Początek wakacji. Piękny czas, bowiem niczym nie musiałem się przejmować przez kolejne dwa miesiące. Liczyłem, że uda się przynajmniej kilkukrotnie odkryć nowe górskie zakątki. O ile wycieczki zorganizowane odbywały się przede wszystkim w weekendy, o tyle pozostałe dni robocze stwarzały okazję do samodzielnych wędrówek. Wystarczyło tylko upolować dobrą aurę, spakować plecak i ruszać na szlak. Na początku mej życiowej przygody z górami, wciąż miałem mnóstwo tras do odkrycia.
Rejon: Beskid Makowski
Pasmo: Pasmo Koskowej Góry + Pasmo Babicy
Trasa: Maków Podhalański
Ostrysz (708 m)
Koskowa Góra (867 m)
Bieńkówka
Babica Zachodnia (633 m)
Harbutowice Końcówka
Palcza Długość trasy: 18 km
Przewyższenia: ok. 760 m
Pogoda: słoneczna
Widoczność: dobra
Dziś wymarzyłem sobie Koskową Górę, ponieważ jest to szczyt dobrze widoczny z Krakowa, a ponadto nie jest on zbyt oddalony, co stwarza okazję odbycia eleganckiej wycieczki jednodniowej. Co ważne, prowadzi na nią kilka szlaków, a całość można zgrabnie domknąć przy pomocy komunikacji zbiorowej. Z racji na moje 15 wiosen, inna opcja nie wchodziła na razie w rachubę.
Wyprawę chciałem odbyć przy pomocy przewoźnika świadczącego usługi na trasie Kraków - Zawoja. Ma on przystanki między innymi w Makowie Podhalańskim skąd zamierzałem wyruszyć oraz w Palczy, gdzie planowałem finiszować. Choć rozwój Internetu rodzi istną rewolucję cyfrową, wciąż nie każdy przewoźnik zamieszcza w sieci swe rozkłady. Tutaj natomiast do całego rozkładu miałem dostęp online, co pozwoliło wszystko dokładnie zaplanować. Co więcej, autobusy do Zawoi odjeżdżały z krakowskiego dworca autobusowego co generalnie o małopolskich busiarzy nie jest normą. Kursy co mniej więcej kilkadziesiąt minut dodatkowo zapewniały elastyczność.
Miałem tylko mały problem związany z ewidencjonowaniem w książeczce Górskiej Odznaki Turystycznej. Na całej trasie nie było żadnego schroniska, których w Beskidzie Makowskim z pewnością brakuje. Co zatem zrobić? Otwarłem mapę. Mapa jest dobra na wszystko! Zauważyłem, że w Makowie Podhalańskim, przy ulicy, którą wiedzie szlak pieszy żółty, zlokalizowana jest biblioteka. Może mają tam jakąś pieczątkę?
Myślę, że można się z tego śmiać ale najtrudniejsze zadanie czekało mnie na samym początku wycieczki. Otóż miałem trochę obawy czy moja dziwna prośba zostanie przyjęta ze zrozumieniem. W efekcie miałem trochę opory przed wejściem do biblioteki ale jeślibym stchórzył to ciężko byłoby znaleźć inny obiekt, w którym mógłbym znaleźć stosowny stempel. Na szczęście się przełamałem i sprawę załatwiłem. Poczułem ulgę, a kamień spadł z serca. Teraz więc zostało już tylko 20 km marszu co generalnie było dla mnie lajtową trasą.
pieczątka biblioteki w mojej książeczce GOT
To była wycieczka w miarę upalnym dniu, gdzie fragmenty prowadzące cieniem dawały ulgę. Najważniejszym momentem było osiągnięcie szczytu Koskowej Góry. Słyszałem wcześniej o tej górze informacje na temat zarastania kopuły szczytowej. Z roku na rok widoki więc się pogarszają. Właśnie dlatego tak bardzo chciałem tu przyjechać.
w 2008 r. rejon Koskowej Góry zapewniał piękne widoki
Upalny dzień sprawił, że rozgrzane powietrze nie dawało perfekcyjnej widoczności ale nie miałem prawa na nic narzekać. Udało się dotrzeć do nie w pełni zarośniętego wierzchołka, z którego mogłem podziwiać widoki na niemal wszystkie strony świata. To było cudowne uczucie, biorąc pod uwagę, że na niebie były tylko pojedyncze obłoki. Cieszę się, że udało się tu dotrzeć w 2008 roku, ponieważ z każdym rokiem drzewa coraz szczelniej zasłaniają okoliczne wzniesienia.
wierzchołek Koskowej Góry
Mój aparat miał więc pełne ręce roboty. Wierzchołek Koskowej Góry jest dosyć rozległy, czasem trzeba było trochę podejść w danym kierunku żeby złapać lepszy widok. Co najlepsze, miałem wszystkie te delicje tylko dla siebie. Z pewnością największą uwagę przykuwało pasmo Policy oraz masyw Babiej Góry. Te znaczące szczyty wydawały się na wyciągnięcie ręki. Spoglądając zaś bardziej na wschód, w oko wpadały szczyty Beskidu Wyspowego jak chociażby Luboń Wielki. Przyjście tutaj w dzień roboczy zapewniało zatem najwyższy stopień przeżyć w związku z obcowaniem z górą i pejzażami.
poniżej szczytu nie brakuje widokowych miejsc
Czy zarastający szczyt oznacza, że teraz nie ma sensu wspinać się na Koskową Górę? Absolutnie nie! O ile ze słupka oznaczającego szczyt ciężko będzie złapać takie kadry jak powyżej, o tyle nieco poniżej szczytu nie brakuje miejsc, które wymagają szacunku w postaci dłuższego postoju. W rejonie wieży przekaźnikowej oraz skrzyżowania szlaków niebieskiego i żółtego można doświadczyć wszystkiego najpiękniejszego co ma do zaoferowania Koskowa Góra. Dalej można podziwiać Beskid Żywiecki z Babią Górą oraz zabudowania Krakowa, gdzie niezłą zabawą jest odszyfrowanie najbardziej charakterystycznych budynków.
skrzyżowanie szlaków w rejonie Koskowej Góry
Koskowa Góra daje możliwość wejścia od każdej z czterech stron świata. Przez masyw prowadzi szlak żółty biegnący przez całe pasmo na osi wschód - zachód oraz szlak niebieski biegnący z północy na południe. Moja trasa okazała się istnym miksem, bowiem przyszedłem tutaj od zachodu, a dalej kierowałem się na północ. Na obszarze pól i łąk warto zwracać uwagę na znaki szlaku, ponieważ miejscami po prostu nie ma gdzie namalować kolejnego oznaczenia. Na szczęście nauczony doświadczeniem, miałem ze sobą odpowiednią mapę tego terenu.
oznaczenia zlokalizowane były nawet na murze zabytkowej kapliczki z 1910 r.
Nim jednak definitywnie pożegnałem Koskową Górę, uchwyciłem jeszcze kilka obrazków. Góra zdecydowanie nie chciała mnie wypuścić z objęć. Szczerze powiedziawszy to nie potrafiłem się temu przeciwstawić. Gdyby tak miała wyglądać reszta wakacji to mógłbym się nazwać ogromnym szczęściarzem. Każda minuta spędzona z tymi widokami oznaczała też obfitszą opaleniznę. Czy to okazało się zaś zaletą, okazać się dopiero miało po zakończeniu dnia.W dalszej kolejności czekało mnie niespełna 3 kilometry zejścia do Bieńkówki. Szlak prowadząc północnym zboczem przez las daje chwilę odpoczynku od szerokich panoram. Pod koniec jednak wkroczyłem na łąkę skąd mogłem ujrzeć swój kolejny cel, a mianowicie pasmo Babicy.
Po przekroczeniu miejscowości i opuszczeniu sfery gospodarstw rolnych, ponownie maszerowałem urokliwą polną drogą, z której mogłem ujrzeć masyw Koskowej Góry z dalszej perspektywy. Licząc od Bieńkówki czekało mnie niespełna 25 minut spokojnego podejścia.
Koskowa Góra widziana z niebieskiego szlaku Bieńkówka - Babica Zachodnia
Po dotarciu do Babicy Zachodniej, Babia Góra oraz inne szczyty Beskidu Żywieckiego nadal dzielnie mi towarzyszyły. Dotarłem do węzła szlaków turystycznych. Idąc w prawo, a więc na wschód mógłbym przemierzyć całe pasmo Babicy i dotrzeć do Myślenic. W miejscu, w którym stałem rozpoczynał się szlak czarny prowadzący przez Cisy Raciborskiego. Są to dwa drzewa, których wiek szacuje się na ok. 700 lat, co czyni je jednymi z najstarszych w Polsce. Te dwa kierunki nie były jednak w orbicie moich zainteresowań, ponieważ szlaki te udało się przemierzyć w zeszłym miesiącu.
piękne widoki + wiele szlaków do wyboru = raj dla turysty?
Z premedytacją wybrałem zatem kierunek zachodni, a zatem spokojne dojście do Palczy przy pomocy czerwonych znaków Małego Szlaku Beskidzkiego. Przez chwilę szlak czerwony biegł wspólnie z niebieskim aczkolwiek po dojściu do przysiółka Końcówka (wieś Harbutowice) trasy się rozdzielały i niebieski odbił na północ, w kierunku Lanckorony. Ciekawostką okazał jeden ze szlakowskazów, który został przytwierdzony do góry nogami. Z odczytaniem informacji na szczęście problemów nie było.
Mały Szlak Beskidzki na odcinku Babica Zachodnia - Palcza
Również w Paśmie Babicy towarzyszą wędrowcowi malownicze widoki. Z wybranej trasy mogłem być zatem bardzo zadowolony, bo udało się przemierzyć nieznane szlaki i zobaczyć coraz lepiej znane góry z nowej perspektywy. Teraz tylko pozostało odnaleźć przystanek przy kościele w Palczy i spokojnie wrócić do domu z bagażem przemiłych wspomnień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zapraszam do komentowania =)