28 listopada 2009

Beskid Żywiecki (Babia Góra)

Miejsce: Beskid Żywiecki

Cel: Babia Góra (1725 m n.p.m.)

Trasa: Zawoja Policzne Sulowa Cyrhla Schronisko PTTK na Markowych Szczawinach Perć Akademików Babia Góra (Diablak) Przełęcz Brona Mała Babia Góra (1517 m) Przełęcz Brona Schronisko PTTK na Markowych Szczawinach Zawoja Markowa

Długość trasy: 19 km

Pogoda: bez chwil ze Słońcem, pochmurno ale bez deszczu

Widoczność: bardzo dobra

Rozpocząłem naukę w liceum i tak jakby zapomniałem o górach... A szkoda. W międzyczasie ominął mnie 4-dniowy wyjazd w Bieszczady czego długo nie mogłem przeboleć, ponieważ przez cały okres wyprawy pogoda była wyśmienita, a niestety musiałem siedzieć w Krakowie. No cóż, może w przyszłym roku uda się odwiedzić Bieszczady...

Ogólnie na początku to wielkie podziękowania dla moich kumpli z klasy, pośród których zrodził się pomysł weekendowego zdobycia "Królowej Beskidów". Ostatecznie w trasę ruszyło nas trzech. Początkowo w busie mieliśmy spać ale tak się fajnie złożyło że przed nami pewna sympatyczna kobieta oglądała na laptopie Dr House'a - więc my razem z nią. Potem trochę pogaworzyliśmy i po 8. dojechaliśmy do Zawoi. Krótki skok do sklepu i ruszamy!

Na początku było dosyć błotniście, babiogórski las o poranku wyglądał dosyć ponuro ale to nas nie przerażało. Rozmowom nie było końca. W międzyczasie znalazłem nawet 2 zł!


Trasę pokonywaliśmy stosunkowo szybko. Nic dziwnego. Jak wiadomo, od wielu wielu miesięcy na Markowych Szczawinach trwała budowa zupełnie nowego schroniska turystycznego. Gdy byłem tam w 2007 r. widziałem tylko fundamenty. Latem 2008 r. można było podziwiać kształt przyszłego obiektu. Natomiast jesienią 2009 r., a dokładnie 21 listopada zostało otwarte nowe schronisko. Moim zdaniem jest to obecnie schronisko o jednym z najwyższych standardów w Polsce.

Wchodząc do środka naszą uwagę zwróciła piękna recepcja wykonana z drewna. Pokój jadalny był sporych rozmiarów więc w szczycie sezonu dla każdego znajdzie się tam miejsce. Z kolei łazienki to istne cudo, zapewne nawet w Krakowie gdzieniegdzie nie ma takich toaletowych luksusów jak tam. Jedynym minusem była atmosfera schroniska. Być może było to spowodowane małą ilością ludzi, którzy przebywali tam razem z nami, ale z drugiej strony obszar wokół schroniska jeszcze nie jest do końca zagospodarowany. Moim zdaniem nowe schronisko potrzebuje trochę czasu aby wrosnąć w klimat Babiogórskiego Parku Narodowego.

1-5) schronisko PTTK na Markowych Szczawinach
Ale dosyć moich ocen i monologów. Spędziliśmy tam jakieś pół godziny, pokrzepiliśmy się herbatą oraz kurczakiem. Nastąpił jednak dylemat: iść przez przełęcz Brona czy też zamkniętą Percią Akademicką? Ostatecznie wygrała młodzieńcza fantazja i chęć przeżycia czegoś niesamowitego, a tak naprawdę zdecydowaliśmy się na trudniejszy szlak bo warunki były dobre, śnieg zalegał w różnych miejscach ale było go bardzo mało.


Dochodząc do rozgałęzienia szlaków okazało się, że nie tylko my wybraliśmy ten mniej legalny wariant. Idąc Percią spotkaliśmy kilkanaście osób, a to co najlepsze było dopiero przed nami.


Zaczęło się od kilku łańcuchów, które w sumie nie sprawiły żadnych trudności. Szlak był coraz ciekawszy. Doszliśmy do najbardziej emocjonujących momentów. Fragment ostrej wspinaczki, przy której należało podciągać się łańcuchami był szczególnie niebezpieczny. Niektóre kamienie były oblodzone, co sprawiało niemałych trudności. Następnie doszliśmy do drabinki. Wspinając się po takiej skalnej ścianie czuliśmy się wyśmienicie. Szczerze mówiąc, jak na najtrudniejszy szlak w polskich Beskidach to bez problemu pokona go każdy średniozaawansowany turysta.

1-2) na Perci Akademików...
                            
