18 sierpnia 2012

Tatry Wysokie (Staroleśna Dolina)

Mimo niewyobrażalnego tłoku oraz najdłuższego ciągu łańcuchów w Tatrach, udało się zdobyć słynną przełęcz o dwóch charakterystycznych, ostrych wcięciach. Oddziela ona główny grzbiet Tatr (Mały Lodowy Szczyt) od odnogi Pośredniej Grani, a co najważniejsze rozpościerają się z niej wspaniałe widoki. W kierunku północno-wschodnim obejmują one kulminacje Durnego Szczytu oraz Łomnicy. Te, dzięki uprzejmości tatrzańskiej aury, w pełni się otworzyły wprawiając wszystkich w zachwyt. Teraz, skupimy się na obiecanych widokach w przeciwnym kierunku obejmujących grań Sławkowskiego oraz Staroleśnego Szczytu. Przy pomocy niebios nie zabraknie również Gerlachu i innych okolicznych wzniesień. Kto jednak myśli, że na widokach z Czerwonej Ławki, atrakcje się skończyły, ten jest w grubym błędzie. Tak jak obiecałem: poznamy dokładnie wielką Dolinę Staroleśną, nie zabraknie również ujęć jej stawów oraz otaczających szczytów. Przy okazji, odwiedzimy też najbardziej ulewne i mokre miejsce w całych Tatrach. Pod koniec zajrzymy do słynnych Wodospadów Zimnej Wody zaś nieco wcześniej rozwikłamy tajemnicę profesji tatrzańskich tragarzy. Co więcej, spotkamy się również z sympatycznymi misiami (tak, tak, liczba mnoga). Bez chwili wahania, kontynuujmy naszą zachwycającą wycieczkę! 

Miejsce: Słowackie Tatry Wysokie 

Cel: Odkrycie wszystkich uroków Doliny Staroleśnej

Trasy ciąg dalszy: Czerwona Ławka (słow. Priečne sedlo)  Strzeleckie Pola  Staroleśne Stawy (Strzeleckie Stawy + Siwe Stawy + Harnaskie Stawy)  Zbójnicka Chata  Staroleśna Dolina  Staroleśna Polana  Rainerova Chatka  Wodospady Zimnej Wody  Bilíkova Chata  Hrebienok

Długość opisanej trasy: 9,7 km, całość wyprawy: 18,2 km 

Pogoda: bardzo dobra

Widoczność: dobra

I część retrospekcji pod linkiem:  Tatry Wysokie (Czerwona Ławka) 

1-4) widoki z Czerwonej Ławki w kierunku południowo-zachodnim
Rozległa grań prezentowała się imponująco. Początkowo masyw Gerlachu skrył się za brzydkimi obłokami jednak w miarę postępującego oczekiwania i one zaczęły ustępować. Po szczytowaniu na Małej Wysokiej, była to kolejna obserwacja króla Tatr z bliskiej odległości. Wciągająca jak narkotyk chwila sprawiła, że prawie zapomniałbym skierować wzroku niżej. Wszak między mną a Staroleśnym Szczytem rozpościerała się ogromna dolina. Nazwałbym ją doliną tysiąca jezior, bowiem zachowując już czyste fakty, warto rzec, że w różnych jej miejscach znajduje się aż 27 stawów. Z Czerwonej Ławki dojrzałem ledwie jeden z nich - Niżni Strzelecki Staw, będący malutkich rozmiarów i równie małej głębokości nie przekraczającej 2,5 m. Warta uwagi była też wyniosła turnia zwana Spągą (na zdjęciu obok - słow. Priečna veža) uświadamiająca dobitnie jak głębokim wcięciem w grani jest Czerwona Ławka.
1) Gerlach w pełnej krasie, 2-3) widoki z Czerwonej Ławki na wybrane obszary Doliny Staroleśnej
Na całe szczęście, dzięki odpowiedniemu poprowadzeniu szlaku żółtego, Niżni Strzelecki Staw nie był ostatnią ostoją hydrologiczną, którą widzieliśmy tego dnia. Co do samego szlaku był on zupełnie inny od tego, którym wspinaliśmy się na Czerwoną Ławkę. Tylko początkowo prowadził stromym terenem z podłożem kruchej, drobnej skały. Nie zmieniło to faktu, że w końcu mogliśmy zapomnieć o łańcuchach zaś dalej, w kierunku Zbójnickiej Chaty sprowadzał nas już wygodny chodnik. Ponadto, kilka minut po rozpoczęciu zejścia, wyłonił się drugi ze Strzeleckich Stawów - Wyżni, jeszcze mniejszy od swego wodnego krajana.

