Listopadowy dzień - nieporównywalnie bardziej skromny od najdłuższych w roku - sprawia, że dalekie wojaże choćby z logistycznego punktu widzenia są trudne do zrealizowania. Krakusi mają jednak to szczęście, że już kilka kilometrów od ścisłego centrum - i to w niemal każdym kierunku - znajdą wiele uroczych terenów obfitujących nie tylko w zielone trakty spacerowe ale również i zabytki. Wykorzystując swój zmysł organizacji wycieczek, zaplanowałem spacer po najbardziej na południe wysuniętej części Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. Co kryje się pod tym opisem? Otóż Wzgórza Tynieckie wraz z prawdziwą architektoniczną i historyczną perłą: klasztorem wzniesionym - tuż nad rzeką Wisłą - na ogromnej wapiennej skale, którą od wieków zamieszkują Benedyktyni. Wszystkie te atrakcje spaja ze sobą wyznakowany na zielono szlak turystyczny. Skoro wiemy już wszystko, czas opuścić wygodne fotele, odstawić pilot do telewizora na bok i wyruszyć, bo jest co w Tyńcu podziwiać!
Miejsce: zachodnie krańce Krakowa
Makroregion: Brama Krakowska
Cel: poznanie uroków Tyńca
Trasa: Tyniec MPK
ul. Benedyktyńska
Opactwo Benedyktynów
wałem Wisły
Grodzisko (280 m)
ul. Grodzisko
ul. Bogucianka MPK
Długość spaceru: ok. 4 km
Pogoda: wymarzona
Nasza sympatyczna dwójka spotkała się o poranku w Borku Fałęckim, z którego wygodnym i bezpośrednim połączeniem mogliśmy przemieścić się w interesującym nas kierunku. Swoją drogą to niezmotoryzowani dojadą do Tyńca liniami 112 bądź 203. Gdy siedzieliśmy już w autobusie, klucząc wąskimi uliczkami pośród peryferii miasta, podziwialiśmy ustępujące ślamazarnie mgły. Co najważniejsze, spoglądając w górę mogliśmy ujrzeć bezchmurne niebo o zabarwieniu soczystego błękitu. Podziwiając tak krajobrazy, niczym grom z jasnego nieba, zorientowaliśmy się nagle, że autobus nasz będzie jechał przez Skawinę, a więc przez strefę, której nasze bilety miesięczne już nie uwzględniają. Zaczęliśmy się więc nerwowo rozglądać po pojeździe. Oprócz nas, znajdowały się w nim same seniorki zmierzające zapewne na niedzielną mszę. Czy widzieliście kiedyś kanara w moherowym berecie? Pora była dość wczesna, a do tego ten autobus jeździ raz na kilka godzin. Musielibyśmy mieć wielkiego pecha, aby zaliczyć "wpadkę". Szybka wymiana zdań sprawiła, że zrezygnowaliśmy więc z kupna biletów u kierowcy. Nie mniej, przejeżdżając przez Skawinę, zżerały mnie nerwy przez co skrupulatnie analizowałem każdego wsiadającego pasażera pod kątem tego czy może być on kontrolerem. Muszę przyznać, że wychodziły z tego całkiem zabawne "rozkminy" aczkolwiek koniec końców, po ponownym znalezieniu się w granicach Krakowa, mogliśmy odetchnąć z ulgą!
Po długiej i emocjonującej podróży, radośnie zainaugurowaliśmy spacer, przemierzając ciche i skromne tynieckie uliczki. Asfalt piął się delikatnie ku górze, co oznaczało, że zbliżaliśmy się do pierwszego, i to od razu najbardziej reprezentatywnego wzgórza. Przeto znaleźliśmy się w odległości kilkudziesięciu metrów od bram Opactwa.
 |
| Opactwo Benedyktynów skryte za murem drzew |
 |
| droga prowadząca do bram Opactwa |
Co ciekawe, do klasztoru wiedzie aleja lipowa zasadzona po zakończeniu walk toczonych tutaj podczas konfederacji barskiej. Korciło nas bardzo by przekroczyć mury nasiąknięte historią. Nim jednak znaleźliśmy się w sercu Opactwa, ujrzeliśmy posąg Matki Boskiej oraz bramę św. Benedykta zwieńczoną figurą świętego. Brama ta prowadzi do ogrodów, w których znajdują się ślady szańców z okresu wojen szwedzkich. Obecnie, zakonnicy uprawiają w nim owoce, warzywa i kwiaty. Jeden akapit, a aż dwa wątki historyczne! Będzie o czym opowiadać! Rozpocznijmy zatem naszą opowieść o Benedyktynach.
Skąd w ogóle wzięli się Benedyktyni i jakie zasady są ich mottem? Skoro znajdujemy się pod bramą św. Benedykta to jest to idealny moment, aby przybliżyć jego postać:
Święty Benedykt (ok. 480-547) urodził się w Nursji (obecnie we Włoszech). Początkowo był pustelnikiem. Później jednak stał się mistrzem dla licznie przybywających do niego uczniów. Jest nazywany patriarchą mnichów Zachodu. Reguła jego autorstwa służy benedyktynom, kamedułom, cystersom, trapistom oraz licznym zgromadzeniom żeńskim. Jej podstawowa idea jest zawarta w słowach: "Aby we wszystkim Bóg był uwielbiony". Benedyktyńską dewizą jest Ordo et Pax - ład i pokój. Jak pisze Benedykt: "trzeba zawsze postępować tak, aby w domu Bożym (czyli w klasztorze) nikt się nie niepokoił ani nie doznawał przykrości".
Gdy posiedliśmy tą elementarną wiedzę, poczuliśmy, iż jesteśmy godni aby wejść do środka. Przechadzając się aleją lipową (w międzyczasie natrafiliśmy na kilka tabliczek, z których mogliśmy się dowiedzieć m. in. o historii tego miejsca) dotarliśmy do krótkiego tunelu prowadzącego wprost na dziedziniec.
Tam, ujrzeliśmy co najmniej kilka ciekawych rzeczy. Naszej uwadze nie umknęły oczywiście wysokie mury obronne oraz zabudowania klasztorne. Nie oszukujmy się jednak, największe wrażenie wywarł na nas kościół św. Piotra i św. Pawła.
 |
| 1-2) dwa "rzuty oka" na otoczenie wokół dziedzińca |
To niesamowite ale już niedługo, miejsce to będzie obchodzić milenium swego istnienia!
Opactwo zostało prawdopodobnie ufundowane przez Kazimierza Odnowiciela w 1044 roku, choć niektórzy historycy przypisują ten akt Bolesławowi Śmiałemu, przesuwając datę powstania na lata 1076 - 1079. Być może temu ostatniemu zawdzięczamy jedynie budowlę tutejszego kościoła. Opactwo było przez wieki znaczącym ośrodkiem życia duchowego i kulturalnego, od początku słynącym z zasobnej biblioteki. Z niej pochodzi wyjątkowo cenny zabytek romański - Sakramentarz tyniecki - włączony do zbiorów Biblioteki Narodowej w Warszawie. Jest to XII-wieczny kodeks pisany złotem na purpurze i ozdobiony całostronicowymi miniaturami.
Początkowo benedyktyni spełniali ważną misję cywilizacyjną poprzez szerzenie oświaty, znajomości pisma, przepisywanie starych dokumentów i dzieł, dzięki czemu wiele z nich ocalało. Ponadto dużą rolę odegrali w krzewieniu nowych sposobów uprawy roli i roślin. W późniejszym czasie mnisi sami, nie zawsze legalnymi drogami, zabiegali o powiększeni swoich posiadłości. W wyniku tego do połowy XV wieku klasztor posiadał olbrzymią fortunę złożoną ze "stu wsi i pięciu miasteczek" (m. in. Skawina, Opatowiec, Tuchów) i zaliczał się do najbogatszych w Polsce - tak pisał o nim Jan Długosz.
Położenie klasztoru sprawiło, że odgrywał on też ważną rolę strategiczną, np. w walkach o tron krakowski w okresie rozbicia dzielnicowego, a kilkaset lat później jako punkt oporu konfederatów barskich. W 1816 roku władze zaborcze usunęły stąd zakonników wskutek ich oświadczenia popierającego stronę polską w czasie wojen napoleońskich zaś 15 lat później zabudowania strawił pożar. Benedyktyni powrócili do Tyńca dopiero w 1939 roku. W latach powojennych często bywał tu Karol Wojtyła.