Najtrudniejsze momenty mieliśmy już za sobą. Zaczęło silnie wiać a na horyzoncie wyłaniały się Beskidy: Śląski, Makowski i Żywiecki. Widok na północną stronę było nieco zamglony, co stwarzało pewne obawy, że z Diablaku nie zobaczymy Tatr. Jednak nie miały one podstaw.

 1-5) Widoki rozpościerające się z Perci Akademików...
Wychodzimy na szczyt i nagle otwiera nam się cudowna, przepiękna, niesamowita panorama Tatr! Całe pasmo było okryte białym puchem, z daleka wyglądały one jak Himalaje. Podhale w większości było pokryte chmurami, i z nich wyłaniały się Tatry. Co było jeszcze widać? W dole Jezioro Orawskie, za Tatrami Niżne Tatry, idąc dalej zgodnie z ruchem wskazówek zegara można było zaobserwować Wielki Chocz, Małą Fatrę, Beskid Żywiecki, Śląski, Makowski. Ogólnie rzecz biorąc nie trzeba nikogo przekonywać, że panorama z Babiej należy do najpiękniejszych w Beskidach.

 2-10) Widoki z Diablaka
Co jeszcze pamiętam ze szczytu? Cały czas wpatrzony byłem w Tatry, ich piękno mnie przyciągało jak jakaś magia. Było też bardzo zimno z powodu silnego wiatru. Wszyscy jednak byliśmy więcej niż zadowoleni!

Schodząc ze szczytu wiatr wiał nam tak silnie i do tego prosto w oczy, że aż wywiał nam łzy. Jednak nic już nie mogło nam już odebrać tego widoku.

Na przełęczy Brona okazało się, że mamy jeszcze sporo czasu, wybraliśmy się więc na Małą Babią, z niej również mogliśmy podziwiać Tatry. Potem powrót do przełęczy i schroniska.

W schronisku jak zwykle zakupiłem gorącą czekoladę, która bardzo mi smakowała. Zagrzaliśmy się i zeszliśmy do Zawoi. Dobre humory nas nie opuszczały. Potem hop w PKS-a i po 18. byliśmy już w Krakowie.

Jeden dzień, a wspomnienia na całe życie...

Do zobaczenia w górach!

16 sierpnia 2009

Słowacki Raj (Suchá Belá + Kysel')

Cel: Suchá Belá + Velky Kysel

Trasa: Podlesok wąwóz Suchá Belá Suchá Belá Vrchol (959 m) Pod Vtáčim Hrbom Kláštorisko Obrovský vodopád Veľký Kyseľ Pod Biskubskými Chyžkami (1004 m) Glac - Malá Pol'ana (990 m) Suchá Belá Vrchol Pod Vtáčim Hrbom Podlesok

Długość trasy: 22 km

Pogoda: cudowna

Widoczność: dobra

6:45. Dzwoni budzik. O mój Boże, nóg nie czuję! Jednak wstaję. Zaspany wychodzę z pokoju. Ale jaja! Wszystkie klamki były wysmarowane pastą do zębów, niektóre nawet obklejone "srajtaśmą", a jedne drzwi zostały nawet ozdobione, oryginalnym, paścianym napisem: "haha". Z relacji moich kompanów dowiedziałem się, że jeszcze kilkadziesiąt minut wcześniej ktoś powiązał buty wszystkich wycieczkowiczów. W efekcie pierwsza osoba, która wyszła o poranku na korytarz natknęła się na sznur powiązanych ze sobą butów, sznur o długości jakichś 30 metrów.

No cóż, przychodzę na śniadanie. Hm... 3 parówki, zawsze to coś. Po chwili pośpieszne pakowanie się i... zmywanie pasty do zębów. W pośpiechu idę do autokaru by zostawić tam swoje rzeczy, no i w drogę!

1-2) Tatry Wysokie widziane z Podlesoka
Podlesok jest niewątpliwie dobrą bazą wypadową na Słowacki Raj. To tak na wstępie. Tego dnia była wspaniała, bezchmurna pogoda, dzięki temu mogliśmy podziwiać niemal całe Tatry Wysokie! Cudownie to wyglądało.


W Podlesoku także rozpoczyna się szlak prowadzący przez wąwóz Sucha Bela. Jest to ścisły rezerwat przyrody, jeden z najbardziej romantycznych i najczęściej odwiedzanych wąwozów Słowackiego Raju. Wąwóz jest przykładem erozji wstecznej z przepięknymi wodospadami, na trasie spotkamy także kotły wirowe oraz progi rzeczne.

