3 września 2013

Ukraina: Jaremcze, Iwano-Frankiwsk, Kołomyja

Czwarty dzień ukraińskiego snu. Teoretycznie, dziś powinniśmy zaatakować kolejny szczyt zaliczający się do Korony Beskidów, aczkolwiek pogoda popsuła się na tyle bardzo, iż wdrożony został plan awaryjny. Warto bowiem wspomnieć, że Karpaty ukraińskie to nie tylko przepiękne lasy oraz połoniny ale również szereg atrakcji znajdujących się w okolicznych miejscowościach. Dysponując autokarem mieliśmy całkowitą swobodę, toteż nie zawahaliśmy się z tych dobrodziejstw skorzystać. Po śniadanku zapakowaliśmy się do pojazdu i ruszyliśmy przed siebie, a pierwszy przystanek na naszej trasie nastąpił w Jaremczach. 


1-3) rzeka Prut przepływająca przez Jaremcze
Po przejechaniu niespełna 40 km znaleźliśmy się w typowo górskiej miejscowości ulokowanej w dolinie rzeki Prut między Gorganami a Karpatami Pokucko-Bukowińskimi. Co ważne, dojazd w ten rejon jest nie najgorszy, gdyż przez Jaremcze przebiega droga krajowa N09 (ukr. H09) ze Lwowa przez Iwano-Frankiwsk aż po Rachów i Mukaczewo. Do dyspozycji mamy również połączenia kolejowe.

Po opuszczeniu autokaru z pewnością dało się zauważyć, że praktycznie w każdym kierunku ku niebu wystrzeliwują strome zbocza. Krótki pobyt ograniczył się do spaceru wzdłuż Prutu, który swe źródło ma na wschodnich stokach Howerli w paśmie Czarnohory. Po opadach rzeka raczyła nas silnym nurtem uświadamiającym o jej niszczycielskiej potędze. Czemu jednak spacerowaliśmy brzegami Prutu? Otóż jedną z atrakcji miejscowości okazał się wodospad. Nie brakowało również odkrywek skał. Ponadto ścieżka brzegiem była dzika i wymagała trawersowania. Chwilami więc tylko jeden fałszywy krok dzielił nas od upadku i stoczenia się do rzeki. Mimo, że przebywaliśmy w kurorcie turystycznym to czuliśmy się jak na górskim szlaku.

wodospad na rzece Prut w Jaremczach
geologia Karpat w praktyce
wiadukt kolejowy
rwący nurt Prutu
rzeka głęboko wcina się w górskie zbocza
Spacer zakończył się w okolicach mostu kolejowego o imponującej wysokości. Następnie nastąpiła przerwa na zakup ewentualnych pamiątek (liczne kramy aż zachęcały do pozbycia się z portfeli kolejnych plików hrywien) i tak oto nasza wizyta w Jaremczach dobiegła końca. Była to jednak tylko przystawka przed daniem głównym jakim niewątpliwie okazał się Iwano-Frankiwsk.

Jest to miasto o dość sporych rozmiarach, bowiem liczy około ćwierć miliona mieszkańców. Z lekcji historii natomiast wiemy, że jego losy były dość burzliwe. Panowali tu Polacy, potem nastał zabór austriacki, w dwudziestoleciu międzywojennym sytuacja wróciła do pierwotnej aż ostatecznie po II wojnie światowej ukształtowało się to co mamy obecnie. W związku z tym nie brak tu wielu interesujących zabytków. My mieliśmy tylko kilka godzin na zwiedzanie, a myślę, że spokojnie miłośnicy architektury i historii mogliby tu spędzić co najmniej kilka dni. Czas zatem na telegraficzną opowieść o miejscach, które odwiedziliśmy...

1-2) Kolegiata pw. NMP oraz śś. Andrzeja i Stanisława (lata budowy: 1672-1703)
3) Kościół ormiański pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny
4) wnętrze kościoła ormiańskiego
5) Synagoga Tempel
6) nie brak polskich akcentów, mamy zatem ulicę Mickiewicza...
7) ...oraz jego pomnik Adama Mickiewicza
8) miejskie zieleńce okazały się bardzo zadbane
9) Ratusz
10-14) w obiektyw wpadały też odnowione kamienice kryjące muzea oraz instytucje administracyjne
15) Uniwersytet Medyczny
16) jest gdzie spacerować

17-20) dekoracyjny łuk z wieloma miejskimi symbolami, w tym polską nazwą miasta tj. Stanisławów
21) "Słońce wielkanocne"
To oczywiście tylko wybrane fotografie. Przeglądając choćby kilka z nich można uświadomić sobie jak wielokulturowe jest to miasto. Zwłaszcza w zamierzchłych czasów mieszkało tutaj sporo Żydów oraz Ormian, toteż stąd mamy tu świątynie wielu wyznań. Nastała jednak pora ponownego zapakowania się do autokaru i ruszenia w dalszą podróż. Na deser pozostawiliśmy sobie wizytę w Kołomyi. Co ciekawe, nadal pozostaliśmy w klimatach wielkanocnych, bowiem w Kołomyi jedną z największych atrakcji jest muzeum Pisanek. Dodajmy, że to prawdopodobnie jedyne takie muzeum na świecie.

katolicka eparchia obrządku bizantyjsko-ukraińskiego
pomnik Iwana Franko
budynek mieszczący muzeum

Czasu na zwiedzanie muzeum niestety już nie wystarczyło. Zajrzeliśmy tylko do holu, w którym było kilka gablot z okazami. Nie da się ukryć, że aż kusiły by kupić bilet i zagłębić się bardziej w świat malowanych jajek. Znajdziemy tu bowiem okazy z całego świata, z Polski również.

Choć miał to być dzień spokojny i nie wymagający dużego wysiłku to osobiście - większość grupy również - czułem się zmęczony. Wielogodzinne siedzenie w autokarze potrafi wykończyć bardziej niż wielokilometrowa wędrówka. Choć ujrzeliśmy wiele pięknych zabytków to jednak brakowało górskim panoram. Te na szczęście miały powrócić już jutro. Ta opowieść już w następnej odsłonie. Do napisania!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania =)