. Kościuszki. Następnie szlak odbija w mniej ruchliwą drogę, którą przejeżdżamy pod wiaduktem z torami kolejowymi. Niewiele dalej należy uważać aby nie przegapić ostrego lewoskrętu w wąska uliczkę, która po kilkuset metrach zamienia się w zwykły utwardzony trakt z wieloma nierównościami. Mniej więcej w ten sposób dotarliśmy do rozdroża w Witkowicach, w których natknęliśmy się na nasz przewodni, czerwony szlak, którym podążyliśmy w kierunku Zielonek i Pękowic. To wszystko widać na poniższej mapce (czarne i czerwone kropki to nasze szlaki rowerowe).
Tak jak widać na mapce, od rozdroża, jazda asfaltem trwa tylko chwilkę, bowiem znaki kierują na polną ścieżkę w bezpośrednim sąsiedztwie Prądnika. To co wyróżniało ten odcinek szlaku to pewna roślina zwana kukurydzą. Niezwykle przyjemnie się podróżowało w ich otoczeniu. Kto by pomyślał, że taka kukurydziana droga znajduje się ledwie kilka kilometrów od Rynku Głównego.
| 1) rozdroże w Witkowicach, gdzie czarny szlak rowerowy zbiega się z czerwonym, 2-3) kukurydziane oblicze czerwonego szlaku |
Nie przejechałem nawet kilku kilometrów, a trasa już zaczęła mi się podobać. Ogółem, cała pętla otaczająca gminę Zielonki ma ok. 35 km. Jeżeli jednak dla kogoś jest to zbyt długi dystans, to ową pętlę można w kilku miejscach skrócić za pomocą szlaków łącznikowych. To tak na rozwinięcie tezy o rozwiniętej infrastrukturze w okolicach Zielonek.
Gdy kukurydziany trakt dobiegł końca, wyjechałem w okolice stadionu Zieleńczanki. Jej zawodnicy grają obecnie (sezon 2012/13) w krakowskiej lidze okręgowej. Obok stadionu ujrzałem też plac zabaw oraz tabliczkę ze schematem sieci szlaków rowerowych. W sumie uzbierało się ponad 100 km różnych tras więc na północ od Krakowa jest wiele miejsc, w których można sobie dobrze pojeździć.
| 1) stadion Zieleńczanki, 2) plac zabaw obok stadionu, 3) schemat sieci szlaków rowerowych |
| 1) droga przy stadionie, 2) droga wojewódzka przecinająca centrum wsi |
| kościół w Zielonkach |
Teraz droga wznosiła się lekko do góry. Po przekroczeniu Prądnika, tabliczka na płotku oznajmiła, że czas skręcić w prawo. Problemem tylko stał się fakt, że nie było gdzie skręcić. Po żmudnych poszukiwaniach, odszukałem przesmyk, do którego wjazd był od obu stron zamknięty. Cóż, pozostało pojechać na około co okazało się nawet lepszym wyjściem. Bowiem natrafiłem na późnogotycki kościół z 1 poł. XVI wieku.
Jego zachodnią fasadę w 1964 r. zniekształcono nowoczesną betonową przybudówką z trójkątnym frontonem. Wewnątrz zachowały się renesansowe portale, kamienne ścienne tabernakulum oraz barokowe ołtarze. W przyległej kaplicy z 1948 r. - ciekawy ołtarzyk polowy z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej wykonanym w 1941 r. w Szkocji przez polskich żołnierzy, a ofiarowanym w 1950 r. poprzez kardynała Adama Sapiehę.
| przejazdu brak... |
Za kościołem natknąłem się na sporych rozmiarów szkołę oraz halę sportową. Sport można tu więc uprawiać przez cały rok. Obiekty te lśniły nowoczesnym budownictwem wskazującym na to, że gmina inwestuje w poziom życia swych mieszkańców. Nie da się ukryć, że przypływ majętnych mieszczuchów uczynił z Zielonek bogatą gminę.
Po tej konkluzji, ruszyłem dalej przemierzając kręte uliczki, którymi powróciłem na szlak. Swoją drogą, niektóre z nich miały ciekawe nazwy jak choćby ul. Babilon bądź znana fanom seriali ul. Wspólna.
| 1) szkoła w Zielonkach, 2) zamknięty fragment szlaku widziany od drugiej strony |
Mieliśmy już kukurydziane oblicze szlaku, teraz zmieniło się ono na sportowe, bowiem w Pękowicach natknąłem się na kompleks służący wykorzystywaniu czasu wolnego. Oczywiście jest to nazwa będąca mą inwencją twórczą aczkolwiek jak inaczej nazwać boisko do piłki nożnej, kort do tenisa, stoły do ping-ponga oraz liczne ławki? Idealne miejsce aby się spotkać i na przykład powspominać szkolne lata.
| 1 i 3) obiekty sportowe w Pękowicach, 4) rowerowy szlak wiedzie tu drogą szutrową |
Tego samego rodzaju nawierzchnia poprowadziła mnie również i dalej, wzdłuż doliny Prądnika. Aktualnie, poruszałem się wzdłuż pól uprawnych, których za kilkanaście lat może już nie być. Biorąc pod uwagę szybką zabudowę tych terenów tak właśnie może się stać. Szkoda, że nie było nigdzie w pobliżu drzew pełnych owoców. Taka granda w wojaży ma z pewnością swój niepowtarzalny urok.
