25 maja 2008

Pogórze Wielickie (Barnasiówka)

Każdego dnia, dziesiątki tysięcy osób obserwuje pasmo Barnasiówki choć tak naprawdę wcale sobie z tego sprawy nie zdaje. Jest bowiem doskonale widoczne z drogowej "zakopianki" gdy po minięciu pasma pogórzy otwierają się widoki na Beskidy. Choć z daleka wydawać się może, że Barnasiówka również do Beskidów należy to według oficjalnej regionalizacji wciąż zalicza się jednak do Pogórza Wielickiego. Co więcej, Barnasiówka poszczycić się może mianem najwyższego wzniesienia tego rejonu. Gdyby więc ktoś dołączył kiedyś Pogórza do jakiegoś projektu na wzór Korony Gór Polskich to Barnasiówka byłaby dużo szerzej znana.

Miejsce: Pogórze Wielickie (pasmo Barnasiówki) 

Trasa: Sułkowice  Kaniowa Góra (545 m)  Diabelski Kamień  Kaniowa Góra  Barnasiówka (566 m)  Dalin (506 m)  Myślenice

Pogoda: słoneczna

Długość trasy: 14 km

Przez pasmo przebiega równoleżnikowo pieszy szlak żółty prowadzący od Sułkowic do Myślenic. Myślę, że lepiej go pokonywać w tym właśnie kierunku, bowiem z Myślenic jest dużo więcej połączeń do Krakowa w myśl zasady zaczynania tam, gdzie ciężej dojechać.

Wspólnie z innymi uczestnikami wycieczki organizowanej przez Koło Grodzkie PTTK, dojechaliśmy o poranku do Sułkowic. Zaczyna się tutaj szlak niebieski prowadzący na północ przez Las Bronaczowa do Skawiny. Z kolei nasz szlak żółty od zachodu dochodzi tu z Lanckorony. Oba szlaki biegną przez chwilę razem po czym skręciliśmy w prawo, w ul. Sadzika.

Choć formalnie znajdowaliśmy się na Pogórzu Wielickim to licząc całą trasę, do pokonania mieliśmy ponad 500 m sumy przewyższeń. Oczywiście największą jego część konsumowaliśmy na początku trasy. To dobrze, bo wtedy mieliśmy teoretycznie najwięcej energii. W trakcie szturmowania zachodniego zbocza, po wkroczeniu w obszar zalesiony, las ten towarzyszył nam już niemal do samego końca. W tym kontekście warto napisać, że pasmo Barnasiówki nie charakteryzuje się spektakularnymi widokami. Brak tu wielkich polan, platform widokowych, schronisk czy innych miejsc z szerszą perspektywą.

Choć nie brzmi to zachęcająco to jednak dla jednego miejsca warto tutaj zajrzeć. Otóż po około pięciu kilometrach marszu, dojść można do Diabelskiego Kamienia. Są to dwie urokliwe formacje skalne. Podziwiać więc można skalny mur o długości około 30 metrów, wysokości 5 metrów i szerokości 2,5 metra. Natomiast faktycznym Diabelskim Kamieniem jest skałka w kształcie maczugi i obwodzie około 10 metrów. Co ciekawe, na tym niewielkim obszarze poprowadzono wiele dróg wspinaczkowych. Jak to z takimi miejscami bywa, nie mogło zabraknąć stosownej legendy:
Po wybudowaniu sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej między ludźmi zapanowały pokój i zgoda. Nie mógł tego ścierpieć diabeł i zaplanował zniszczyć obiekt ogromnym głazem spuszczonym z dużej wysokości. Zmuszony jednak został do zawarcia umowy ze świętym Piotrem, na mocy której musiał zostawić kamień w tym miejscu, w którym zastanie go pianie koguta. Kamień był jednak tak ciężki i niósł go z tak daleka, że musiał wielokrotnie odpoczywać i nie zdążył przed świtem. Pianie koguta zastało go, gdy mijał Pasmo Barnasiówki...
Szlak żółty prowadzi przede wszystkim grzbietem pasma Barnasiówki. Tymczasem Diabelski Kamień schowany jest na jego północnych zboczach. Warto zatem zadbać o to, żeby nie przegapić formacji skalnych. W rejonie Kaniowej Góry, od szlaku wyznakowana jest stosowna ścieżka, którą schodzi się wprost do wyjątkowego miejsca. Wbrew pozorom w Beskidach nie ma takich formacji skalnych za wiele. Powrót następuje tą samą drogą.

W dalszej kolejności czeka kilka kilometrów dalszej wędrówki lasem. Po drodze mija się niewielkie polany oraz najwyższy szczyt - Baransiówkę. Nie ma tam jednak infrastruktury pozwalającej na dłuższy biwak dla większej grupy osób. Kto się rozpędzi to może nawet wierzchołek przeoczyć.

Ciekawiej zrobiło się za to pod koniec wędrówki. Można rzec, że za kilkanaście kilometrów marszu, w końcu odebraliśmy nagrodę, która czekała w trakcie zejścia z najbardziej na wschód wysuniętego szczytu pasma - Dalina. Otóż w pewnym momencie las całkowicie ustępuje miejsca, a jest to jeszcze na tyle wysoko, że można dobrze przyjrzeć się panoramie Myślenic oraz ich okolic. Z pewnością jest to dobry powód żeby choć na chwilę się zatrzymać.

W Myślenicach natomiast czeka co najmniej kilka ciekawych miejsc ale niestety już nie pamiętam, czy przodownik szerzej nam o nich opowiedział czy też pognaliśmy na busy jadące do Krakowa. W tamtym czasie byłem zadowolony z możliwości odkrycia nowego szlaku. Oby tak dalej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania =)