15 lipca 2010

Pętla Nowej Huty

Doszedłem do wniosku, że te ciekawsze wyprawy rowerowe również warto opisywać. Tym bardziej, że gór na nich nigdy nie zabraknie...

Miejsce: Kraków (Nowa Huta)

Cel: Ukazanie Nowej Huty jako dobrego miejsca do uprawiania turystyki rowerowej

Trasa: Plac Centralny koło Łąk Nowohuckich (1 km) Kościoły w Mogile (1,5 km) Lasek Mogilski (3–4 km) Żaglowa Fort Mogiła (7 km) Kopiec Wandy ścieżką wzdłuż rzeki Dłubnii al. Solidarności Kombinat (10 km) Perełki Krzesławic (11,5 km) Wąwozowa Łowińskiego Grębałowska Wzgórza Krzesławickie (16 km) Petofiego (18 km) Nowolipki Bulwarowa (Zalew) (22 km) – al. Solidarności – Plac Centralny

Długość trasy: 24 km

Oznakowanie: słabe

Stopień trudności: 1/6

Cała pętla ma tylko 24 km i jeżeli ktoś chciałby ją przejechać bez podziwiania zabytków to powinno mu to zająć nie więcej niż 75 minut. Moja subiektywna ocena stopnia trudności trasy wzięła się stąd, że jest po pierwsze krótka, a po drugie dość uboga w podjazdy. Te ostatnie występują jedynie na kilkusetmetrowym odcinku do Kombinatu oraz w okolicach Wzgórz Krzesławickich. 

Nowa Huta zabytkiem stoi – myślę, że o tym nie trzeba nikogo przekonywać. Nic więc dziwnego, że swoją trasę rozpocząłem w jej sercu, a mianowicie Placu Centralnym. Bardzo interesujące jest to, że ta pamiątka socrealizmu właśnie w tym miejscu silnie łączy się z elementami renesansu oraz baroku. Można to dostrzec kierując wzrok na zdobienia elewacji budynków oraz na ogromne balkony przypominające loggie. Warto również zwrócić uwagę na pomnik Solidarności, (zdj. obok) który znajduje się w południowej części placu. Tam też rozpoczęła się moja, krajoznawcza wycieczka rowerowa. 

Na początku kierowałem się szlakiem Bursztynowym (zdj. obok), który oznakowany jest dość dobrze, także zgubienie się na nim nie wchodzi w grę. Trasa, którą przebyłem obfituje w atrakcje. Już na pierwszym kilometrze, tuż za os. Centrum E, dojeżdżamy do punktu, z którego podziwiać możemy całe Łąki Nowohuckie charakteryzujące się przede wszystkim różnorodną florą i fauną. Jej duże znaczenie powinien obrazować fakt, że zostały one wpisane na listę Natura 2000. Widok ten jest szczególnie ciekawy, gdyż na tle łąk możemy zobaczyć kominy w Łęgu (zdj. poniżej). Po kilkudziesięciu metrach natrafiamy na kolejne ciekawe dzieło matki natury, a mianowicie osuwisko (zdj. poniżej). Brzmi to dość dziwnie, jakoby w Nowej Hucie miały być osuwiska – a jednak... Ofiarą tego osuwiska padła spora część alejki parkowej oraz słup oświetleniowy.


Szlak prowadzi dalej szeroką, parkową alejką. W pewnej chwili na horyzoncie dostrzec możemy nawet Chorągwicę. Po kilkuset metrach dojeżdżamy do ul. Klasztornej, na której skręcamy w lewo. Jest to szczególnie niebezpieczny odcinek drogi ze względu na wzmożony ruch. Na całe szczęście po kilkunastu sekundach trafiamy na tabliczkę, która informuje o tym, że tuż obok nas znajduje się opactwo Cystersów w Mogile (zdj. poniżej). Warto tam zajrzeć na chwilę. Cystersi przybyli do Mogiły w 1222 r. i pozostali w niej do dziś. Budowle sakralne (zdj. poniżej) jakie wznieśli są z pewnością dumą Nowej Huty.


Myślę, że każdy z Nas słyszał o Małopolskim szlaku Architektury Drewnianiej. Warto zaznaczyć, że Nowa Huta też jest jego ważną częścią. Dosłownie po drugiej stronie ulicy znajduje się drewniany kościółek św. Bartłomieja wybudowany w 1466 r. (zdj. powyżej). Wejście do niego prowadzi przez także drewnianą dzwonnicę (zdj. poniżej). W całym szlaku bardzo podoba mi się to, że przy każdym obiekcie usytuowane są tabliczki dla ciekawskich, dzięki którym, każdy może dowiedzieć się trochę więcej o danym obiekcie.

Jak na razie przejechaliśmy niespełna 2 km, a zwiedzania za to było o wiele więcej. Pora to zmienić. W tym miejscu opuszczamy szlak Bursztynowy. Aby dotrzeć do kolejnego etapu trasy należy pojechać ul. Klasztorną w kierunku Mostu Wandy. Tuż przed (bezpośrednio) następnym przystanku autobusowym, po lewej stronie rozpoczyna się zielony szlak rowerowy (zdj. obok). To właśnie nim będziemy podążać przez najbliższe niespełna 10 km. Trzeba jednak zachować ostrożność, gdyż minięcie znaku może zakończyć się zgubieniem szlaku.

Po ok. 150 metrach od rozpoczęcia szlaku skręcamy w prawo i jadąc prosto, przy następnym zakręcie zjeżdżamy z drogi w lewą stronę. Wpadamy wtedy na polną ścieżkę, którą dojeżdżamy do Lasku Mogilskiego. Nie jest on, co prawda zbyt duży, jednak należy podkreślić, że jest przyjazny dla rowerzystów. Możemy w nim szusować parkowymi alejkami, których jest bardzo dużo. Ponadto liczne ławeczki (zdj. poniżej), w razie zmęczenia pozwalają chwilę odsapnąć.


Po zrobieniu kółeczka wokół Lasku Mogilskiego szlak zielony, który łączy się ze szlakiem Bursztynowym prowadzi nas na ul. Żaglową (zdj. obok). Niesamowite jest to, że po przejechaniu ledwie kilku kilometrów zostawiamy betonową puszczę gdzieś w oddali, a sami znajdujemy się w niemalże wiejskim krajobrazie (zdj. poniżej). Jedyną rzeczą, która przypomina nam o tym, że jesteśmy w mieście są kominy Kombinatu, które towarzyszą nam przy jeździe bocznymi dróżkami (zdj. poniżej). W tym rejonie rzadko napotkamy namalowane znaki. Trasę dotychczasowej podróży szlakiem zielonym zawarłem na mapce poniżej.


Jazda uliczkami kończy się krótkim podjazdem, który doprowadza nas do ul. Igołomskiej, którą musimy przekroczyć. Obok przystanku tramwajowego rozpoczyna się szlak Twierdzy Kraków, który postaram się przejechać kiedy indziej, toteż nie będę się na nim teraz skupiał.

Po wyniesieniu roweru przez małe schodki, szlak zielony prowadzi nas wzdłuż garażów, następnie drogą z betonowych płyt otoczoną krzakami i drzewami. Po nieco dłuższej chwili w końcu dojeżdżamy do Kopca Wandy. Wedle popularnej legendy ma on stanowić mogiłę Wandy, córki księcia Kraka, której ciało wyłowiono z nurtów nieopodal przepływającej Wisły. Kopiec wieńczy marmurowy pomnik projektu Jana Matejki, ozdobiony kądzielą skrzyżowaną z mieczem oraz napisem „Wanda” (zdj. obok). Jeżeli na górze kopca nie ma zbyt dużo ludzi, warto wprowadzić tam rower, aby zobaczyć widoki, jakie się z niego rozpościerają. Panorama jest dosyć okrojona przez liczne rosnące w tej okolicy drzewa. Dojrzeć jednak można standartowo kominy w Łęgu oraz „błękitka”, Wawel, a gdzieś daleko w tle Opactwo Kamedułów na Bielanach (zdj. poniżej).


Po zejściu z kopca podążamy nadal szlakiem zielonym. Asfaltowa droga prowadzi nas do Ujastka Mogilskiego – tam skręcamy w lewo, po czym na wysokości przystanku tramwajowego w prawo w ul. Bardosa. Po następnych kilkuset metrach dojeżdżamy do ul. Ptaszyckiego (zdj. poniżej), gdzie musimy wyhamować aby nie wjechać na ruchliwą jezdnię. Jadąc chodnikiem, po minięciu ledwie kilku słupów oświetleniowych musimy skręcić w prawo. Na tym fragmencie trzeba szczególnie uważać, gdyż znak umieszczony na słupie pokazuje nam, że należy jechać prosto. Widać ktoś po prostu zapomniał domalować strzałki. Po krótkim przeciskaniu się wśród krzaków, dalej jazda jest już całkiem przyjemna, w oddali słychać nawet nurt rzeki Dłubni.




















Po dojeździe do al. Solidarności kierujemy się w prawo i po krótkim podjeździe, (zdj. obok) dojeżdżamy do Kombinatu (zdjęcia poniżej). Z tego miejsca widać tylko administracyjną część tego przedsiębiorstwa. Ogrom całego Kombinatu można ujrzeć dopiero na mapach lub zdjęciach satelitarnych. Kiedyś zatrudnionych było tu ponad 40 tys. ludzi. Obecnie ta liczba jest ok. dziesięciokrotnie mniejsza i wciąż maleje.







Po przejściu na drugą stronę jezdni, zjeżdżamy ścieżką rowerową, po czym skręcamy w ul. Wańkowicza. Tam dojeżdżamy do bardzo bogatych w zabytki Krzesławic. Warto zatrzymać się aby móc podziwiać drewniany kościół pw. św. Jana Chrzciciela z XVII wieku oraz dwór słynnego Jana Matejki (zdj. poniżej). Co ciekawe kościół został przeniesiony do tego miejsca z Jawornika koło Myślenic. W tym też miejscu przesiadamy się ze szlaku zielonego na szlak czarny.


Po minięciu Wąwozowej, jadąc ul. Łowińskiego możemy natrafić na zniszczony pożarem Elektromontaż (zdj. poniżej). Dalej ulicami Blokową i Darwina mijamy cmentarz w Grębałowie, żeby potem objechać go dookoła ulicami Grębałowską i Geodetów (mapa poniżej). W między czasie miniemy stadion, na którym swe mecze rozgrywa Grębałowianka (zdj. poniżej). Na tym fragmencie trasy tabliczki ze szlakiem są w większości miejsc pourywane toteż trzeba zachować szczególną ostrożność.





Za pętlą na Wzgórzach Krzesławickich kierujemy się na ul. Architektów, gdzie osiedlowymi drogami dojedziemy do najwyższego punktu na naszej trasie, a mianowicie pętli autobusowej na os. Na Stoku. Warto się trochę powspinać, gdyż przy szczypcie szczęścia będziemy mogli podziwiać piękne widoki. Przede wszystkim otworzy się o wiele szersza panorama Krakowa (zdj. poniżej) niż ta, którą mogliśmy podziwiać z Kopca Wandy, zaś na ostatnim planie zazwyczaj są Beskidy z Babią Górą na czele. Z kolei patrząc w kierunku północnym zobaczymy dolinę rzeki Dłubni wraz z zalewem w Zesławicach (zdj. poniżej).


Jeżeli zdobyliśmy najwyższy punkt na trasie, to oczywiste jest, że teraz nastąpi długi zjazd. Gdyby nie separatory prędkości, to na prostej z początku ul. Petofiego rzeczywiście można by było rozpędzić się do ok. 50 km/h. Należy jednak jak zawsze uważać gdyż zjazd z tej ulicy kończy się ostrym zakrętem, po którym bez uprzedniego zatrzymania się, wpada się z wielką szybkością na główną drogę osiedlową. Nie warto więc ryzykować wypadku. Po tym ostrym zakręcie następuje kolejny zjazd, którym dojeżdżamy do zajezdni autobusowej w Bieńczycach. Na końcu ul. Nowolipki kierujemy się prosto uważając na wysoki krawężnik. Szerokimi ścieżkami oraz mostkiem nad Dłubnią docieramy do uroczego stawku przy ul. Kaczeńcowej (zdjęcia poniżej).


Jesteśmy już bardzo bliscy końca trasy. Przy kapliczce (zdj. obok) skręcamy w ul. Cienistą, gdzie po przejeździe przez Kocmyrzowską (zdj. poniżej) okrążąmy Lidla i wjeżdżamy na ścieżkę rowerową przy ul. Bulwarowej. Prostym szusem docieramy do zalewu nowohuckiego (zdj. poniżej). Warto tam zatrzymać się i odpocząć lub też cieszyć się jazdą wokół niego licznymi asfaltowymi alejkami.



Ostatni etap trasy prowadzi aleją Solidarności po wygodnej ścieżce rowerowej (zdj. obok) gdzie po paru minutach docieramy do Placu Centralnego mijając po drodze kościół na os. Szklane Domy (zdj. obok). Kończymy tym samym pętlę Nowej Huty.



Ogólnie rzecz biorąc przez ostatnich kilka lat obraz rowerowej Huty zmienił się bardzo pozytywne. Przybywa ścieżek rowerowych – po prostu jest gdzie jeździć! 

1 komentarz:

  1. Moje ulubione miejsca staw przy ul kaczencowej i skarpa ładne widoki są ja zwykle jade nad staw a potem aleją roz i skarpą.

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do komentowania =)