Wielokrotnie niszczone i odbudowywane opactwo stanowi jedyną w swoim rodzaju mozaikę stylów. W latach 1961 - 1965 odsłonięto fundament i część murów pierwotnej bazyliki romańskiej, odkrywając groby siedmiu opatów z XI, XII i XIII wieku. W jednym z nich odnaleziono bezcenny XI-wieczny złoty kielich z pateną, przechowywany obecnie na Wawelu.
 |
| kościół św. Piotra i św. Pawła |
Dziś, jest to najstarszy działający w Polsce klasztor. Gdzie zatem byśmy nie spojrzeli, historia, wszędzie historia! Co ważne, nawet miłośnicy krajobrazów znajdą tu coś dla siebie. Otóż, wystarczy zrobić kilka małych kroczków, aby dostać się na taras widokowy. Tam zaś widok jak z bajki!
 |
| taki widok czeka każdego, kto tylko zechce wdrapać się na dziedziniec opactwa |
Mogliśmy podziwiać malowniczy przełom Wisły. Niezakłócona żadnymi żywiołami aura sprawiła, że rzeka zamieniła się w lustro, w którym przeglądaliśmy płynące po niebie obłoki. Pejzaże upiększały też charakterystyczne, wapienne skałki świadczące dobitnie o tym, że znajdujemy się w granicach Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Gdzieś w oddali dojrzeliśmy także starorzecze Wisły nie mówiąc już o widoku na horyzoncie, który wieńczyły bliżej niezidentyfikowane pasma Beskidów.
W takich warunkach, ilość zdjęć w pamięci aparatu wzrastała w fertycznym tempie. Kandydatów do zamieszczenia w retrospekcji miałem więc mnóstwo. Kilka fotografii szczególnie sobie umiłowałem. Są bowiem dowodem na to, że kiedyś - choć przez chwilę - wszystko układało się po naszej myśli.
 |
| pod tym drzewem raczyliśmy się tynieckimi pejzażami |
Z tarasu widokowego, ujrzeć można również zabudowania pobliskich Piekar, zaś w oddali długi wał będący Garbem Tenczyńskim. Co ciekawe, na jego grzbiecie dostrzegliśmy charakterystyczną białą kulę będącą radarem, wszak w pobliżu znajduje się lotnisko w Balicach.
 |
| widok z tarasu widokowego, w tle Garb Tenczyński |
Benedyktyni na terenie opactwa prowadzą szeroką działalność, m. in. wydawnictwo, hotel, restaurację oraz centrum sprzedaży, w którym nabyć można rozmaite specjały wykonane wg zakonnej receptury: konfitury, miody, herbaty, zioła, a także likiery.
 |
| szyld zachęca do zakupów |
Skuszeni marką benedyktyńskich specjałów, zajrzeliśmy do ich sklepu. We wnętrzu znaleźliśmy wszystko czego tylko ludzki żołądek może chcieć, aby poczuć się jak w raju. Przeglądaliśmy rozmaite przyprawy oraz herbaty ciesząc wzrok oryginalnymi i tradycyjnymi opakowaniami. Radość kończyła się przy dojrzeniu cen za wymienione produkty, które przewyższały kilkukrotnie te jakie spotykamy w normalnych sklepach. Wiadomo, nie można się temu dziwić aczkolwiek z racji skromnych funduszy, opcja przywiezienia naszym mamom jakiegoś benedyktyńskiego specjału spaliła na panewce.
Oprócz wiekowych murów, klasztoru oraz kościoła, znajduje się w obrębie dziedzińca jeszcze jeden godny uwagi obiekt. Otóż zaciekawiła nas kołowrotowa studnia "okryta" drewnianym dachem, umocowanym na ośmiu słupach. Co ciekawe, nie użyto ku temu żadnych gwoździ. Przeszło 40-metrową studnię wykuto w skale w 1620 roku, a lustro wody zlokalizowane jest na poziomie płynącej obok Wisły. Skąd jednak pomysł, aby na kilkudziesięciometrowej skale budować ujęcie wody? O pochodzeniu tej tajemniczej studni opowie nam legenda...