Strzeleckie Stawy - po lewej Niżni, po prawej Wyżni
Poruszaliśmy się teraz rozległymi Strzeleckimi Polami pokrytymi zwałami głazów. Choć widoki mogliśmy podziwiać cały czas, to szczególnie warto zatrzymać się w rejonie Strzeleckiej Turni. Mimo, że szlak nie prowadzi przez jej wierzchołek, to pejzaże, które się stamtąd rozpościerają znane były już dziesiątki lat temu. Mamy bowiem wielką Staroleśną Dolinę, a tu nagle z jej wnętrza wystaje turnia. Coś takiego jest z pewnością gwarancją udanych łowów widoków. Z własnych spostrzeżeń, zainteresowałem się wyłonieniem Małej Wysokiej, która była jedynym szczytem z otoczenia doliny, na którym stanąłem. Istotnie, jej lewe zbocze na tle postrzępionych grani sąsiednich gór było idealnie wygładzone. Dobrze, że chociaż tam Słowacy poprowadzili szlak turystyczny.


1-8) panorama otoczenia Doliny Staroleśnej widziana z okolic Strzeleckiej Turni
Konsekwentne schodzenie, a więc innymi słowy opuszczanie tak unikalnych krajobrazów okazało się - z psychicznego punktu widzenia - rzeczą ciężką. Po chwili bowiem zobaczyliśmy trzy Siwe Stawy, nad którymi koniecznie musieliśmy zatrzymać. Warto wspomnieć, że polskie nazewnictwo pochodzi od gwarowego słowa siwy, które oznacza kolor błękitny, niebieski lub granatowy. Gdy my zastaliśmy stawki to akurat mieniły się ślicznie w słońcu. Po chwili do głosu zaczął dochodzić granat, który stopniowo zajmował coraz większą powierzchnię największego Pośredniego Siwego Stawu (prawie 1 ha i ok. 2 m głębokości). Na prawo od niego widniał jeszcze Wyżni jednak ten częściowo przykryty był jeszcze zimową zmarzliną.

Siwe Stawy: 1) Niżni (mniejszy) oraz Pośredni (większy), 2) Wyżni, 3) Siwe Stawy na tle grani Staroleśnego Szczytu
W dalszej kolejności, przetrawersowaliśmy południowe zbocza Jaworowego Szczytu. Ich ogrom przykuwał uwagę. Zbójnicka Chata była już na wyciągnięcie ręki, a wraz z nią, perspektywa wyolbrzymiała jeszcze bardziej powagę grani Sławkowskiego i Staroleśnego Szczytu. W okolicach Zmarzłego Stawu (ze szlaku niewidocznego) gdzie ów zakręca, a ściślej rzecz ujmując na skałach, na których jest on osadzony ujrzeliśmy kozicę. Po chwili pojawiły się następne aczkolwiek nie było to już tak liczne stado jak w Dolinie Pięciu Stawów Spiskich. Zwinne zwierzaki jak zwykle radośnie sobie hasały, podjadały bądź też nas obserwowały. Nawet nie wiem czemu nie zrobiłem wtedy zdjęcia. Prawdopodobnie uznałem, że są tak daleko, że i tak nic nie byłoby widać.

