4 września 2013

Ukraina: Świdowiec (Żandarm)

Piąty dzień ukraińskiego snu. Po obfitym w zwiedzanie zabytków dniu wczorajszym miałem szczególną ochotę na odbycie przepięknej i widokowej wędrówki. Okazja ku temu była idealna, bowiem dziś program wycieczki przewidywał wizytę w paśmie Świdowca. Należy on do Beskidów Połonińskich co oznaczało tylko jedno, a mianowicie wielokilometrową wędrówkę połoninami. Dziś mieliśmy zaznać tego co najprawdopodobniej w ukraińskich górach jest najcudowniejsze.

Miejsce: Karpaty Ukraińskie (pasmo Świdowca) 

Cel: Korona Beskidów

TrasaDragobrat (1384 m)  przeł. Peremyczka (1560 m)  Żandarm (1763 m)  Bliźnica (1881 m)  pod Bliźnicą (1800 m)  Bliźnica (1872 m)  Połonina Braiwka  Trostaniec  Kwasy (535 m)

Długość trasy: 15 km

Czas przejścia netto: 5 h

Pogoda: świetna

Widoczność: dobra

Autokar zawiózł nas do miejscowości Jasinia zlokalizowanej w głęboko wciętej dolinie, gdzie rzeka Łazeszczyna wpada do Czarnej Cisy. Można porównać, że pod pewnym względem jest to polskie Krościenko nad Dunajcem. Dlaczego? Otóż leży u zbiegu aż trzech pasm górskich tj. Czarnohory, Gorganów oraz Świdowca, który dziś był naszym głównym celem. Biorąc pod uwagę, że dojedziemy tu pociągiem chociażby ze Lwowa, miejscowość stanowi niezłą bazę wypadową.

Problemem są jednak spore przewyższenia. Najwyższe szczyty Ukrainy w paśmie Czarnohory przekraczają 2000 m n.p.m. zaś te w paśmie Świdowca zbliżają się do 1900 m n.p.m. Jasinia natomiast lewituje gdzieś między poziomicami oznaczonymi wysokością 600 i 700 m n.p.m. To sprawia, że klasyczna wycieczka jednodniowa jest prawie niemożliwa. Samo dojście na grzbiet to wysiłek rzędu ponad 15 km i wielu godzin ciężkiego podejścia. Pasowałoby się też połoninami trochę przejść, nasycić się, usiąść i odpocząć, a następnie zejść. Tym samym trzeba mieć na wyposażeniu namiot albo zainwestować w nocleg w Dragobracie. Jest też bramka numer trzy, idealna dla zorganizowanych grup taka jak nasza.

1-2) ukraińskie gruzawiki
Gdy tak czekaliśmy przy głównej drodze nagle zaczęły podjeżdżać dość masywne maszyny. W powietrzu zaczęła się unosić myśl radzieckiej technologii. Jak się okazało tym oto sprzętem mieliśmy wyjechać z Jasinii do Dragobratu czyli ośrodka sportów zimowych, ulokowanego na wschodnich zboczach głównego pasma Świdowca. Miłośnicy białego szaleństwa znajdą tam liczne wyciągi oraz oczywiście stosowną bazę hotelową.

Nie wiedząc co nas czeka, zasiedliśmy na miejscach po czym rozpoczęła się podróż, która zasługuje na osobną retrospekcję. To była prawie godzina niesamowitych turbulencji. Leśna droga (rozjeżdżona przez tego typu ciężkie pojazdy) wiła się zakosami ku górze, miejscami osiągając niebywałą stromiznę. Nie mogłem uwierzyć, że przejazd jakimkolwiek pojazdem mechanicznym jest w ogóle możliwy. W środku natomiast rzucało nami na wszystkie strony. Przy większych nierównościach podskakiwałem tak jakby mnie ktoś wystrzelił z katapulty. Raz uderzyłem nawet głową o sufit. Niewątpliwie, po zakończeniu jazdy każdy z nas wyszedł już jako inny człowiek. Osobiście, cieszyłem się, że przeżyłem. Potrzebowałem jednak dłuższej chwili by wrócić do siebie.

widok z Dragobratu na główne pasmo Świadowca
Dragobrat - jego wyciągi oraz hotele
Warto było zaryzykować guza na głowie. Zaoszczędziliśmy kilka godzin wspinaczki. Wyjechaliśmy na wysokość prawie 1400 m n.p.m. czyli mniej więcej tam gdzie las ustępuje połoninom. Nagle okazało się, że to co najpiękniejsze jest na wyciągnięcie ręki. Sam Dragobrat natomiast o tej porze roku okazał się miejscem opustoszałym. To jednak już mnie nie obchodziło. W związku z nie najgorszą pogodą szykowała się piękna wycieczka. Ruszyliśmy zatem ku głównemu grzbietowi.

1-4) między Dragobratem, a przełęczą Peremyczka w głównym grzbiecie Świdowca
5) drogowskaz ze szlakami
To niesamowite ale zaledwie pół godziny podejścia wystarczyło aby osiągnąć przełęcz Peremyczka. Na tym krótkim fragmencie główny grzbiet biegnie w osi północ - południe, toteż zdradzę, że przełęcz jest wcięciem między Stohem (1704 m n.p.m.), a Żandarmem (1763 m n.p.m.). Dopiero za tym drugim szczytem zlokalizowany jest najwyższy wierzchołek całego Świdowca. Wszak nadal kompletowaliśmy Koronę Beskidów, toteż kierunek marszu był oczywisty.


1-12) widoki rozpościerające się z Żandarma
Świdowiec okazał się niezmiernie gościnny. Po następnych 30 minutach wędrówki mogliśmy świętować zdobycie pierwszego szczytu i to nie byle jakiego, bowiem wyższego chociażby od naszej Babiej Góry. Żołniersko brzmiąca nazwa Żandarm to połączenie fantastycznych widoków z niezmiernie ciekawą lekcją geografii. Mogliśmy zatem obserwować jak grzbiet Świdowca ciągnie się i ciągnie. Ciężko ogarnąć jak ogromne są to połoniny. Ciężko też sobie wyobrazić, że można nimi wędrować nieprzerwanie przez bagatela 25 km. To atrakcja najwyższych lotów.

świetne oznakowanie szlaku czerwonego
Dragobrat
jezioro Iwor
Świdowiec to również czyhające niebezpieczeństwa
Natomiast kolejną dobrą wiadomością był fakt, że do Bliźnicy mieliśmy już tylko 1,5 km. Przejazd gruzawikami okazał się kapitalnym pomysłem, dzięki któremu mieliśmy więcej czasu na podziwianie widoków. Hasaliśmy więc po Żandarmie jak małe dzieci co zaowocowało wieloma zdjęciami, a nawet filmem. Pogoda jednak dopisywała, toteż mogliśmy sobie na to pozwolić. Warto jednak zwrócić uwagę, że Świdowiec nie jest do końca sielankowym pasmem. Można go porównać do tatrzańskich Czerwonych Wierchów. Z jednej strony łagodne pagórki, a z drugiej stronie urwiska, które w trakcie mgieł są szczególnie niebezpieczne.

wybrane szczyty widziane z Żandarma
Bliźnica jest o ponad 100 metrów wyższa od Żandarma co zupełnie nie przeszkadzało w tym, że mieliśmy wokół siebie mnóstwo szczytów. Oprócz szczytów Świadowca świetnie widoczny były wierzchołki wchodzące w skład Połoniny Krasnej oraz Gorganów. Choć nad niektórymi pasmami zalegały niepokojące obłoki to jednak ich ciężar nie mógł zniweczyć naszej nadziei na to, że się poprawi. Właściwie tylko Czarnohora skryta była za murem chmur, którego jeden podmuch wiatru z pewnością nie mógł zburzyć. 

wycieczka w pasmo Świdowca przy dobrej aurze zapewnia oszołamiające widoki
Cudowne połoniny. Magiczne i wyjątkowe. Na początku września jesień powoli puka w górskie rejony, toteż miejscami można było zaobserwować brązowienie się muraw. Dodajmy do tego jeszcze płynące cienie obłoków po grzbietach. W efekcie można się po prostu rozpłynąć. Tutaj chyba nie ma już nic więcej do dodania. Nic dziwnego, że oglądamy wciąż te same widoki. One jednak znudzić się po prostu nie mogą.

po prawej Bliźnica (1881 m)
A tymczasem ledwie kilometr przed nami wzbijała się ku niebu Bliźnica. Byliśmy już bliscy euforii, a przecież to co najlepsze wciąż było przed nami. Ponadto pogoda wydawała się polepszać. Coraz większe strefy wpływów promieni słonecznych na dobre zadamawiały się na Świdowcu. Po cichu liczyłem, że za chwilę ujrzymy jeszcze więcej szczytów. 


Szansa na to była coraz większa, bowiem chmury skrywające Czarnohorę zaczęły się unosić. Jak zatem było na najwyższym szczycie Świdowca? O tym już w najbliższej odsłonie, która dostępna jest pod linkiem:  Ukraina: Świdowiec (Bliźnica) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania =)