30 czerwca 2012

Tatry Wysokie (Polski Grzebień)

Czas biegnie nieubłaganie. Spójrzmy bowiem w kalendarz i cofnijmy się do pamiętnego pobytu w ukraińskich Karpatach (sierpień '11). Kto by pomyślał, że przez następnych 10 miesięcy ani razu nie wezmę udziału w wyprawie zorganizowanej przez mój Klub Turystyki Górskiej "Wierch". Do tej pory dziwię się jak to mogło się stać. Nastał zatem czas aby przerwać tę niechlubną serię, a idealnym momentem do tego była wyprawa w Tatry. Co więcej, cała trasa była mi absolutnie nieznana, zatem czekało mnie to co lubię najbardziej - odkrywanie nowych terenów. Warto też dodać, że odkrywanie to stało się walką z własnymi słabościami. Oprócz tego, jak zwykle nie zabraknie urzekających widoków (wszak poruszaliśmy się najpiękniejszą tatrzańską doliną) i iście górskich ciekawostek. W drogę!

Miejsce: Słowackie Tatry Wysokie  

Cel nr 1: Polski Grzebień (2200 m)

Trasa: Łysa Polana Dolina Białki Bielovodská poľana (Polana Biała Woda) Bielovodská dolina (Dol. Białej Wody) Litvorová dolina Litvorová Priehyba (2050 m) Zamrznutý kotol pod Poľským hrebeňom Poľský hrebeň

Długość trasy: 14 km

Czas podejścia wraz z odpoczynkami: 4 h 30'

Pogoda: upalna, nieprzyjemna

Widoczność: dobra

Z małymi przygodami (awaria autokaru) dotarliśmy do Łysej Polany tuż za przejściem granicznym. Wysiedliśmy z autokaru, a w oczy rzuciły się trzy rzeczy. Po pierwsze niemal bezchmurne niebo, po drugie duchota, po trzecie drogowskaz mówiący o tym, że na Małą Wysoką jest "zaledwie" 6 h 15'. Z wielką ulgą przyjąłem fakt, iż początkowy odcinek prowadził szeroką, a co najważniejsze zalesioną drogą. Co ciekawe, fragment ten udostępniony jest nawet rowerzystom co nieczęsto zdarza się w parkach narodowych. Wzdłuż szlaku cały czas płynęła sobie Białka, a w tle wyłaniały się pierwsze górki. Zastanawiałem się, czy któraś z nich nie jest Małą Wysoką...

w Dolinie Białki...
Za rzeką leży polskie schronisko w Dolinie Roztoki. Należy tu zwrócić uwagę na bardzo ciekawą rzecz. Otóż po drugiej stronie Białki, ciągnie się asfaltowa droga do Morskiego Oka. Kątem oka widziałem spory ruch turystyczny co oczywiście nie może nikogo dziwić. U nas za to, nie licząc mojej grupy, turysta znajdzie ciszę i spokój. To niesamowite, że jedna rzeka dzieli dwa różne światy.

Skupmy się jednak na urokach. Te nastały już po kilkunastu minutach, bowiem znaleźliśmy się na Polanie Biała Woda słynącej z fantastycznych widoków. Co ciekawe, w 1888 r. na "miękkim posłaniu traw pysznych" odpoczywał tu Stanisław Witkiewicz. Wtedy stały tam liczne szałasy. Dziś są to już tylko pozostałości.

1-2) pejzaże rozpościerające się z Polany Biała Woda
Pomocną dłoń w podziwianiu tych cudów wyciągnął TANAP ustawiając na polanie kilka ławek oraz wyrytą w drewnie panoramę dydaktyczną dzięki czemu każdy turysta dokładnie będzie wiedział co widzi.

W dalszym etapie mijamy połączenie Rybiego Potoku z Białą Wodą. Potoki te tworzą Białkę, zaś to oznacza, że wkroczyliśmy do Doliny Białej Wody. Ta największa dolina tatrzańska, przez wielu uważana jest też i za najpiękniejszą. Wysokie ściany i strzeliste szczyty to jej główny atut. Zachwycali się nią Adam Asnyk ("Noc pod Wysoką"), Wojciech Gerson (kilka obrazów), Mieczysław Karłowicz i Tadeusz "Boy" Żeleński ("wędrować tą jedyną bezkonkurencyjną doliną"). Sam Kazimierz Tetmajer pisał w 1888 r. "chciałbym być pochowany w Dolinie pod Wysoką, na kamieniu, gdzie rośnie kilka smutnych czarnych świerków".

pionowe urwisko Młynarczyka (1785 m)
Powyższa fotografia ukazuje kolejną kwintesencję Doliny Białej Wody. Takiego urwiska w Tatrach nigdy jeszcze nie widziałem. Mogłem wpatrywać się w nie bez końca. W tym miejscu warto sobie wyobrazić taterników, którzy nieraz już tą ścianę pokonywali. 

Po serii widoków, ponownie wkroczyliśmy w las chowając się przy tym przed prażącym Słońcem. Warto wspomnieć, że niegdyś prowadzano tu intensywne wypasanie przez co widokowych polan było znacznie więcej. Dziś to wszystko zarasta, jednakże turysta łaknący panoram nie zostanie na lodzie. W pewnej chwili szlak przemierza bowiem przez Polanę pod Wysoką, z której można podziwiać niemal całe otoczenie Doliny Białej Wody. Uwagę zwrócić należy na gwałtowne wypiętrzenie się szczytów (wiele z nich ma ponad 2400 m) wprost z głębin doliny. Wprawia to widza w zdumienie, a ogromny kontrast wysokościowy nadaje zamknięciu doliny jedyny w swoim rodzaju charakter. Warto też dodać, że dochodząc do Polany pod Wysoką mieliśmy już w nogach 9 km, a i tak osiągnęliśmy dopiero 1300 m n.p.m. Dobrze to obrazuje jak wielki twór polodowcowy przemierzaliśmy.

1-6) otoczenie Polany pod Wysoką
Na Polanie pod Wysoką tak jak i na Polanie Biała Woda stało mnóstwo szałasów. Ostatni ostał się do 1955 r. Należały one do górali z Rzepisk, Łapsz i Jurgowa. Często biwakowali w nich turyści i taternicy. Ponadto, na Polanie pod Wysoką rozgrywają się kluczowe sceny powieści "Pojednanie" Heleny Zakrzewskiej. Chętnie chadzał tu pisarz Andrzej Strug, a w latach 30. XX wieku przeczekiwał burzę Karol Szymanowski, słuchając "jak Tatry grają." 

Polana pod Wysoką jest wyjątkowa ze względu na jeszcze jedną rzecz. Otóż w Tatrach Słowackich rozbijanie namiotów jest zabronione, a wyjątek od tej reguły stanowi obozowisko w rejonie Polany pod Wysoką. Składa się nań 15 podestów pod namioty oraz zadaszone miejsce ogniskowe. 

Po niewątpliwej uczucie dla oczu czas ruszyć dalej. Szlak stał się węższy i zaczął prowadzić zakosami dzięki czemu nareszcie zaczęliśmy nabierać wysokości. W trasie byliśmy już ponad 2 h, a do Małej Wysokiej wciąż pozostawał ponad 1 km wysokości w pionie. Podchodząc pod Litworową Dolinę, zerkając na prawo ujrzałem Kaczą Siklawę. Słowacka nazwa jest jednak zupełnie inna tj. Hviezdoslavov vodopád i wzięła się od nazwiska poety słowackiego Pavla Országha Hviezdoslava.

1) Kacza Siklawa (Hviezdoslavov vodopád), 6) Dolina Białej Wody
Podążaliśmy teraz dnem Litworowej Doliny, której nazwa wzięła się od aromatycznie pachnącego litworu, bujnie rosnącego wzdłuż wody. Odwracając się do tyłu, ujrzałem cyrk polodowcowy będący Zielonym Stawem Kaczym, z którego zresztą "rodzi się" Kacza Siklawa. Szlak przewijał się przez malowniczy Litworowy Potok tworzący niekiedy pięknie kaskady. 

