Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Racza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Racza. Pokaż wszystkie posty

15 marca 2014

Beskid Żywiecki (wschód Słońca na Wielkiej Raczy)

Wędrówką jedną życie jest człowieka,
Idzie wciąż,
Dalej wciąż,
Dokąd? Skąd?
Dokąd? Skąd?
Dokąd? Skąd?
(...)
To nic! To nic! To nic!
Dopóki sił,
Jednak iść! Przecież iść!
Będę iść!
To nic! To nic! To nic!
Dopóki sił,
Będę szedł! Będę biegł!
Nie dam się!
(...)

Edward Stachura "Wędrówką życie jest człowieka" (wybrane fragmenty)
Choć w 2014 r. nie miałem pojęcia o istnieniu tak wyjątkowej poezji jaką niewątpliwie jest twórczość Edwarda Stachury to jednak dziś słuchając utworu Starego Dobrego Małżeństwa o tym samym tytule co wiersz, mogę powrócić myślami do nocnej wycieczki na Wielką Raczę oraz w szerszym znaczeniu - do tamtych miesięcy mojego życia. Jedna z najcięższych sesji egzaminacyjnych w moim życiu usilnie chciała mnie złamać i doprowadzić do kapitulacji. Właściwie to byłem już na krawędzi przepaści - załamania, smutku oraz bezradności. Sił na naukę oraz na życie brakowało, a przecież w życiu trzeba iść, biec i nie dać się! Dobrze, że ten okres jest już za mną. Ponadto, cieszę się, że moje życie jest wędrówką nie tylko przez gąszcz egzaminów i innych obowiązków ale także tą dosłowną. Na przykładzie tej spontanicznej wyprawy mogę stwierdzić, że tak naprawdę nie wiemy dokąd poprowadzi nas los. Nie wiemy jakich ludzi spotkamy i na jakie pomysły wpadniemy. Skąd, dokąd? Tym razem okazało się, że ze Zwardonia na Wielką Raczę, a wszystko wyszło zupełnie niespodziewanie. Ot, kilkunastu ludzi skrzyknęło się na jednej z podróżniczych grup najpopularniejszego portalu społecznościowego. Gotowe! 

Miejsce: Beskid Żywiecki (pasmo Wielkiej Raczy)

Cel: zaznanie wschodu Słońcu widzianego z Wielkiej Raczy

Trasa: Zwardoń  Chatka Skalanka  Przełęcz Graniczne (755 m)  Beskid Graniczny (875 m)  Kikula (1087 m)  Magura (1073 m)  Obłaz (1043 m)  Wielka Racza (1236 m) / powrót tą samą trasą

Długość: 31 km

Pogoda: w najważniejszym momencie dopisała

Widoczność: średnia

Nie mógłbym uczestniczyć w tym przedsięwzięciu gdyby nie Dominik, który wybierał się autem z Krakowa. Dzięki jego uprzejmości mogłem skorzystać z eleganckiego transportu, a jako, że wziąłem ze sobą Karola - kolegę ze studiów, którego przekonałem do nocnej wędrówki to zaczęliśmy stanowić całkiem solidną ekipę. 

nocna wędrówka
Na Wielkiej Raczy miałem przyjemność być pod koniec maja 2013 r. aczkolwiek szczyt zdobyliśmy od strony słowackiej, a zeszliśmy do Rycerki Górnej Kolonii. Całość granicznego szlaku czerwonego od Zwardonia była więc dla mnie zagadką. Dodatkowo, choć nie była to moja pierwsza wycieczka ku wschodowi Słońca to jednak nigdy nie przemierzałem po ciemku tak długiego dystansu. Staraliśmy więc trzymać bardziej doświadczonych oraz zaznajomionych z tym szlakiem górołazów, co by nie wylądować o świcie na przykład na Słowacji.

Wędrówka nocą zawsze dostarcza wielu emocji. Idąc samemu lub w małej grupie nasłuchuje się uważnie odgłosów przyrody zaś sytuacja gdy światło z czołowych latarek odbije się od zwierzęcych oczu nie należy do rzadkości. W większej grupie teoretycznie jest bezpieczniej ale i tak nie uniknęliśmy chwil zawahania. W pewnej chwili została urządzona narada nad mapą celem obrania odpowiedniego kierunku wędrówki. Pamiętam, że obok były słowackie tablice, toteż bardziej strachliwe osoby zaczęły wieszczyć pobłądzenie. Na szczęście nic takiego nie nastąpiło, co więcej, cały czas byliśmy na właściwej ścieżce. Dlaczego jednak w ogóle coś takiego nastąpiło, o tym przekonaliśmy się wiele godzin później gdy schodziliśmy tą samą trasą.

finałowe podejście na Wielką Raczę - robi się widniej
By osiągnąć Wielką Raczę, musieliśmy przejść ponad 15 kilometrów. Na tak sporym dystansie, grupa chwilami dość mocno się rozciągała. Postoje niwelowały jednak wszelkie różnice. W trakcie wędrówki raz na jakiś czas spoglądałem za siebie, bowiem widok kilkunastu czołówek w kompletnej ciemności przypominał obrazki z filmu science-fiction. Zdobywaliśmy zatem kolejne kilometry oraz metry wysokości, a szlak w jeszcze kilku miejscach płatał nam figle choć może nie jest to do końca trafne stwierdzenie. Wszak połowa marca to nadal kalendarzowa zima, toteż nie ominęły nas zalodzone odcinki. Gdy mogliśmy je obejść bokiem to oddychaliśmy z ulgą. Gorzej, jeśli gęsty las na to nie pozwalał. Na szczęście takich fragmentów zbyt wiele nie było. 

1-2) na Wielkiej Raczy, wschód Słońca coraz bliżej
Rozjaśniające się niebo sugerowało, że w przeciągu kilkudziesięciu minut nastąpi mocno wyczekiwany wschód Słońca. Tymczasem wciąż nie osiągnęliśmy najwyższego wierzchołka Beskidu Kisuckiego. Na szczęście godzina zbiórki w Zwardoniu została ustalona z odpowiednim zapasem, toteż wszyscy chętni załapali się na magiczny moment. Gdy do naszego szlaku dołączyła sieć średniego napięcia to byliśmy pewni, że za widocznym pagórem czekać będzie schronisko, rozległa polana szczytowa oraz niewielka platforma widokowa.

1-2) na Wielkiej Raczy, tuż przed wschodem Słońca 
Podczas finałowego podejścia zrobiło się zauważalnie jaśniej choć wciąż jeszcze ponuro. Następnie jak za dotknięciem magicznej różdżki szarość przemieniała się w ciemniejsze barwy granatu, a następnie błękitu. Gdy do głosu zaczęły dochodzić odcienie żółci, czerwieni oraz purpury to byliśmy już na szczycie. Wszyscy wpatrzeni w horyzont, na którym odgrywał się istny spektakl barw. Wszyscy zziębnięci ale szczęśliwi, bo przeczuwający co za chwilę się wydarzy. Gdy czerwień stała się iskrząca to wiedzieliśmy, że to po co tu przyszliśmy stanie się faktem, co najważniejsze - dostrzegalnym dla naszych oczu.

31 maja 2013

Beskid Żywiecki (Wielka Racza)

Przedsmak dzisiejszych widoków! 
Drugi dzień Centralnego Rajdu Hutników. Biorąc pod uwagę wszystkie atrakcje to na ten moment rajdu czekałem najbardziej. W planach było odwiedzenie pewnej części Beskidu Żywieckiego, która marzyła mi się już od dłuższego czasu. Mowa tu o tzw. worku raczańskim. Cóż to jest? Gdybyśmy tak przyjrzeli się granicy Polski ze Słowacją to ujrzymy co najmniej dwa charakterystyczne cypelki wystające ku południu. Oczywiście tym największym są Tatry. Gdy jednak zerkniemy dokładniej na lewo (teren województwa śląskiego) to ujrzymy coś o bardzo podobnym kształcie (choć oczywiście proporcjonalnie mniejszym). To jest właśnie część Beskidu Żywieckiego zwana workiem raczańskim, która zdominowana jest przez liczne wzniesienia przekraczające 1000 m. n.p.m. Jako, że granica państwowa jest tu również granicą wododziałową (słowackie rzeki uchodzą do Morza Czarnego) to wyobraźmy sobie, że wszystkie wody spadające na polską ziemię spływają ku północy. Tym samym wylewają się licznymi strumieniami jak z wielkiego worka i uchodzą do Soły, a w dalszej konsekwencji do Bałtyku. A dlaczego raczański? Otóż Wielka Racza jest najwyższym wzniesieniem tej części Beskidu Żywieckiego i to właśnie dziś osiągniemy ten charakterystyczny wierzchołek. Będzie się działo! 

