Wędrówką jedną życie jest człowieka,
Idzie wciąż,
Dalej wciąż,
Dokąd? Skąd?
Dokąd? Skąd?
Dokąd? Skąd?
(...)
To nic! To nic! To nic!
Dopóki sił,
Jednak iść! Przecież iść!
Będę iść!
To nic! To nic! To nic!
Dopóki sił,
Będę szedł! Będę biegł!
Nie dam się!
(...)
Edward Stachura "Wędrówką życie jest człowieka" (wybrane fragmenty)
Choć w 2014 r. nie miałem pojęcia o istnieniu tak wyjątkowej poezji jaką niewątpliwie jest twórczość Edwarda Stachury to jednak dziś słuchając utworu Starego Dobrego Małżeństwa o tym samym tytule co wiersz, mogę powrócić myślami do nocnej wycieczki na Wielką Raczę oraz w szerszym znaczeniu - do tamtych miesięcy mojego życia. Jedna z najcięższych sesji egzaminacyjnych w moim życiu usilnie chciała mnie złamać i doprowadzić do kapitulacji. Właściwie to byłem już na krawędzi przepaści - załamania, smutku oraz bezradności. Sił na naukę oraz na życie brakowało, a przecież w życiu trzeba iść, biec i nie dać się! Dobrze, że ten okres jest już za mną. Ponadto, cieszę się, że moje życie jest wędrówką nie tylko przez gąszcz egzaminów i innych obowiązków ale także tą dosłowną. Na przykładzie tej spontanicznej wyprawy mogę stwierdzić, że tak naprawdę nie wiemy dokąd poprowadzi nas los. Nie wiemy jakich ludzi spotkamy i na jakie pomysły wpadniemy. Skąd, dokąd? Tym razem okazało się, że ze Zwardonia na Wielką Raczę, a wszystko wyszło zupełnie niespodziewanie. Ot, kilkunastu ludzi skrzyknęło się na jednej z podróżniczych grup najpopularniejszego portalu społecznościowego. Gotowe!
Miejsce: Beskid Żywiecki (pasmo Wielkiej Raczy)
Cel: zaznanie wschodu Słońcu widzianego z Wielkiej Raczy
Trasa: Zwardoń
Chatka Skalanka
Przełęcz Graniczne (755 m)
Beskid Graniczny (875 m)
Kikula (1087 m)
Magura (1073 m)
Obłaz (1043 m)
Wielka Racza (1236 m) / powrót tą samą trasą
Długość: 31 km
Pogoda: w najważniejszym momencie dopisała
Widoczność: średnia
Nie mógłbym uczestniczyć w tym przedsięwzięciu gdyby nie Dominik, który wybierał się autem z Krakowa. Dzięki jego uprzejmości mogłem skorzystać z eleganckiego transportu, a jako, że wziąłem ze sobą Karola - kolegę ze studiów, którego przekonałem do nocnej wędrówki to zaczęliśmy stanowić całkiem solidną ekipę.
| nocna wędrówka |
Na Wielkiej Raczy miałem przyjemność być pod koniec maja 2013 r. aczkolwiek szczyt zdobyliśmy od strony słowackiej, a zeszliśmy do Rycerki Górnej Kolonii. Całość granicznego szlaku czerwonego od Zwardonia była więc dla mnie zagadką. Dodatkowo, choć nie była to moja pierwsza wycieczka ku wschodowi Słońca to jednak nigdy nie przemierzałem po ciemku tak długiego dystansu. Staraliśmy więc trzymać bardziej doświadczonych oraz zaznajomionych z tym szlakiem górołazów, co by nie wylądować o świcie na przykład na Słowacji.
Wędrówka nocą zawsze dostarcza wielu emocji. Idąc samemu lub w małej grupie nasłuchuje się uważnie odgłosów przyrody zaś sytuacja gdy światło z czołowych latarek odbije się od zwierzęcych oczu nie należy do rzadkości. W większej grupie teoretycznie jest bezpieczniej ale i tak nie uniknęliśmy chwil zawahania. W pewnej chwili została urządzona narada nad mapą celem obrania odpowiedniego kierunku wędrówki. Pamiętam, że obok były słowackie tablice, toteż bardziej strachliwe osoby zaczęły wieszczyć pobłądzenie. Na szczęście nic takiego nie nastąpiło, co więcej, cały czas byliśmy na właściwej ścieżce. Dlaczego jednak w ogóle coś takiego nastąpiło, o tym przekonaliśmy się wiele godzin później gdy schodziliśmy tą samą trasą.
| finałowe podejście na Wielką Raczę - robi się widniej |
By osiągnąć Wielką Raczę, musieliśmy przejść ponad 15 kilometrów. Na tak sporym dystansie, grupa chwilami dość mocno się rozciągała. Postoje niwelowały jednak wszelkie różnice. W trakcie wędrówki raz na jakiś czas spoglądałem za siebie, bowiem widok kilkunastu czołówek w kompletnej ciemności przypominał obrazki z filmu science-fiction. Zdobywaliśmy zatem kolejne kilometry oraz metry wysokości, a szlak w jeszcze kilku miejscach płatał nam figle choć może nie jest to do końca trafne stwierdzenie. Wszak połowa marca to nadal kalendarzowa zima, toteż nie ominęły nas zalodzone odcinki. Gdy mogliśmy je obejść bokiem to oddychaliśmy z ulgą. Gorzej, jeśli gęsty las na to nie pozwalał. Na szczęście takich fragmentów zbyt wiele nie było.
| 1-2) na Wielkiej Raczy, wschód Słońca coraz bliżej |
Rozjaśniające się niebo sugerowało, że w przeciągu kilkudziesięciu minut nastąpi mocno wyczekiwany wschód Słońca. Tymczasem wciąż nie osiągnęliśmy najwyższego wierzchołka Beskidu Kisuckiego. Na szczęście godzina zbiórki w Zwardoniu została ustalona z odpowiednim zapasem, toteż wszyscy chętni załapali się na magiczny moment. Gdy do naszego szlaku dołączyła sieć średniego napięcia to byliśmy pewni, że za widocznym pagórem czekać będzie schronisko, rozległa polana szczytowa oraz niewielka platforma widokowa.
| 1-2) na Wielkiej Raczy, tuż przed wschodem Słońca |
Podczas finałowego podejścia zrobiło się zauważalnie jaśniej choć wciąż jeszcze ponuro. Następnie jak za dotknięciem magicznej różdżki szarość przemieniała się w ciemniejsze barwy granatu, a następnie błękitu. Gdy do głosu zaczęły dochodzić odcienie żółci, czerwieni oraz purpury to byliśmy już na szczycie. Wszyscy wpatrzeni w horyzont, na którym odgrywał się istny spektakl barw. Wszyscy zziębnięci ale szczęśliwi, bo przeczuwający co za chwilę się wydarzy. Gdy czerwień stała się iskrząca to wiedzieliśmy, że to po co tu przyszliśmy stanie się faktem, co najważniejsze - dostrzegalnym dla naszych oczu.