Na dworze królewskim mieszkało dwóch przyjaciół Jaśko i Staszko Nałęcz. Mimo, że byli przyjaciółmi, różnili się znacznie charakterami. Jaśko był porywczy, gwałtowny, łatwo wszczynający bójkę, natomiast Staszko, był zawsze pogodny, spokojny i opanowany. Żyli tak przez wiele lat, aż do czasu, kiedy doszło do sprzeczki między nimi. Podczas niej Jaśko wyjął miecz i zabił Staszka.
Po zabójstwie sąd królewski kazał ściąć Jaśka, ale na prośbę opata tynieckiego, został wydany opactwu tynieckiemu. Za karę miał kopać kilofem studnię, w litej, wapiennej skale, aż do chwili, kiedy ukaże się woda. Kopał tak przez wiele lat, nie wychodząc na zewnątrz. Nawet jedzenie posyłano mu na linie. Ale pewnej nocy ukazał mu się duch zamordowanego przyjaciela, który powiedział, że przebacza mu jego winę. Powiedział mu także, ażeby rano wskoczył do skrzyni, która zostanie spuszczona na odłamki skalne.
Nazajutrz, gdy spuszczono linę ze skrzynią, Jaśko wskoczył do niej i pojechał w górę. Gdy tylko skrzynia oderwała się od dna studni, ta zaczęła się napełniać wodą.
 |
| słynna studnia |
Jak widać, studnia stoi na dziedzińcu klasztornym po dziś dzień... Każdy kto zawita do Tyńca może przeczytać rozszerzoną wersję legendy, która dostępna jest przy obiekcie. Pamiętam, że gdy my zagłębialiśmy się w tą historię, humanistycznie uzdolniona Ju wieki czekać musiała zanim ja - w iście żółwim tempie - doczytam do końca.
Jako, że nasz spacer odbywał się w niedzielę, skorzystaliśmy z okazji biorąc udział we mszy świętej. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, bowiem była to jedyna tego dnia liturgia, w której udział wzięli mnisi w swych charakterystycznych strojach. Mogliśmy zatem przyjrzeć się im z bliska.
Oczywiście nie tylko z tego względu dobrze wspominamy ten czas. Otóż wysłuchaliśmy krótkiego acz konkretnego kazania. Właśnie te cechy powinna zawierać dobra oracja, aby słuchacze mogli z niej zapamiętać to co najistotniejsze. O czym była zatem mowa? Ogółem rzecz biorąc - o miłości. O tym, że uczucie to wymaga zaangażowania albowiem tylko wtedy jest ono możliwe. Miłość wszak tak przyjemnie się dla siebie "bierze", a warto czasem zastanowić się nad tym czy sami okazujemy ją w należytym stopniu. Kilka prostych acz prawdziwych słów. Niby trywialna recepta tylko dlaczego tak trudna do zastosowania w realnym życiu?
Uczestniczenie we mszy stało się również okazją to bacznego rzucenia okiem na wyposażenie kościoła. Godnymi uwagi był ołtarz główny z czarnego marmuru, piękne, lipowe, wczesnobarokowe stalle i oryginalna rokokowa ambona o kształcie płynącej na fali Łodzi Piotrowej. Co ciekawe, obie nawy boczne powstały przez połączenie sześciu kaplic. Ich kopuły ozdobione są polichromią z 1754 roku. Podobnie jak klasztor, kościół również stoi na resztkach kilku wcześniejszych świątyń (romańskiej, gotyckiej).
Końcówka liturgii wywołała za to w naszych szeregach szeroki uśmiech. Otóż - tradycyjnie - wyczytywano intencje mszalne na przyszły tydzień. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że niemal na każdy dzień intencja była ta sama i tyczyła się błogosławieństwa międzypokoleniowego dla rodziny Adama. Gdy zatem usłyszeliśmy tą frazę po raz enty, z trudem powstrzymywaliśmy się od śmiechu, bowiem kapłan wymawiał ją w specyficzny sposób.
 |
| fasada kościoła św. Piotra i św. Pawła |
Znów znaleźliśmy się na pięknym dziedzińcu. Tym razem jednak, nastał moment aby pożegnać się z zabytkowym opactwem. Co ciekawe, nasz spacer trwał już niemal 2,5 h, a my przeszliśmy w tym czasie ledwie kilkaset metrów! Czas więc podkręcić licznik.