1-2) chodnik, którym poprowadzony jest szlak żółty, 3) uroki Staroleśnej Doliny, 4) Sławkowski Szczyt (2452 m)
Znajdowałem się w sercu Doliny Staroleśnej, w pewnej chwili po prostu stanąłem i zacząłem bez opamiętania fotografować jej urzekające otoczenie. Pragnę zatem je przedstawić - lecz tym razem - bez podpisanych szczytów. Swoją drogą, to możesz się teraz zabawić w samodzielne odszyfrowanie wierzchołków zaś przy dokładnym śledzeniu retrospekcji, większą część z nich odgadniesz bez problemu. 
1-11) granie otoczające Dolinę Staroleśną
Odwiedziliśmy już Strzeleckie Stawy, później Siwe Stawy, czas na kolejną grupkę jeziorek wliczających się do 27 Staroleśnych Stawów. Gdy licznik naszej wysokości n.p.m. przestał wskazywać dwójkę z przodu, wkroczyliśmy w obszar Harnaskich Stawów. Staliśmy przeto przed największym z nich - Wyżnim Harnaskim Stawem usytuowanym na wysokości 1988 m (0,72 ha, głęb. 4,2 m). Jest on ślicznie ulokowany, co stwierdzi każdy turysta gdy ujrzy go na tle strzelistej Pośredniej Grani. Co ciekawe, Wyżni Staw Harnaski jest też motywem puzzli marki Trefl. W tym wypadku obrazek został podzielony aż na 3000 elementów (zdjęcie opakowania do wyszukania w Internecie). Jeśli więc kochasz góry i lubisz układać puzzle to jest to niewątpliwie poważne wyzwanie, które sam osobiście chciałbym kiedyś podjąć. Tak nawiasem mówiąc to kiedyś puzzle 500 sztuk układałem tydzień.

Będąc już dosłownie, kilka kroków od schroniska, naszym oczom pokazał się również nieco mniejszy - Pośredni Harnaski Staw. Ogólnie rzecz biorąc to szukając informacji w Internecie bądź w przewodnikach na temat Staroleśnych Stawów, możecie spotkać się z różnymi nazwami jeziorek, ponieważ ich systematyka nie jest w pełni uporządkowana. Na dowód tego można przytoczyć wspomniane puzzle, których nazwa nie brzmi Wyżni Harnaski Staw lecz Staroleśniański Staw. Zejście z Czerwonej Ławki dostarczyło nam zatem spotkania z wieloma urokliwymi stawami i jest to kolejny atut tego szlaku.

1-2) Wyżni Harnaski Staw, 3) Pośredni Harnaski Staw
Za kwadrans czwarta dotarliśmy do Zbójnickiej Chaty. Z kwestii praktycznych można rzec, iż mieści ona 16 łóżek w dużej sali, zaś na poddaszu znajduje się 20 miejsc dla turystów z własnymi śpiworami. Jadalnia ma z kolei 60 miejsc, a w trakcie mego pobytu, przed budynkiem usytuowany był taras letni, po brzegi zapełniony ludźmi. Gdy wszedłem do środka chaty, ujrzałem długą, kilkunastoosobową kolejkę do bufetu. Sprawdziłem sobie ceny w bufecie, po czym natychmiastowo opuściłem budynek. Byłem głodny i miałem ochotę na coś ciepłego. Porwałem się nawet na wysupłanie z portfela kilku euro, jednakże ta kolejka... no i zjadłem zwykłe bułki. O wiele ciekawiej niż moje historie dietetyczne, prezentuje się historia tego miejsca:
W latach 1907-08 Zarząd Lasów Państwowych z Liptowskiego Hradku w porozumieniu z Węgierskim Towarzystwem Karpackim wybudował tu kamienną chatkę dla straży myśliwskiej. Od 1910 r. otwarta była również dla zwykłych turystów. Wadą stał się jednak fakt, iż nie posiadała ona zagospodarowania, gdyż wyposażenie stanowiły tylko piec oraz prycze z podściółką z kosodrzewiny. Polscy taternicy zwali ją pogardliwe "trupiarnią". W 1923 r. chatka została rozbudowana, a 10 lat później zyskała obecną nazwę. Od 1934 r. schronisko było czynne cały rok, zaś w l. 1939-41 stało się bazą etapową dla Polaków uchodzących na Węgry. Przechodząc już do bliższych nam czasów to smutną datą okazała się noc z 14/15 VI 1998 r. kiedy to budynek doszczętnie strawił pożar. Szybko jednak nastąpiła inicjatywa odbudowy przez co oficjalne otwarcie nowego budynku nastąpiło 20 X 2001 roku z zastrzeżeniem że chata przyjmowała gości już w grudniu 2000 roku. Nie zmieniła się bryła ani kubatura budynku, a do budowy użyto niepalnych materiałów. W 2010 r. zainstalowano kolektory słoneczne.
1-4) Zbójnicka Chata
Kolejną ciekawostką jest fakt, iż to właśnie w rejonie Zbójnickiej Chaty notowane są najwyższe w Tatrach opady. 
Średnia wartość opadów (z l. 1961-2006) wyniosła aż 2899 mm/rok. Ponadto lata 1974 i 2000 były rekordowe, gdyż zanotowano łączną sumę opadów przekraczającą 4000 mm!  
Tym bardziej należy więc docenić los, że mogłem przemierzyć Dolinę Staroleśną bez kropli deszczu. Ogółem rzecz biorąc, to generalnie roczne sumy opadów rosną wraz z wysokością nad poziomem morza. W Tatrach jednak ta zasada nie obowiązuje, bowiem przykładowo i dla porównania: roczna suma opadów w Popradzie wynosi średnio 600 m zaś na szczycie Łomnicy (2634 m) tylko 1560 mm. Wniosek z tego zatem taki, iż maksymalne sumy opadów nie są notowane na najwyższych szczytach, lecz w wysoko położonych partiach dolin na wysokości ok. 2000 m.

No dobrze, ale ktoś ciekawski mógłby zapytać skąd wzięły się tak dokładne dane dla okolic Zbójnickiej Chaty. 
Otóż do wszelkich pomiarów wykorzystuje się tu tzw. totalizatory. Jest to fachowa nazwa deszczomierza, który używany jest w trudno dostępnym terenie (Tatry idealnie pasują do tej definicji), gdzie odczyt sumy opadu jest wykonywany w długich odstępach czasu. Pierwsze takie urządzenie stanęło obok schroniska już w 1948 roku. Co ważne, urządzenie to nie wymaga ciągłej obsługi, bowiem odczyty dokonywane są zaledwie dwa razy w roku. Opad zbierany jest z powierzchni 250 cm³ na powierzchni 2-4 m nad poziomem gruntu (zależnie od grubości pokrywy śnieżnej). Obecnie totalizatory stoją również pod Świstowym Szczytem i Strzelecką Turnią.
Tuż obok schroniska, na wzniesieniu oddzielającym go od Pośredniego Harnaskiego Stawu, znalazłem makietę, na której przedstawiony był m.in. zarys grani otaczających Staroleśną Dolinę. Ponadto wszystkie najważniejsze szczyty zostały tam podpisane przez co nawet osoby - takie jak ja - odwiedzające to miejsce po raz pierwszy mogły bez najmniejszego trudu rozszyfrować każde wzniesienie w okolicy. Do tego warto dodać zaprezentowanie budowy całej doliny z zaznaczeniem bocznych dolinek czy też grzbietów opadających od konkretnych szczytów. Jest to świetny przykład ukazujący jak skomplikowaną budowę mogą mieć tatrzańskie doliny. Dla mnie była to rewelacyjna sprawa i takie udogodnienia powinny być postawione przy większości schronisk - nie tylko w Tatrach. 

1-2) makieta z opisami widocznych szczytów obok Zbójnickiej Chaty
Skoro powróciliśmy do tematu widoków, czas zatem na rzecz, którą piechurki lubią najbardziej. Urzeczywistnijmy sobie tą makietę w postaci zdjęć ukazujących już prawdziwe granie a także dwa pobliskie jeziorka. Widoki te są najlepszą zachętą aby odwiedzić Staroleśną Dolinę...

1-14) panorama 360° prezentująca Dolinę Staroleśną oraz szczyty ją okalające widziana z nad Zbójnickiej Chaty
Czy można coś tu dodać? Raczej nie, ale nie zaszkodzi spróbować. Ledwie 90 minut wcześniej znajdowałem się jeszcze 400 m wyżej w rejonie Czerwonej Ławki. Przez ten czas widoki diametralnie się zmieniły. Przede wszystkim uderzała bliskość Sławkowskiego oraz Staroleśnego Szczytu. Ten pierwszy znany mi głównie był z widoków z przeciwnej strony, gdzie wygląda jak wielka łagodna kopa - taki starszy brat Babiej Góry. Teraz ujrzałem jego o wiele groźniejsze oblicze. Potężne ściany Jaworowego także robiły niemałe wrażenie. Uwagę zwracała łagodność Świstowej Przełęczy. Gdybym tylko mógł od razu udałbym się tam na zaczerpanie nowych pejzaży. Szlaku jednak tam nie ma i nie będzie, ponieważ od drugiej strony opada z przełęczy istne urwisko. Bardziej na prawo: malutkie wcięcie w grani, które było celem całej wycieczki. Istotnie, od strony Lodowej Dolinki wyglądało ono znacznie groźniej. Nie zmienia to jednak faktu, że spoglądając na Czerwoną Ławkę, mogłem poczuć w sobie prawdziwą dumę i radość. Następnie kulminacja Pośredniej Grani, którą tego dnia obszedłem ze wszystkich stron. Z każdej z nich prezentowała się imponująco. Zresztą co tu dużo mówić, wystarczy spojrzeć...

Druga połowa sierpnia to ni mniej, ni więcej niż 2 miesiące po przesileniu letnim. Dzień chylił się zatem ku zachodowi, przez co znaczna część osób rozpoczęła schodzenie. Zostając na samym tyle grupy, również i ja musiałem powoli opuścić Zbójnicką Chatę.

Początkowo, zejście prowadziło równoległe do istotnie długiej osi Długiego Stawu (wymiary 274 × 53 m, głęb. ok. 7 m). Jeszcze z daleka, dało się go objąć jednym ujęciem natomiast będąc już przy nim, okazało się to niemożliwe. Tak jak w przypadku innych tego typu akwenów, raz dominował odcień granatu, po chwili turkus, a gdy Słońce przebiło się przez chmury, lustro wody aż raziło swą świetlistością.
1-2) Zbójnicka Chata, 3-5) Długi Staw Staroleśny, 6) widok z okolic stawu, w tle Zbójnicka Chata
Co ciekawe, po chwili napotkałem odcinek z łańcuchem. Nie był mi on jakoś specjalnie przydatny, choć dla niedoświadczonych turystów zawsze będzie to ułatwienie w pokonaniu nieco bardziej stromego fragmentu.

Ile to już stawków dziś ujrzeliśmy? Zliczyć ich nie sposób, a tu nagle pojawił się kolejny z nich. Tym razem mogliśmy przypatrywać się Warzęchowemu Stawowi (0,31 ha, głęb. ok. 2 m) ulokowanemu wygodnie w Warzęchowej Kotlinie.

Dorzućmy też do tego zachwycającą Pośrednią Grań, która jakby znów urosła na sile. W niższych piętrach Doliny Staroleśnej również można się bez kresu zakochać.

2) Warzęchowy Staw, 3) masyw Jaworowego Szczytu, 4) grzebień Pośredniej Grani
Wtem, ujrzałem mężczyznę noszącego na plecach niewyobrażalnie wielki i wysoki ładunek. Siedział sobie na kamieniu popijając wodą po czym wstał i powolnymi krokami udał się w kierunku Zbójnickiej Chaty. Większość osób z ciekawością na niego patrzyła i z pewnością tak jak i ja, podziwiała jego siłę i zmysł równowagi. Rozwikłajmy zatem tę tajemnicę - skąd i dlaczego on się tam wziął?
Tatrzańscy tragarze (na podstawie tekstu Moniki Nyczanki)
Muskularni mężczyźni dźwigający na drewnianym lub metalowym stelażu ogromny bagaż. Zaopatrują oni schronisko Zamkowskiego, Zbójnicką Chatę, Chatę pod Rysami oraz Terinkę. Wynoszą jednarozowo 50-100 kg ładunku - żywność, napoje, środki czystości, opał. W dół taszczą odpadki i śmieci. Twierdzą, że ich profesja ma w Tatrach 150-letnią tradycję. Mimo upływu czasu i rozwoju środków transportu, pozostali na słowackich szlakach. Zaczynają zazwyczaj jako młodzieńcy, wielu szybko porzuca to trudne zajęcie, są jednak tacy, którzy pozostają mu wierni przez długie lata. Laco Kulanga (obecnie gospodarz Schroniska Łomnickiego), w 1997 r. święcił 30-lecie pracy tragarza. Jak ogłosił z tej okazji, przetransportował łącznie 880 600 kg ładunków. Do niego należą też rekordy jednorazowego obciążenia. Do Schroniska Téryego miał wynieść 151 kg, zaś do Schroniska Zamkowskiego - 207,5 kg. Tatrzańskim tragarzom poświęcona jest ekspozycja w Rainerowej Chatce.
1-2) Tatrzański nosicz zmierzający w górę ku  Zbójnickiej Chacie
Widząc takie obrazki, wróciłem pamięcią do zdarzenia sprzed kilku godzin, kiedy to w Dolinie Małej Zimnej Wody też minąłem nosicza aczkolwiek takiego, który schodził już z wyładowanym stelażem. Nie ulega wątpliwości, że tacy ludzie mają ogromne znaczenie dla tysięcy zwykłych turystów, którzy mogą na przykład zjeść ciepły posiłek po całodniowej wędrówce. Tak samo jak niegdyś, dziś trudno sobie wyobrazić byt słowackich chat bez nosiczy.

ładunek dostarczony, można wracać
Trochę się rozgadałem, a tu Staroleśna Dolina zaserwowała nam kolejne uroki. Godnym uwagi miejscem jest bowiem mostek na Staroleśnym Potoku. Bardzo miło mi się z niego wpatrywało w dobitnie czysty i przejrzysty ciek wodny. Można też sobie usiąść w pobliżu na jednym z głazów i wpatrywać się w bujne otoczenie. Z kolei tuż za mostkiem czekał kolejny fragment ubezpieczony łańcuchem. Tak jak i w poprzednim przypadku, trawers leciuteńko eksponowanym odcinkiem nie przyprawia o zawrót głowy.

1-2) Staroleśny Potok, 3-5) ubezpieczony fragment szlaku nieopodal mostku na Staroleśnym Potoku
Systematycznie pokonując kolejne kilometry, dodawałem gazu w nogach aby zdążyć na ostatni odjazd kolejki z Hrebienoka. Powoli nikłem wśród kosodrzewiny, następnie - jarzębin i limb, toteż tym bardziej mogłem przyspieszyć. Granie bezwiednie się oddalały zaś na sile zyskiwał Staroleśny Potok. W aurze regli pożegnałem piękną i wielką Dolinę Staroleśną.

1-3) w niższych partiach Doliny Staroleśnej...
Docierając do magistrali dopełniłem wielkiej pętli. Moje obliczenia wskazały, iż jestem na styk z czasem. Pozornie, do mety pozostawał mi już jedynie szeroki chodnik - ten sam, który pokonałem przed ok. 9 godzinami. Tymczasem, równolegle do magistrali choć nieco poniżej prowadzi szlak, który przemierza grupę wodospadów Zimnej Wody. Idąc o poranku założyłem sobie, że wrócę właśnie tą trasą. Czas jednak próbował odebrać mi tą przyjemność. Postanowiłem, że nie odpuszczę i mając za plecami oświetloną Łomnicę ruszyłem truptem ku wodospadom. Przy okazji przyuważyłem też kolejnego nosicza.


