18 lipca 2012

Gorce (Gorc)

Jak powszechnie wiadomo, bieg zdarzeń w górach może nabrać nieoczekiwanego zwrotu akcji czego przykładem jest wiele poprzednich retrospekcji. Podobne niespodzianki potrafią zaistnieć nawet w fazie planowania konkretnych wypraw. W jednej chwili przeto, musiałem zrezygnować ze zdobycia najwyższego szczytu Beskidu Wyspowego na rzecz pomocy dla własnej siostry. Przyznam szczerze, że z taką misją, wyruszałem w góry po raz pierwszy w życiu...

Miejsce: wsch. część głównego grzbietu Gorców (wschodni skraj Gorczańskiego PN)

Cel: Ratunek dla siostry

Trasa: Przełęcz Przysłop - Rzeki  Nowa Polana  Świnkówka (1080 m)  Gorc Kamienicki  Gorc (1228 m)  Studencka Baza Namiotowa SKPG Kraków - Gorc Młynieński - Gorc Kamienicki  Świnkówka - Rzeki - Przełęcz Przysłop

Czas przejścia: 3 h 30'

Pogoda: dobra

Widoczność: bardzo dobra

Czas uchylić rąbka tajemnicy. Otóż aktualnie, moja siostra uczęszcza na kurs przewodników beskidzkich, który co roku organizuje SKPG w Krakowie. Jednym z jego elementów jest tygodniowa praktyka w jednej z baz namiotowych, którymi zarządza SKPG. Do wyboru była baza pod Gorcem, na Lubaniu lub w dalekiej Radocynie. Padło na Gorc, ze względu na to, że jest po prostu najbliżej. W tym miejscu, warto zadać sobie pytanie jak przeżyć w miejscu, gdzie nie ma toalety i prysznica z prawdziwego zdarzenia oraz wielu innych wygód, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Przeciętny ceper może wytrzymałby ze dwa dni bez telewizji, komputera czy też ogólnie prądu ale cały tydzień?! W kwestiach żywnościowych warto wspomnieć, że do najbliższego sklepu było ze 2 h. Nawet jeśli ktoś powie, że niewiele to i tak potem wszelkie zakupy należy wtargać z powrotem na wysokość ok. 1200 m n.p.m.

Kolejny wakacyjny tydzień miał się w najlepsze - zwłaszcza dla mnie, ponieważ miałem po prostu święty spokój i domowe zacisze z prawdziwego zdarzenia. Jak na lipiec, było wtedy dość chłodno, a ponadto deszczowo. Od kilku dni na niebie kłębiły się szare chmury. Wszyscy wyczekiwali w pełni słonecznego dnia. Wtem, za pośrednictwem telefonu objawiła się prośba z kilkoma argumentami: bo za zimno, bo jedzenie się kończy itd. itp. - odmówić po prostu nie wypadało, choć szczerze mówiąc nie miałem na to ochoty, gdyż środa również zapowiadała się deszczowo.

Niczym tatrzański nosicz, z plecakiem pełnym jedzenia, wyruszyłem o poranku ku Przełęczy Przysłop. Przejeżdżając przez Mszanę Dolną, otrzymałem telefon z kolejną prośbą - tym razem miałem dokupić kilka rolek papieru toaletowego. Na przełęczy odnalazłem przydrożny sklepik, a po chwili mogłem już przyczepić siateczkę z rolkami do plecaka i wyruszyć... w dół. Szlak ku Gorcowi biegnie powiem przez dolinę rzeki Kamienicy. W tym celu musiałem udać się drogą wojewódzką, aby po kilku minutach zboczyć w prawo ku miejscowości Rzeki, gdzie odnalazłem szlak.

1) rogacz w miejscowości Rzeki, 2) Kamienica Gorczańska
Po przekroczeniu rzeki, droga szutrowa prowadziła mnie delikatnie ku górze. Po chwili minąłem budynek, który do 1996 r. pełnił rolę siedziby dyrekcji Gorczańskiego Parku Narodowego. Po pierwszym kilometrze zauważyłem, że czeka mnie wędrówka dawno nie odnawianym szlakiem. Trasa na dziś była wyjątkowo krótka, toteż miałem nadzieję, że nie napotkają mnie problemy nawigacyjne. 


dawna siedziba Gorczańskiego Parku Narodowego
Wkraczając w las, ścieżka stała się błotnista, co było pamiątka po ostatnich opadach. Już wtedy czułem, że czysty to ja do Krakowa nie wrócę. Najważniejsze jednak, że papier toaletowy był bezpieczny!

Szedłem tak sobie przez zagajnik, aż tu nagle wychodzę na nowiusieńką, szeroką drogę, po której wyjechałby nie terenowy pojazd, lecz zwykły samochód. W pierwszej chwili pomyślałem, że szkoda mi bardzo gorczańskiego lasu, ponieważ widać, że sporą jego połać należało wyciąć. Po chwili, zaciekawiło mnie dokąd ta droga prowadzi. W związku z budową, znaki niebieskie gdzieś zanikły, toteż udałem się w dalszą drogę.

tajemnicza droga
drogowskazy przy Nowej Polanie
Trakt doprowadził mnie do Nowej Polany położonej w siodle między Magorzycą a masywem Gorca. Oprócz szlaku niebieskiego, dochodzi tutaj również czarny ze Szczawy. Tabliczki informowały ile czasu zajmuje zejście do Rzek i Szczawy zaś drogowskazu w kierunku Gorca nie było. Znaki niebieskie wciąż się nie pojawiały, toteż w pewnej chwili nie wiedziałem dokąd pójść. Droga asfaltowa wydawała mi się jedyną słuszną drogą, ponieważ po prawej, w wyższych partiach Nowej Polany, prowadzono liczne prace leśnicze. Skutkiem tego był ogromny bałagan oraz liczne kłody leżące koło siebie. Asfalt przekraczał polanę i nikł gdzieś w lesie. Postanowiłem zbadać tą opcję jednakże szybko powróciłem do punktu zero, ponieważ trakt zaczął prowadzić stromo w dół a nie o to w mej misji chodziło.

Postanowiłem zatem wkroczyć na teren prac gospodarczych. Miałem nadzieję, że robotnicy będą mili i pozwolą mi spokojnie przejść. Tak też w rzeczywistości się stało - nie odezwali się nawet słowem. Będąc już u skraju lasu ze smutkiem ujrzałem, że Nowa Polana zatraciła swój urok. Czy gorczańska łąka powinna wyglądać jak pobojowisko? 

1-3) Nowa Polana
To niestety nie była najgorsza rzecz jaka przytrafiła się podczas tej wyprawy. Wkraczając w las natrafiłem na kompletnie rozjechaną drogą pełną błota, w którym nogi samoistnie się zatapiały. Co gorsza, obok, las gęsto zarastał toteż byłem skazany na istną mordęgę. Klnąc, denerwując i męcząc się, słyszałem w oddali dźwięk spadającego drzewa. Buty co chwila zsuwały się w dół - jeden zły krok i mogłem zażyć obfitej, błotnej kąpieli. Dla mnie osobiście, ten teren kojarzyć się będzie z wielką katastrofą ekologiczną. Szlak został po prostu zniszczony.

1-3) szlak niebieski powyżej Nowej Polany
Gorczańskie piekło trwało dobre pół godziny. Wraz z osiągnięciem odpowiedniej wysokości nadeszła ulga. Pewnych stromizn nawet buldożery nie są w stanie przełamać. Tak czy siak stałem się cięższy o kilka kilogramów błota.

Pierwsze widoki pojawiły się na polanie Świnkówka, która zajmuje ok. 4 ha. Ciekawscy zaspokoją swą wiedzę na pobliskiej tablicy GPN, która informuje o bogatej florze tego miejsca. Mając więcej szczęścia, można nawet napotkać żmiję zygzakowatą. W sferze pejzaży wyróżniały się Tatry, choć tego dnia były jednak zamglone. Nareszcie magia gorczańskiej przyrody zaczęła do mnie przemawiać. Postarałem się więc wsłuchać w jej głębię...

1) pierwsze widoki w kier. Beskidu Wyspowego, 2) polana Świnkówka z tablicą GPN, 3-4) widoki ze Świnkówki
Gorce są wyjątkowym pasmem Beskidów, ponieważ gdy wkroczymy na jedną polanę, to po chwili następuje następna i jeszcze kolejna. Również i ja miałem przyjemność przemierzyć ich ciąg delektując się widokami na wszystkie strony świata. Po Świnkówce nastąpił Gorc Kamienicki będący polaną położoną na północnym stoku Gorca. Obraz Tatr nie uległ znaczącej zmianie, za to zza Jaworzyny Kamienickiej wyjrzał najwyższy wierzchołek Gorców - Turbacz. Na prawo od niego swoją obecność zgłaszał potężny masyw Kudłonia. W przeciwnym kierunku ujrzałem pagórki niemal po horyzont. Rozległość panoram była onieśmielająca. Wokół olbrzymiej Kotliny Sądeckiej kłębił się Beskid Wyspowy oraz Sądecki. Szczegóły w poniższym panoramach z opisami szczytów:

2) polana Gorc Kamienicki, 3-8) widoki z Gorca Kamienickiego
Całą polanę przemierza się czas jakiś - im dłużej tym lepiej, bowiem wtedy dopiero mogłem oddychać pełną piersią i nawet ciężki plecak mi w tym nie przeszkadzał. Właśnie dla takich miejsc i widoków tysiące turystów przemierza Gorce. Co więcej, szlak jest tu dobrze oznaczony, bowiem wśród głównej ścieżki, powbijano w ziemię kilka pali. Z południowego krańca polany na główny szczyt, który przez wielu nazywany jest tak samo jak polana pozostaje zaledwie kilkanaście minut. Po co jednak się spieszyć jeśli wokół rozciągają tak fantastyczne pejzaże?

1-8) panorama z Gorca Kamienickiego
Będąc w partiach podszczytowych Gorca, z naprzeciwka nadszedł przewodnik beskidzki, który okazał się bazowym w stacji namiotowej. Można rzec, że był on mentorem mojej siostry. Stanął przy mnie i zapytał czy jestem bratem Justyny, po czym ruszyliśmy razem ku wierzchołkowi. Od razu zaimponowała mi jego wiedza, bowiem potrafił nazwać nawet wzniesienia znajdujące się na ostatnim planie. Widać, że jego wiedza była adekwatna do uprawianego zawodu.

Będąc już na szczycie, widoki ograniczały się do kierunków wschodnich i południowych, a ponadto troszeczkę zasłaniał je przerzedzony las. Nie umniejszało to jednak mej satysfakcji. Błoto zostawiłem w niepamięci, a na deszcz się nie zbierało w konsekwencji me samopoczucie z każdą chwilą ulegało poprawie.

1) nie wszyscy akceptują nazwę Gorc Kamienicki, 2-4) panorama z Gorca
Nazwa szczytu jak i całych Gorców pochodzi od słowa "gorzeć" co jest związane z wypalaniem lasu. Kazimierz Sosnowski - jeden z najwybitniejszych polskich krajoznawców i działaczy turystycznych - porównywał lekko pochyłą sylwetkę Gorca do tatrzańskiego Krywania.

Gdy zaczniemy schodzić ze szczytu, po krótkiej chwili szlak niebieski dobiega do zielonego, którym możemy kontynuować wędrówkę w kierunku Turbacza lub zejść do Ochotnicy przez bazę namiotową, do której dotarliśmy po kilku minutach. Mą uwagę od razu zwrócił szereg namiotów. Automatycznie przypomniały mi się obrazki z Lubania, gdzie sytuacja miała się całkiem podobnie. Na środku bazy ulokowane były ławki zaś nieco z boku w kuchni bazowej siedziała moja zmarznięta siostra. Temperatura również i tego dnia nie pozwalała na opalanie. Co ważne, dotarłem jednak do celu dzięki czemu mogłem wyładować olbrzymi balast jedzenia.

1-8) studencka baza namiotowa SKPG Kraków pod Gorcem
Jak widać po powyższych zdjęcia, centrum dowodzenia stanowi kuchnia, która wyposażona jest w piecyk, garnki, kubki oraz inne niezbędne przedmioty. Zatrzymując się w bazie (otwarta w okresie wakacji), zakupić można herbatę czy też czekoladę. Zawsze miło jest zatrzymać się w takim miejscu, zwłaszcza, że można usiąść na przeciwko Lubania.

1-2) widoki z okolic studenckiej bazy namiotowej
Spędziłem w bazie przeszło dwie godziny. Czas minął na rozmowach, przeglądaniu map, a także posiłku składającego się z racuchów, które m. in. wniosłem. Uradowana siostra dostała zatem pożywienie, które wystarczyło jej do końca tygodnia. W drodze powrotnej ruszyła razem ze mną, a celem tego spaceru było rozszyfrowanie szczytów widocznych z polan poniżej Gorca. Sam szczyt przetrawersowaliśmy od wschodu dochodząc do polany o nazwie Gorc Młynieński.

