Mam problem z tą wycieczką, ponieważ nie pamiętam z niej praktycznie nic co mogłoby sprawić, że przypomnę sobie chociażby zarys jakichkolwiek zdarzeń. Brak zdjęć nie stawia od razu na przegranej pozycji ale tutaj mam po prostu czarną dziurę w pamięci. Gdyby nie wpis w książeczce Górskiej Odznaki Turystycznej oraz pieczątki ze schronisk to prawdopodobnie nawet nie zorientowałbym się, że w 2008 roku udało mi się odwiedzić te rejony.
Region: Beskid Żywiecki (zachodnia część, Grupa Lipowskiego Wierchu i Romanki)
Trasa: Złatna HutaTo była moja pierwsza wizyta w jednej z najpiękniejszej części Beskidu Żywieckiego. Widoki z Hali Rysianki należą bowiem do najcudowniejszych w Beskidach i zdecydowanie warto tam się wybrać w trakcie korzystnych warunków atmosferycznych. Gdy zobaczyłem ofertę wycieczki tutaj to nie wahałem się ani chwili. Pozostało tylko liczyć, że pogoda dopisze i pozwoli cieszyć się tymi terenami. Niestety, nie potrafię nawet odtworzyć warunków atmosferycznych. Czy było słonecznie czy też padało? Nie wiem ale obstawiam korzystną pogodę.
Nie wiem tak wielu rzeczy, że najprościej będzie napisać to czego jestem pewien. Otóż była to wycieczka zorganizowana i w sumie jak bumerang powracają kolejne wątpliwości. Jeździłem z Hutniczym naprzemiennie z Hutniczym Oddziałem PTTK oraz Kołem Grodzkim PTTK w Krakowie. W ramach Hutniczego Oddziału działają różne Koła, Kluby oraz Komisje. Ich archiwalna strona dość dobrze dokumentuje wycieczki z dawnych lat. Koło Grodzkie począwszy od 2007 r. wydawało natomiast biuletyn, w którym informowało o bieżących sprawach. Po przekopaniu wszystkiego co tylko mogłem, nie natrafiłem na żaden ślad wycieczki w Beskid Żywiecki.
Z racji, że wyprawa była zorganizowana to poruszaliśmy się razem z przodownikiem turystyki górskiej. W mojej książeczce GOT jest jego pieczątka wraz z imieniem i nazwiskiem, które nic mi nie mówi. Krótko mówiąc: nie znam faceta. Nawet wyszukiwanie internetowe zwraca tylko szczątkowe informacje bez jakichkolwiek powiązań z powyższymi oddziałami PTTK. Był zatem autokar, był przodownik ale w ramach jakiego zrzeszenia wędrowałem przez żywieckie schroniska - to pozostanie już chyba tajemnicą.
Miałem wręcz abstrakcyjne myśli, że może coś sobie zmyśliłem? Zdecydowanie nie, gdyż w książeczce mam pieczątki wszystkich trzech schronisk wraz z datami i podpisami. To co mnie rozbawiło to fakt, że zieloną pieczątkę z Hali Lipowskiej oraz tą z Hali Boraczej "wbiłem" do góry nogami. Na potrzeby czytelności zdjęcia zostały obrócone.
Zastanawia mnie również fakt, że mam zdjęcia z wczorajszej wycieczki (odbyta 21 czerwca 2008 r. w Beskidzie Śląskim) oraz tej, którą odbyłem 2 tygodnie później (Koskowa Góra w Beskidzie Makowskim). To dziwne, że nie mam tutaj żadnego śladu. Może aparat odmówił posłuszeństwa?
Pamiętam, że rzeczywiście wędrowaliśmy ze Złatnej ku Rysiance. Stanowi to najszybszą drogę wejścia tutaj. Do pokonania jest tylko 4,5 km, po których można cieszyć się bajecznymi widokami.
W głowie utkwił mi jeszcze jeden szczegół z samej końcówki. Otóż szlak zielony z Hali Boraczej do Milówki charakteryzuje się tym, że ostatnich kilka kilometrów pokonuje się mało komfortową drogą asfaltową. Zapamiętałem z tego moment, że autokar podjechał trochę drogą biegnącą wzdłuż Milowskiego Potoku w efekcie czego, najbardziej uciążliwy fragment został nam odpuszczony. Ciekawe, że nie pamiętam niczego pomiędzy pierwszym, a ostatnim etapem wyprawy jak np. to co działo się w schroniskach.
Chyba nie ma sensu spisywać wspomnień na siłę, toteż na tym zakończę retrospekcję z tej wyprawy. Z pewnością jest to - jak dotychczas - najdziwniejszy wpis na tym blogu. Czułem się jak detektyw wertujący prywatne archiwum X. Szkoda, że bez pozytywnego efektu.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zapraszam do komentowania =)