Pośpiech mój został szybko przerwany, bowiem obok kilku węzłów szlaków w tym rejonie (Staroleśna Polana oraz Rozdroże nad Rainerową Chatą) stoi najstarsza w całych Tatrach chata powstała już w r. 1865. Oczywiście, mowa tu o Rainerowej Chatce, którą zbudował Johann G. Rainer z myślą o gościach zwiedzających pobliskie wodospady. Niestety, nie miałem czasu aby bliżej się jej przyglądnąć czy też zaglądać do wspomnianej już ekspozycji poświęconym tatrzańskim nosiczom. Zrobiłem kilka zdjęć i ruszyłem dalej.

1-2) Rainerowa Chatka
Nie poruszałem się już ani Staroleśnym Potokiem ani też Potokiem Mała Zimna Woda. Oba te cieki łącząc się ze sobą tworzą zupełnie nowy twór - Zimną Wodę. Tym samym byłem już bliski dotarcia do Wodospadów Zimnej Wody.
Stanowią one zespół niewysokich lecz potężnych siklaw, jakie Zimna Woda tworzy na podwójnym progu polodowcowym doliny. Potok przeciął tu płaszcz moren i werżnął się na ok. 60 m w granitowe podłoże. Wodospady rozciągają się na długości 1,5 km z rozpiętością pionową ok. 250 m. Pod wodospadami utworzyły się kotły eworsyjne, wydrążone w skale przez wirujące kamienie.
 
1 i 8) Zimna Woda, 3-7) Wodospady Zimnej Wody
Na cały kompleks wodospadów składają się w kolejności zwiedzania: Mały, Skryty, Wielki i Długi Wodospad. Aby dotrzeć do tego ostatniego, musiałem zejść ok. 300 m żółtym szlakiem, a następnie powrócić z powrotem do zielonych znaków. Muszę przyznać, że zwiedzanie odbywało się w niebywałym pośpiechu. Niebywałym, ponieważ sam nie mogłem uwierzyć, że jestem w stanie biec mimo tak długiej wyprawy i wspinaczki na Czerwoną Ławkę.

Z zaciekawieniem spoglądałem też na kolejne tablice ustawione przy szlaku, dzięki którym wróciłem niejako do czasów dzieciństwa. Przypomniałem sobie z nich o misiu Yogi, Baloo (przyjacielu Mowgliego), Kubusiu Puchatku oraz Misiu Uszatku. Nie dowiedziałem się z nich niczego co by mówiło o otaczającej mnie przyrodzie, kulturze czy też historii jednakże tak bardzo mi się spodobały, że postanowiłem je zamieścić.

tablicę z Misiem Yogi spotkacie przy Wielkim Wodospadzie

tablicę z Baloo spotkałem gdzieś w okolicach rozdroża nad Długim Wodospadem

Kubusia Puchatka spotkałem za to przy Bilikovej Chacie

tablicę z Misiem Uszatkiem spotkacie na Hrebienoku
Kto by pomyślał, że pierwszym niedźwiedziem jakiego spotkam w Tatrach będzie Miś Yogi!

Tymczasem dotarłem do Schroniska Bilíka położonego całkiem uroczo, nieco poniżej Hrebienoka (Siodełka). Z jego tarasu rozpościerają się piękne widoki zaś przy dojściu do niego z Hrebienoka, które zajmuje ledwie kilka minut, podziwiać możemy wyniosłą Łomnicę.
W miejscu dzisiejszej Bilíkovej chaty od roku 1875 stała Ruženina chata (po polsku Chata Róży lub potocznie Różanka, postawiona tam przez Karpathenverein, w skrócie KV (z polskiego - Towarzystwo Karpackie)). Nazwa pochodziła od węgierskiej śpiewaczki Rózy Graefl-Győrffy, która przyczyniła się do gromadzenia funduszy na budowę schroniska. W roku 1894 dobudowano hotel górski – Hotel Kolbach, a Różankę zamieniono na sklepik z pamiątkami. Po tym jak spłonęła w 1893 r., na jej miejscu w roku 1895 miasto Spiska Sobota postawiło drugi hotel, Hotel Rosa (który przejął nazwę Różanki), wraz z niewielkim budynkiem kąpielowym. Wspólnie nosiły nazwę Studenopotocké kúpele, jednak i one spłonęły w roku 1927.
22 grudnia 1934 r. w tym samym miejscu otwarto piętrową Guhrovą chatę (od nazwiska dr Michaela Guhra, prezesa KV, który podarował grunt pod budowę). Została ona powiększona jeszcze w roku 1936, a obiekt był wówczas w rękach KV. Po II wojnie światowej, w roku 1946 przejęte przez Klub Słowackich Turystów i Narciarzy schronisko zostało przemianowane na Schronisko Bilíka na pamiątkę narciarza i pogranicznika Pavla Bilíka (1916–1944) – uczestnika Słowackiego Powstania Narodowego, którego Niemcy schwytali w Starym Smokowcu i stracili 7 września 1944 na zamku w Kieżmarku.
1-3) Bilíkova Chata, 4) widoki rozpościerające się z okolic schroniska
Dzięki połączeniu elementów marszu i biegu, wyrobiłem się w czasie meldując swą obecność na Hrebienoku, dokładnie 10 minut przed ostatnim odjazdem kolejki.  Odwróciłem się jeszcze by łyknąć po raz ostatni Pośrednią Grań oraz kulminację Łomnicy i udałem się do budynku górnej stacji. Panował tam tłok niczym w porannych kursach krakowskich autobusów w kierunku AGH, jednakże wszyscy zmieścili się do środka.

1-2) widoki z Hrebienoka
Równo o godzinie 19. wagonik ruszył ku Staremu Smokowcowi. Dzięki przeszklonemu pojazdowi, mogłem jeszcze przez chwilę spoglądać w kierunku Łomnicy. Jak to w Tatrach bywa, druga część dnia okazała się bardziej pochmurna choć oczywiście nie ma tu na co narzekać. Pod wieczór zaś niebo znów się wypogodziło. Akurat wtedy kiedy musieliśmy już wracać do Polski...

charakterystyczna Łomnica widziana z wagonu kolejki Stary Smokovec - Hrebienok
Wyjątkowa pod wieloma względami wyprawa dobiegła końca. Przez czas jej trwania wydarzyło się tyle ciekawych rzeczy, że jeszcze długo po niej, układałem sobie to wszystko w głowie. Nie próbujcie jednak pytać, co urzekło mnie najbardziej, bowiem do dziś nie znam na to odpowiedzi. Wiem jednak, że wspomnienia zebrane z tego dnia, wzbogaciły mą duszę bezcennymi doświadczeniami zaś twarz - rumianym uśmiechem. Liczba 184 zdjęć zawartych w obu częściach retrospekcji również świadczy o tym jak wiele się działo. Nie ma więc sensu podsumowywać każdej atrakcji z osobna. Myślę, że wystarczy proste stwierdzenie - odkrywanie słowackich Tatr ponownie okazało się fantastycznym przeżyciem...

3 komentarze:

  1. ach te Tatry- raj na ziemi :)
    Fajnie to wygląda, rzec by - każdy krok jest zadokumentowany :)
    Ciekawy blog :)
    Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję! Twój blog to kompendium tatrzańskiej wiedzy. Odwaliłeś kawał dobrej roboty tego typu fotorelacją....
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podziwiam twój obiektywizm i lekkość opisów. Znam te szlaki i podoba mi się to że nie straszysz ale rzetelnie dokumentujesz i opisujesz. Gratulacje

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do komentowania =)