Pasmo: Beskid Kisucki/Żywiecki

Trasa: Oszczadnica (słow. Oščadnica) Vyšný Koniec Prislop (822 m) Pod Hladkou (873 m) Chata na Rači (935 m) Hladka (972 m) Wielka Racza (1236 m)  Rycerka Górna Kolonia

Długość trasy: 13 km

Pogoda: pochmurna, zmienna

Widoczność: dobra

A przed wycieczką warto się odpowiednio przygotować, prawda? Zerknijmy zatem na mapę, z której wywnioskujemy, że na Wielką Raczę najlepiej dojść od strony Rycerki Górnej skąd prowadzi żółty szlak. Jest to kilkukilometrowa wspinaczka idealna na jeden dzień. Bardziej wytrwali mogą zaatakować szczyt od strony Zwardonia szlakiem czerwonym. Tutaj jednak do pokonania jest ok. 15 km w jedną stronę. Można też dojść od strony wschodniej, również czerwonym szlakiem granicznym. Jest to jednak wędrówka na co najmniej dwa dni. My natomiast przekroczyliśmy granicę i wąskimi drogami dojechaliśmy do miejscowości Oszczadnica. Komunikacją zbiorową nigdy bym tu nie trafił zaś opcja z własnym autem wymuszałaby powrót do tego samego miejsca. W tym kontekście wspaniałym udogodnieniem jest możliwość korzystania z zorganizowanego autokaru. Dzięki temu trasa naszej wędrówki okazała się urozmaicona.

1-3) kadry złapane na początku szlaku z Oszczadnicy
Jak widać, początek szlaku to czysta przyjemność. Nie ma więc nabijania kilometrów po asfalcie, jest za to wygodna droga i szybki skok w soczystą zieleń. Ponadto, szybko połykaliśmy kolejne poziomice przez co już po kilkunastu minutach mogliśmy się delektować się pierwszymi widokami na Beskidy. Pozostało tylko określić, jakimi Beskidami? Pytanie to wydaje się z pozoru bezsensowne aczkolwiek po głębszym wniknięciu w sprawę okaże się, że kwestia ta nie jest jednoznaczna. Generalnie, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Wcielmy się więc w polskich geografów. Dla nich teren po słowackiej stronie okalający worek raczański to również Beskid Żywiecki. Słowacy natomiast okazują się dość drobiazgowi. Owszem, wyróżniają w swoim podziale Beskid Żywiecki ale dla nich są to wyłącznie góry po polskiej stronie granicy. U siebie natomiast "powołali do życia" Beskid Kisucki (w którym aktualnie się znajdujemy) oraz Beskid Orawski (część Beskidu Żywieckiego na południe od Pilska i Babiej Góry). Oba te Beskidy tworzą większy kompleks tzw. Beskidów Słowackich (słow. Slovenské Beskydy). W jakim więc znajdujemy się Beskidzie? To zależy czy odpowiedzi na to pytanie udzielamy Polakowi czy też Słowakowi. W każdym razie wiemy już dlaczego Wielka Racza jest zaliczana do grupy szczytów z listy Korony Beskidów. Choć nie jest ona najwyższym wzniesieniem Beskidu Żywieckiego to jednak Beskidu Kisuckiego a i owszem.

Tymczasem osiągnęliśmy Prislop (822 m), a do Wielkiej Raczy pozostało już tylko ok. 2 h podejścia. Widoki robiły się coraz ciekawsze...


Kolejne 30-45 minut podejścia doprowadziło nas w rejon wzniesienia Hladka (972 m). O ile sama nazwa szczytu nie jest specjalnie znana, o tyle fakt, że znajduje się tam kompleks stoków narciarskich może sprawić, że ktoś z narciarzy to miejsce już skojarzy. Snow Paradise Veľká Rača oferuje bowiem 14 km tras zjazdowych. Zaraz, zaraz, mamy jednak koniec maja, czy ta informacja w jakikolwiek sposób okazała się korzystna z punktu widzenia piechura górskiego? Otóż tak, bowiem liczne stoki narciarskie sprawiły, że punktów widokowych nie brakowało. Okolica okazała się tym bardziej przyjemna, gdyż o tej porze roku liczne zabudowania zamknięte były na cztery spusty. W efekcie, na szlaku znajdowała się tylko nasza grupa.

Miejsce to zapamiętałem z jeszcze jednego powodu. Otóż w pewnym momencie natrafiliśmy na kilka rozłożonych leżaczków. Korzystając z faktu, że żadnego narciarza w okolicy nie było, zasiadłem wygodnie delektując się napotkanymi luksusami. Gdyby nie fakt, że Słońce skryło się za chmurami to pewnie opalałbym się przez długie minuty. Oczywiście sytuację wykorzystała Ju próbując uwiecznić moje rozłożone cielsko. Jako, że było mi tak wygodnie to nie miałem ochoty wstawać by wyrwać jej aparat z ręki. Pozostało więc zamknąć oczy i udawać, że żadna złośliwa turystka nie cyka mi zdjęć z ukrycia.