Wzmożenie stromości szlaku od razu dało mi się we znaki. Musiałem przysiąść na szlaku i chwilę podumać. W powietrzu wisiało coś ciężkiego, co nie pozwalało mi na swobodne piechurkowanie. Duchota była niesamowita, a dodajmy fakt, że wyszedłem już z regla górnego. Mimo wzrastającej wysokości temperatura nie obniżała się zaś nad moją głową zaczęły kłębić się coraz ciemniejsze obłoki. Na dokładkę Polskiego Grzebienia wciąż ani widu ani słychu. Demotywujący był też widok długiego i ostrego podejścia. Nie mogę jednak tak narzekać bez końca. Z każdym krokiem widoki stawały się rozleglejsze, toteż warto iść pod górę - pomyślałem.

1) Zielony Staw Kaczy, 3-5) Litworowy Potok
Tak jak Kacza Dolina ma swój Zielony Staw, tak i Litworowa Dolina ma swoje oczko wodne. Pamiętam, że to właśnie przy Litworowym Stawie chmury zakryły całkiem Słońce, co i tak nie przyniosło znaczącej ulgi. Co ciekawe, wg "Przeglądu Zakopiańskiego" z r. 1899 w okolicy stawu pochowani są dwaj zbójnicy, zabici przez łapszańskich juhasów. Litworowy Staw to również wspaniały punkt widokowy choć w tym wypadku panorama nie była już pełna. Rumanowy Szczyt i Ganek schował się za obliczem szarych obłoków.

1 i 13) Litworowy Staw, 2-12) panorama 360° z okolic Litworowego Stawu
Litworowy Staw znajduje się na wysokości 1860 m, jego powierzchnia to niespełna 2 ha zaś głębokość 19 m. Jego pierwsze pomiary wykonała ekipa z UJ już w 1929 r. Można śmiało rzec, że jest to świetne miejsce na odpoczynek, tym bardziej, że tuż obok czyha kolejne strome podejście:

Podejście pod Litworową Przehybę
Powtórzę jednak jak mantrę, że warto pokonać ten próg, bowiem osiągając powyższą przełęcz (właściwa nazwa: Litworowa Przehyba), w końcu ujrzałem cel dzisiejszej wycieczki. Pamiętam tę ulgę dokładnie, w końcu nie brnąłem na ślepo w gąszcz grani tylko nareszcie widziałem co zdobędę i ile jeszcze mi do tego brakuje. Przyznam się jednak szczerze, że miałem takie myśli aby zrezygnować z Małej Wysokiej zadowalając się wyłącznie Polskim Grzebieniem. Teraz natomiast mogłem cieszyć się widokami, które otworzyły się główną grań Tatr w rejonie Małej Wysokiej. Naturalnie Rysy wciąż były obecne, a zza chmur wyszedł nawet Rumanowy Szczyt wraz z Gankiem. Wszystko zdawało zmierzać się w dobrym kierunku.

1) śnieg w Dolinie Litworowej, 2 i 14) Litworowy Staw, 3-13) panorama 360° z okolic Litworowej Przehyby
Litworowa Przehyba przeprowadziła mnie do Zmarzłego Stawu pod Polskim Grzebieniem. Wypełnia on misę skalną, opasaną stożkami piargów. Otoczenie wydawało się szczególnie posępne i wyjątkowo wysokogórskie. Sam staw jest ewenementem w mojej kartotece tatrzańskich wypraw, bowiem pływały po nim swobodnie kry zaś skrawki płatów śniegu ze zboczy były zanurzone nie topniejąc przy tym ani troszeczkę. Przystałem na jednym z kamieni aby podziwiać to iście alpejskie cudeńko.

1 i 7-8) Zmarzły Staw pod Polskim Grzebieniem, 2-6) otoczenie Zmarzłego Kotła
Choć rozpoczynały się wakacje, mikroklimat Zmarzłego Kotła wprowadził mnie w zimowe nastroje. Ścieżka zaprowadziła mnie ponad staw osiągając skałki pod Polskim Grzebieniem skąd już zaledwie kwadrans na słynną przełęcz. O tym poinformowały nas tablice przymocowane do skał (zdj. poniżej). Jak widać, nawet w tak trudnym terenie da się dobrze zorganizować przydatne informacje dla turystów. W Polsce, o czymś takim możemy tylko pomarzyć. A szkoda, zwłaszcza między Granatami a Przełęczą Krzyżne coś takiego bardzo by się przydało.


Finałowe podejście dostarczyło niemało emocji. Początkowo, wspinałem się piarżysto-skalnym terenem czyli w skrócie mówiąc mnóstwo kamyczków drgało pod moimi butami. Ten nieprzyjemny odcinek został skutecznie ukrócony przez TANAP, bowiem po chwili natrafiłem na komfortowe schody wykonane z pni (zdjęcie poniżej). Teraz już nic nie mogło mi stanąć na przeszkodzie. Po 4 h 30' od startu w Łysej Polanie i pokonaniu aż 14 km nareszcie stanąłem na Polskim Grzebieniu mającym równe 2200 m!

1) Zmarzły Staw, 2-3) finałowe podejście pod Polski Grzebień, 4) rogacz na Polskim Grzebieniu
Choć na Małą Wysoką pozostała już tylko godzinka marszu, zostawmy na chwilę tę górę. Cieszmy się przepięknymi widokami. Przy pełnej widoczności, w zachwyt wprawia w szczególności Gerlach, który jest jak na wyciągnięcie dłoni. Niestety, król Tatr skryty był w chmurach. W pozostałych kierunkach pejzaże jednak dopisywały. Mimo przebywania głęboko w czeluściach słowackich Tatr, nasza polska część była dobrze widoczna. Polski Grzebień rzeczywiście był widokowo polski. W oczy rzucały się również spore połacie starego śniegu. Innymi słowy, każdy znalazł coś ciekawego do obserwacji.


1-6) pejzaże z Polskiego Grzebienia
Trzeba przyznać, że nazwa przełęczy jest dosyć intrygująca. W jej rozszyfrowaniu pomoże nam historia. Już w 1772 r. siodło wzmiankują ją dwaj topografowie:
Na Polskim Grzebieniu można (...) siąść jak na siodle i objąć wzrokiem z jednej strony Polskę (...), z drugiej zaś strony Węgry
Polski Grzebień odwiedzany był już w 1. poł. XIX w. i od tego czasu zyskał miano jednej z popularniejszych przełęczy głównej grani Tatr Wysokich. Kroniki mówią nawet o dwóch batalionach wojska w 1904 r.! Z polskich pisarzy zaglądali tu Adam Asnyk, Franciszek H. Nowicki, Kazimierz Tetmajer, Jan Kasprowicz, Leopold Staff i Andrzej Strug. Teraz już nikt nie ma wątpliwości, że Grzebień ten jest iście Polski. Na dokładkę, niegdyś nazwa odnosiła się do większego odcinka grani, za którym leżała Polska.

Jak widać, o jednej przełęczy można opowiedzieć całkiem sporo ciekawostek, a przecież nie był to koniec dzisiejszej trasy. Przede mną czekała Mała Wysoka, zaś potem zejście przez Wielicką Dolinę do Starego Smokowca. O wydarzeniach, z tej części trasy przeczytacie już teraz pod tym linkiem --> Tatry Wysokie (Mała Wysoka)

2 komentarze:

  1. najsympatyczniejszy opis szlaku na Polski Grzebień, jaki znalazłem

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny, przydatny opis. Jutro się tam wybieram.

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do komentowania =)