Skąd nazwa Sucha Bela? Otóż płynący przez wąwóz potok w dolnej części ginie w ponorze. Sucha Bela jako jedyna swój dolny koniec wąwozu ma na obrzeżu Słowackiego Raju i do Doliny Hornadu uchodzi pod Podlesokiem – na południowym skraju Kotliny Hornadzkiej. 


Wyruszamy. Początkowa droga prowadzi suchym korytem rzeki. Atrakcje zaczynają się wraz z pierwszym wodospadem. Drabinki, łańcuchy – jak zwykle trudno mi to opisać, zapraszam do galerii zdjęciowej. W Suchej Beli było kilka wodospadów, a przy każdym z nich drabinka, w sumie naliczyłem ich z kilkanaście, podobnie z drewnianych kładkami – również było ich całe mnóstwo. Znów przeżywaliśmy ten niezwykły sen o fantastycznej wspinaczce górskiej.





1-15) w wąwozie Suchá Belá

Po niespełna dwóch godzinach przeszliśmy cały wąwóz, wymaga on niemałej sprawności fizycznej, a przede wszystkim odwagi. Teraz szutrowa droga prowadziła nas w kierunku Klasztoriska.


Naturalnie Słowacki Raj to przede wszystkim jednokierunkowe szlaki w wąwozach, drabinki itp., ale reszta szlaków jest raczej łagodna, idealna na krótsze lub dłuższe spacery z rodziną – w sam raz dla każdego.


W Klasztorisku odpoczywamy pół godziny. Było naprawdę gorąco, zaczęło mi nawet brakować wody, na całe szczęście z pomocą pośpieszyło mi pół litra wody mineralnej za jedyne 1.20€.

1-2) widoki z Klasztoriska
Przyszła pora na drugą część wycieczki. W drodze do Wielkiego Kisielu zboczyliśmy na szlak żółty by obejrzeć Obrovský vodopád (Wodospad Olbrzymi), który ma aż 60 metów wysokości! Coś niesamowitego!


 
 
 
Doszliśmy do skrzyżowania kilku szlaków. Do wyboru był Mały Kisiel lub Wielki Kisiel. Wybraliśmy ten większy z racji tego, że jest po prostu większy:). W przeciwieństwie do Małego, w Wielkim można spotkać kolejne drabinki i łańcuchy. Pokonaliśmy je z dużym uśmiechem na ustach.




Końcowa faza podejścia była dosyć stroma. I tak było tym lepiej dla nas, że przynajmniej drzewa nie przepuszczały promieni słonecznych. A po chwili każdy z nas mógł ze satysfakcją powiedzieć: Zrobiłem Wielki Kisiel!

Powrotna droga do Podlesoka biegła już łagodnymi i opadającymi grzbietami. Tylko pod koniec zejście prowadziło nieco stromymi ścieżkami, ale nikt na to nie narzekał. Po drodze nawet zatrzymaliśmy się przy punkcie widokowym, aby ponownie podziwiać panoramę Tatr.


Mimo, iż trasa była długa i ciężka, pokonujemy ją szybko. Już o 15:30 jesteśmy w Podlesoku, a odjazd był planowany na godzinę 17:00. Przez ten czas mogliśmy poszukać czegoś w pobliskich restauracjach. Ceny odstraszały, jednak i tak zwyciężył głód. Nie ma to jak duży hamburger za 1.90€. Przez resztę czasu pozostawało nam się tylko opalać, a pod koniec podziwiać przepiękne Tatry Wysokie.

Do Krakowa pełni niezapomnianych wrażeń docieramy po czterech godzinach...


Podsumowanie

Zacznijmy od tego, że Słowacki Raj jest piękny. Nawet bardzo piękny. W sumie to szkoda, że byliśmy tu tylko 3 dni. Na Słowacki Raj składa się przecież kilkanaście wąwozów, z czego my przeszliśmy tylko kilka. Aby przejść je wszystkie, trzeba poświęcić przynajmniej tydzień. Nie narzekajmy jednak. Wyprawa kosztowała (bez zniżek) 319 zł. Za tę cenę dostaliśmy marny nocleg, ale za to 3 niesamowite dni górskich wędrówek. Na miejscu pozbyliśmy się kilkunastu euro. Przeszliśmy ponad 60 km, nogi bolały, było jednak warto - dla takich widoków naprawdę było warto. Pogoda dopisała – było wspaniale!

Mam nadzieję, myślę i wiem, że kiedyś tam wrócę...:)

Wycieczkę zorganizował Klub Turystyki Górskiej Hutniczego Oddziału PTTK w Krakowie.

Galeria 95 unikalnych zdjęć --> Słowacki Raj (Suchá Belá + Kysel')