1-9) panorama z Gorca Młynieńskiego, widoczny Beskid Wyspowy, B. Niski, B. Sądecki, Gorce oraz Tatry
Widoki zapierały dech w piersiach. Zdjęcia ilustrują jak wiele pasm i szczytów mieliśmy do ogarnięcia. Wyjęliśmy więc mapy i położyliśmy na łące co wcale nie było takie łatwe ze względu na porywisty wiatr. Kompas także się przydał, a zatem jedziemy! Pasmo Łososińskie, Modyń, Kotlina Sądecka, Radziejowa - i tak można by bardzo długo wymieniać. Wedle naszych pomiarów widoczna była nawet Jaworzyna Krynicka. Choć Tatry wciąż były pochmurne to jak widać, kierunek wschodni wręcz powalał na kolana. Przeżyjmy to zatem jeszcze raz:

1-6) panorama z Gorca Młynieńskiego
Korzystając ze świetnej widoczności udaliśmy się także na Gorc Kamienicki, z którego widoki otwierają się również w kierunku północnym. Tu z kolei odkryliśmy Luboń Wielki oraz Szczebel, a za nim pasma Kotonia oraz Lubomira. W tym miejscu mógłbym powrócić do pierwszego akapitu. Coś co zapowiadało się nie najlepiej, a na początku trasy wręcz fatalnie, nagle przemieniło się w fantastyczną wycieczkę. Takie rzeczy tylko w górach!

1-4) panorama z Gorca Kamienickiego


W tym miejscu pożegnałem się z siostrą i samotnie ruszyłem ku Przełęczy Przysłop. Idąc tak sobie przez polany myślałem sobie jak tu ominąć zdewastowany fragment szlaku. Gdy chciałem zasięgnąć mapy, okazało się, że prawdopodobnie zostawiłem ją w torebce siostry. Zdałem się zatem na swój instynkt, który podpowiedział mi, że tak czy siak muszę zejść do Doliny Kamienicy więc gdy szlak zbaczał na bajoro wprawiające przeciętnego turystę w depresję, ja wybrałem zarośniętą ścieżynę, która zaczęła sprowadzać mnie stromo w dół. Z każdym metrem dróżka stawała się coraz wyraźniejsza przez co już po kilkunastu minutach wędrowałem szerokim traktem. W niedalekiej przyszłości, wkroczyłem na znajomą i jednocześnie kontrowersyjną drogę zaś dalej powróciłem na niebieski szlak. Z poczuciem spełnienia dobrego uczynku, moja mała pętelka dobiegła końca.


Przez kilka godzin mojego pobytu w Gorcach, Rzeki niemal w ogóle się nie zmieniły. Co innego muszę powiedzieć o Przełęczy Przysłop, w pobliżu której pojawiły się urodziwe kuce, a także auto, obok którego stały na stoliku słoiki borówek. Czekałem niemal godzinę na autobus, a skarbów beskidzkich jagód nie chciał zaznać żaden kierowca. Do Krakowa powróciłem tym samym autobusem, którym przybyłem tutaj o poranku. Jak widać mimo krótkiej wędrówki, kierowca zdążył zajechać i wrócić aż z Krynicy.

1) droga z Rzek na Przełęcz Przysłop prowadziła wzdłuż drogi wojewódzkiej, 4) Przełęcz Przysłop

3 komentarze:

  1. Doceniając wysiłek i trud oraz włożone serce w tworzeniu tego bloga wyróżniamy Cię nominacją „Liebster Blog”. Zapraszamy na stronę naszego bloga „Zanim znów wyruszysz w góry” do odbioru nominacji (oczywiście bez dalszych zobowiązań uczestnictwa w tej zabawie).

    Z pozdrowieniami - Dorota i Marek Szala.

    OdpowiedzUsuń
  2. kiedy ukraina?

    OdpowiedzUsuń
  3. W Karpaty Ukraińskie (rejon Czarnohory, Gorganów i pasm przy granicy z Rumunią) wybierzemy się na przełomie sierpnia i września 2013 r. :) Będzie się działo!

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do komentowania =)